Katolicyzm ma własność pionu – odchyleń nie znosi.
Cytaty na nasze czasy:

"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. [...]"

(Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r. - Testament duchowy św. Piusa X)

sobota, 11 września 2021

1. Rocznica śmierci śp. Ojca Antoniego Cekady. R.I.P.

 Dziś mija pierwsza rocznica śmierci śp. Wiel. x. Antoniego Cekady

(18 lipca 1951 - 11 września 2020).

Człowiek wszechstronny, wspaniały, oddany i dobry duszpasterz przy kościele św. Gertrudy Wielkiej w Cincinnati, Ohio [J.Exc. x bp. Daniela Dolana], kompozytor muzyczny, organista kościelny, nauczyciel muzyki, wybitny liturgista i kanonista, wykładowca liturgiki i Prawa Kanonicznego w Seminarium Trójcy Przenajświętszej w Brooksville [J.Exc. x bp. Donalda Sanborna].


+R.I.P.+

czwartek, 9 września 2021

Grecka Schizma

 § 71. Grecka Schizma.

«Zasłona kościelna rozdarła się na dwie części.»

Mat.. 27, 51.





W chrześcijańskich wiekach średnich trzy głównie burze wielkie zagroziły jedności Kościoła i wyrwały z jej macierzyńskiego serca licznych wyznawców : grecka Schizma, marzenia Manichejczyków trzynastego stulecia i wojna husycka.

Twórcą greckiej schizmy, która odłączyła wschodni czyli grecki Kościół, od rzymskiego głównego, czyli macierzystego Kościoła, jest Focjusz. Przebiegły ten człowiek, wsparty knowaniami i gwałtami dworu cesarskiego, wstąpił w roku 858 na stolicę patryarchy w Konstantynopolu. Początkowo starał się o pozyskanie sobie łaski papieskiej niegodnemi pochlebstwami i darami. Gdy mu się to jednak nie udało, zrzucił maskę i ośmielił się potępić zachodni czyli rzymski Kościół, jakoby tenże odstąpił od wiary i chrześcijańskich zwyczajów praojców.

Oszczerca ten został wprawdzie później złożony ze swej godności przez cesarza Leona VI. i umarł w r. 891, ale zarzewie niezgody, które wzniecił, tliło ciągle pod popiołem, aż go znowu w późniejszych czasach w potężny płomień rozdmuchał chciwy zaszczytów Michał Cerularyusz, który w roku 1043 został wyniesiony na patriarchę Konstantynopolitańskiego. Powtórzył on pierwotne oszczerstwa Fociusza przeciw Rzymowi i tak umiał podburzyć lud i duchowieństwo, że nastąpiło zupełne oderwanie wschodniego Kościoła, od zachodniego.

Odtąd nie ustawali Papieże i zgromadzeni na powszechnych Soborach Biskupi, nawoływać odłączonych do zgody Kościoła. Ale chociaż te usiłowania zdawały się obiecywać tu i ówdzie wielki pożytek i pojedyncze Biskupstwa wróciły rzeczywiście do macierzystego Kościoła (unici) to jednak rozdwojenie trwa ciągle aż do dni dzisiejszych. Grecki Kościół, z którego wyszli niegdyś najwięksi Ojcowie i najsławniejsi Święci, jest dotąd jak odcięta od pnia winna gałązka sucha i zwiędła; a nieszczęsna schizma, czyli odłączenie od rzymskiego Kościoła, istnieje dzisiaj jeszcze tak samo, jak kiedy powstała pod cesarzami w Konstantynopolu.

Pierwszych dziesięciu Metropolitów Rusi, począwszy od Metropolity Michała (roku 988), zostawało niewątpliwie w unii z Rzymem. Książęta ruscy wyznawali się otwarcie synami Kościoła katolickiego; nowo obranemu Metropolicie wkładano na skronie, na znak unii z Rzymem, relikwie świętego Klemensa, Papieża i Męczennika. Dopiero od rządów dwulicowego Nicefora (r. 1104), zaczęła się wkradać schizma do Kościoła świętego na Rusi; a po śmierci tegoż (roku 1119) w miarę zmienności usposobienia Metropolitów, cała Ruś raz była schizmatycką, to znowu zbliżała się do Rzymu. Nastały wówczas najsmutniejsze dla niej czasy, które zakończyły się rozkładem Metropolii ruskiej na trzy metropolie : halicką, kijowsko-litewską i moskiewską. Wszystkiemi rządzili po prostu ruscy książęta, bo Metropolici prawie żadnego znaczenia nie mieli; a skoro te kraje dostały się pod panowanie tatarskie, wówczas Metropolici ruscy u hana tatarskiego potwierdzenia żebrać byli zmuszeni. Oprócz utraty wiary świętej, naturalnem następstwem takich rządów, były ustawiczne zdzierstwa, które do ostateczności Rusinów oburzyły, kiedy niejaki Fociusz, grek z Konstantynopola, przysłany na Metropolitę kijowskiego roku 1408, zrabowawszy skarby z Kościołów ruskich z niemi do Grecyi uciekł. Widząc to Witołd Książe Litewski, rządzący wówczas w imieniu Władysława Jagiełły na Rusi, zwołał synod prowincyalny Biskupów ruskich do Nowogródka 1413 roku i tamże złożono Focjusza z urzędu, a na jego miejsce obrano Cemiwlaka 1-go, wiernego unitę. Dlatego schizmatycy nie chcąc uznać jego władzy, obrali sobie innego i odtąd zaczęła się smutna historia schizmy w krajach ruskich. Niedługo potem, kiedy Turcy zagładą zagrozili państwu Greckiemu, ówczesny cesarz Jan Paleolog czując się zmuszonym pomocy i obrony szukać u Papieża Eugeniusza IV. okazał się gotowym do połączenia się z Kościołem katolickim.

Zwołano tedy powszechny Sobór do Florencyi 1439 i tam grecki Kościół połączył się z Kościołem rzymskim, aktem uroczystym, który z małymi wyjątkami wszyscy Biskupi, tak greckiego jak i łacińskiego Kościoła podpisali.

Ponieważ jednak to pojednanie nie było szczerem, odstępowało stopniowo coraz więcej Greków od Kościoła Rzymskiego, a łączyło się jak dawniej z patriarchą Konstantynopalitańskim, dopuścił więc Pan Bóg, że Turcy pod dowództwem Mahomeda II. zniszczyli państwo Wschodnie i zabrali je pod swą władzę 1453 roku, w sam dzień Zielonych Świąt, jakby za karę że Bóstwa Ducha świętego uznać nie chcieli. Odtąd Grecy niechcący się poddać najwyższej Głowie Kościoła, musieli na się przyjąć ciężkie i sromotne jarzmo tureckie, a patryarcha Konstantynopolitański zawisłym został zupełnie od sułtana tureckiego, u którego swą władzę i godność sobie kupować musiał. Z ruskich Biskupów na Soborze Florenckim obecnym był Izydor, metropolita Kijowski, i ten w imieniu całej Rusi podpisał akt połączenia się z Kościołem świętym. Tak on jak i następcy jego blisko przez 100 lat pozostali wierni przy świętej unii i dopiero roku 1520 jedność ta rwać się poczęła, głównie za sprawą cara Iwana III. który sam nie chcąc przyjąć unii buntował rusinów nasyłając im coraz to liczniejszych ajentów schizmy. Około roku 1587 Jeremiasz, patriarcha Konstantynopolitański złożony z urzędu swego za to, że sułtanowi nie mógł żądanej za tę godność sumy wypłacić, przybył na Ruś w celu zebrania funduszów i wyświęcił w Wilnie Michała Rahozę na Metropolitę Kijowskiego, ale skoro się tenże żądanej za wyświęcenie kwoty wzbraniał zapłacić, zagroził mu Jeremiasz złożeniem z urzędu. Ale Rahoza zwoławszy na Synod wszystkich Biskupów Rusi, przyjął wraz z nimi i uznał ponownie zwierzchnictwo Papieża, zobowiązawszy się wszelkimi sposobami szerzyć i utrzymywać unię. Na następnym synodzie Litewskim w Brześciu roku 1594, na który także łacińskich Arcybiskupów i Biskupów zaproszono, unia uroczystym aktem potwierdzoną została. Dwóch delegatów wysłano do Rzymu w celu złożenia przysięgi i wyznania wiary w obecności Ojca świętego. Byli to: Hippacy Pociej i Cyryli Terlecki. Ojciec święty Klemens VIII. przyjął ich z największą serdecznością, przez co ich serca zupełnie dla siebie podbił. Ojciec święty osobnym pismem polecił szczególniejszej opiece Zygmunta III. Biskupów i lud ruski, lubo ten król sam wszelkich zabiegów nie szczędził do utrwalenia unii. Nie brakło atoli tak skrytych jak i jawnych przeciwników unii. Do najzaciętszych należał Konstanty Książe Ostrogski, który w opiekę wziąwszy schizmatyków, założył dla nich drukarnię, gdzie drukowano pisma pełne jadu i nienawiści ku Kościołowi, wyszydzano unitów zarzucając Kościołowi, że Ruś chce pozbawić języka, obrządków i narodowości własnej. Źródło niezgody i rozdrażnienia płynęło z Moskwy. Z tamtąd jak dawniej tak i teraz przybywali coraz nowi podżegacze, którzy buntując przeciw jedności niweczyli prace i zabiegi świątobliwych i gorliwych o unię Biskupów. Przyszło nareszcie do tego, że niesforni schizmatycy nie wzdrygnęli się przed najhaniebniejszą zbrodnią i jeden z nich rzucił się na rynku Wileńskim na Biskupa Pocieja, chcąc go ze świata zgładzić; tak że Biskup zaledwie laską zastawił się przed napaścią i tak życie swe uratował. Nie długo później zamordowanym został święty Jozafat Kuncewicz, Arcybiskup Połocki we własnym domu, oddawszy jako dobry pasterz swą duszę za owce swoje, przez co sobie na męczeńską koronę zasłużył. Główny sprawca tej zbrodni Melecy Smotrycki, wyświęcony na Biskupa przez schizmatyka Teofana z Konstantynopola, poznał później, snać za modlitwą świętego Męczennika, zbrodnię swoją i szczerze za nią żałując pojednał się z Kościołem, zostawszy z najzaciętszego prześladowcy, najgorliwszym krzewicielem unii.

Ze śmiercią Zygmunta III. roku 1633, znikła najdzielniejsza świecka podpora unii w Polsce. Następca jego Władysław IV. nie miał ani odwagi, ani siły dostatecznej do oparcia się schizmatykom, którzy czując nad sobą opiekę Moskwy, stawali się coraz zuchwalszymi. Nareszcie bunt kozaków zaporozkich i następne krwawe wojny za Jana Kazimierza, unii śmiertelny cios zadały. Kozacy bowiem srodze uciskani przez własnych panów, daremnie dopominali się u króla i senatu swobód przynależnych, a nadto ustawicznie buntowani przez Moskwę wystąpili otwarcie pod wodzą Bochdana Chmielnickiego do buntu i w krótkim czasie mieczem i ogniem zniszczyli znaczną część ziemi polskiej. Nareszcie Chmielnicki wraz z całą Kozaczyzn ą poddał się Rossyi, a z tąd wynikły ciężkie wojny które na Polskę wiele nieszczęść i szkód sprowadziły.

Za panowania Jana Sobieskiego zawarty został roku 1686 pokój z Piotrem I. carem moskiewskim. Król ten zajął się szczerze i z lepszym skutkiem sprawą unii. Za jego też czasów wielu dyzunitów powróciło na łono Kościoła katolickiego, a nawet wszyscy Biskupi z wyjątkiem jednego, pod berłem Polskim żyjący, połączyli się z Kościołem świętym. Ostateczne zatwierdzenie unii nastąpiło na Synodzie Zamojskim roku 1720, ziemie atoli odpadle od Polski, nigdy już więcej schizmy nie porzuciły.


Chrystus w Kościele Zarys Historii Kościelnej ,  str.204 -209

wtorek, 7 września 2021

Prymas August Hlond: ,,To, co się w Europie rozgrywa, jest gwałtownym zmierzchem epoki, której ducha zatruto."




Burza będzie, bo czerwieni się smutne niebo ".



Nie przypadkowo się zdarza, że świat w bezradności drętwieje. Nie są przygodnem zjawiskiem ani te napięcia międzypaństwowe, które zagładcze wojny wróżę, ani te przewlekłe powikłania w życiu publicznem. Nie jest to następstwem chwilowego zbiegu okoliczności, że się cywilizowane narody w chaos społeczny zamieniają i że na gruncie wczorajszego dobrobytu wybujać mogły groźne zjawy kryzysu gospodarczego. Wobec rozstroju w wszystkich dziedzinach życia i wobec rozpadania się kultury wieków nie można się tern łudzić, że skoro jakimś nieprzewidzianym sposobem poprawią się warunki rolnictwa, przemysłu i handlu, wrócą same przez się minione czasy uczciwe i dostatnie. To, co się w Europie rozgrywa, jest gwałtownym zmierzchem epoki, której ducha zatruto. Tę niemoc powoduje bezwładność duchowa. To przesilenie jest następstwem kryzysu moralnego.

Ten wstrząs ogólny jest zapadaniem się wszystkiego, co zawisło w próżni, gdy z życia ludów usunięto Boga i Jego prawo. Ten ostry załom rozwoju ludzkości, to dowód, że bez pierwiastka bożego narody nie wytrzymują brzemienia własnych dziejów. Ten bezład, to gmatwanie się stosunków, to rysowanie i kruszenie się ustrojów jest bankructwem bezbożnictwa wszelkiego stopnia i wszelkich rodzajów, bankructwem bezbożnictwa w etyce, bankructwem bezbożnictwa w socjologji i filozofji państwowej, bankructwem bezbożnictwa w życiu prywatnem i zbiorowem, bankructwem bezbożnictwa w życiu publicznem i w stosunkach międzynarodowych.

Hasła, odmawiające Bogu prawa do ludzkości, zapowiadały przyszłość skąpaną w błyskach postępu ziemskiego, prorokowały rajskie szczęście, nieskrępowane niczem i nikim. A oto narody przekonywują się, że są na bezdrożach i że zamiast pomyślności idzie ku nim poprzez pustkę ludzkich wieszczb i zwodzeń jakaś wielka mścicielna godzina. Zawisł nad nimi złowrogo ten „młot wszystkiej ziemi", którym sobie z materji wykuwały niebo bez Boga. A czyny ich, wyrosłe ze wzgardy praw Bożych, cięć poczyna „sierp ostry", którym anioł Objawienia grzeszne dzieje ludzkie „zbiera i wrzuca w kadź gniewu Bożego wielką". Nic wesołego nie zwiastuje brzask tego dnia, którego krwawa jutrzenka odsłania smutne niebo.

„Będzie burza". Skąd w kraje wpadnie? Którędy się przewali? Co w swym niszczycielskim pochodzie złamie i zmiecie? Kogo zniszczy a kogo oszczędzi?

Sumienie ludów poczyna „rozsądzać znaki nieba". Budzę się pokutnicze nastroje, żal i błagania, które dusza polska tak rzewnie i tak mocno wypowiada w suplikacjach. Ale niedość błagać: Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas, Panie! Niedość wołać: O d gniewu Twego, wybaw nas, Panie! Trzeba dodać: Od „nieprawości", która „kłamała sobie" i nam kłamie, wybaw nas, Panie! Od wrogów Krzyża Twego, wybaw nas, Panie! Aby Królestwo Twoje do nas przyszło, prosimy Cię, Panie!

Bo są tacy, którzy się możliwością wstrząsów i katastrof nie przejmują. Są ludzie, którzy się z radością wpatrują w czerwoną zorzę nad światem i widzą w niej pożądaną zapowiedź chwili, w której przepaść mają wiara, zasady moralne, prawo przyrodzone, objawienie, chrześcijaństwo, Kościół. Oni ten krwawy brzask witają, jako godzinę swoją, jako godzinę zamieszania i wzburzenia ludów, godzinę walk i mordów, głodu i rozpaczy. W tę godzinę chcą rozwinąć nad światem czarną chorągiew szatana. Przyszłe czasy mają się w ich oczekiwaniu ustalić na zasadzie człowieczeństwa, bezwzględnie wyzwolonego od Stwórcy. 

Takie sę zamierzenia niełylko bolszewików i bezbożników sowieckich. Takie cele nęcę wolnomyślicieli, racjonalistów, wolnomularstwo, wyznawców ateistycznego materjalizmu, bezwyznaniowców. Tę chwilę gotuje laicyzm, który już dziś z wszystkich dziedzin życia zdziera znamiona i ślady religijne. Do tego zmierzają te filozotje i teorje, które ani w dziedzinie społecznej, ani w życiu publicznem nie uznaję powagi prawa bożego. Nad tem już dziś pracuję szerzyciele zepsucia i bezwstydu, niszczyciele rodziny, sekty, wrogowie Kościoła.

Ratunek?

Przy rozpływaniu się autorytetów, nawet religijnych, tylko katolicyzm zachował pełną świadomość swego powołania. Wszyscy inni poczynili już ustępstwa na rzecz naturalizmu, zdaję neopogaństwu obronne okopy wiary i obyczajów i idę w służbę tego, co modne, łatwe, władne i popłatne. Na szańcu pozostał katolicyzm. Na nim spoczął cały ciężar obrony prawa przyrodzonego, przyrodzonych praw jednostki i rodziny. Czy poza nim broni jeszcze kto świętości i nierozerwalności małżeństwa? Czy oprócz niego odgradza ktokolwiek niezłomną barjerę moralną życie prywatne i publiczne od barbarzyństwa? Tylko katolicyzm dźwiga jeszcze ludy na wyżyny zasad bożych, których do słabostek i przelotnych zachcianek czasu nie obniża.

Toteż ocalenia od moralnej zagłady wyczekuję narody nie od kogo innego, jeno od Kościoła Chrystusowego. Oczy świata zwracają się ku Opoce Piotrowej, o której katolicy i niekatolicy wiedzę, że się w potopie zła nie pogrąży.

A jakaż jest rola Kościoła i katolików wobec przemian, które świat pod naporem bezbożnictwa przeżywa i wobec przyszłości, która się z nich wyłania? Czy wyprowadzi ludzkość do nowej ery,
owianej duchem bożym?

Nie możemy o tem wątpić, ale nie możemy też daremnie na to liczyć, jakoby się to stać miało jakimś cudem bożym. Dokona tego Kościół, nawet mimo ucisku, odradzając się wewnętrznie do pełnej żywotności mistycznego ciała Chrystusowego i wytężając energje swoje w wielkim apostolskim wysiłku, do którego go od lat dziesięciu wzywa nieustannie Ojciec święty.

Pod widoczną opiekę Matki Najświętszej wwiedzie Kościół ludy, lub ich rozbitki, w nowe czasy w imię Tego, który rzekł: „Ufajcie, jam zwyciężył świat".


Z Prymasowskiej Stolicy Listy Pasterskiej, str. 54-57

sobota, 4 września 2021

Jak powstało Arcybractwo Paskowe Pocieszenia Najświętszej Panny

II.

Jak powstało Arcybractwo Paskowe
Pocieszenia Najświętszej Panny.




Jużeśmy słyszeli słowa Chrystusa Pana: „Niech będą przepasane biodra wasze, i pochodnie gorejące w rękach waszych." Święty Augustyn był przepasanym, jak wyżej podaliśmy, czarnym pasem skórzanym w celu uśmierzenia pożądliwości cielesnych.

Święty Augustyn pragnął, aby też inni pokutne życie prowadzili i aby na znak umartwienia taki pasek nosili. Zaraz po nawróceniu swojem i przyjęciu Chrztu św. prowadził z przyjaciółmi swymi życie wspólne, życie zakonne i pełne umartwienia. Przez takie wspólne życie odnowił czasy Apostolskie, bo w tedy wierni trwali w nauce Apostolskiej i w uczestnictwie łamania chleba i w modlitwach, i Wszyscy też którzy wierzyli, byli pospołu: i wszystko mieli wspólne. (Dzieje. Ap. 2. 42 sq.)

Święty Augustyn przedewszystkiem kleryków, to jest tych, którzy się gotowali do stanu kapłańskiego lub już byli kapłanami, około siebie zgromadzał i życie zakonne z nimi prowadził. Klerykom w dwóch pismach przepisał reguły do życia zakonnego; nawet niektóre matrony obrały życie zakonne i przyjęły regułę przez świętego Augustyna im podaną. Zakonnicy, którzy poszli za przykładem i regułą św. Augustyna, nazywają się Augustyanie. Tak jak święty Augustyn nosił czarne szaty i był przepasany pasem, tak też Augustyanie i Augustyanki wzięli na się czarne odzienie i czarny pasek skórzany.

W późniejszym wieku wstąpił do zakonu Augustyanów święty Mikołaj z Tolentynu. Wielki ten sługa Boży słowem pałającem miłością Boga zachęcał wiernych do pokuty, do uśmierzania złych pożądliwości i zalecał im  na znak pokuty i umartwienia właśnie pasek czarny skórzany, jakim sam był przepasany. Przez świętego Mikołaja rozpowszechnił się zwyczaj przepasywania paskiem Augustyanskim świeckich ludzi i Papież Eugeniusz IV, który roku 1446 policzył Mikołaja w poczet świętych, ustanowił w Kościele Augustyanów w Bononi Bractwo noszących pasek św. Augustyna, św. Moniki i św. Mikołaja z Tolentynu. Bractwo Paskowe jest zatem bardzo dawne, bo istnieje od owego roku 1446.

Kilka lat później założył pewien pobożny Kapłan Marcin Vercelli także w Bononi podobne Bractwo Pocieszenia Najśw. Panny Maryi. Obydwa Bractwa, to jest Bractwo paskowe i Bractwo Pocieszenia, połączył w Bononii jenerał Augustyanów w jedno Bractwo. Ojciec św. Grzegorz XIII pochwalił to połączenie i nadał mu roku 1575 nazwę „Arcybractwa paskowego Matki Boskiej Pocieszenia."

Ojcowie święci obdarzyli Arcybractwo paskowe Pocieszenia Najśw. Panny bardzo licznemi odpustami, przywilejami i łaskami. Sam Papież Grzegorz XIII oświadczył, że: Arcybractwo Paskowe jest najpierwszem i najznakomitszem Bractwem ze wszystkich innych Bractw pobożnych.“ Papież Klemens X rzekł do pewnej osoby stanu wysokiego świeckiego: Przyjmij pasek św. Augustyna, bo Bractwo paskowe mieści w sobie najliczniejsze odpusty."

Liczne osoby stanu duchownego i świeckiego dały się zapisać do Arcybractwa paskowego Pocieszenia Najśw. Panny. Nosząc pasek na znak pokuty i umartwienia, tysiące wiernych dążyło do doskonałości Chrześcijańskiej i doznało pociechy Najśw. Panny w rozmaitych dolegliwościach ciała i duszy. Zalety i zaszczyty Arcybractwa Paskowego jeszcze jaśniej poznamy, gdy uważać będziemy następnie na odpusty i przywileje, jakiemi Kościół św. Arcybractwo Paskowe obdażył.


Źródło pociechy czyli Książeczka dla członków Arcybractwa, str.13-16

czwartek, 19 sierpnia 2021

Zamach na podstawy katolickiego małżeństwa

Zamach na podstawy katolickiego małżeństwa




Trzy czwarte katolickiej ludności w Polsce to nierówno 20, ale dokładnie 22 1/2 miljona katolików,
licząc w to i katolików greckiego obrządku. 
 
Tej olbrzymiej większości projekt nowej ustawy małżeńskiej, który ma wejść do Sejmu pragnie narzucić śluby cywilne i rozwody. Jeżeli Polska odpowiednio do tej większości ma być katolicka, jeżeli ta większość ma być nie tylko większością liczebną, ale także odpowiednio silną, to w Polsce nie powinna przejść żadna ustawa, sprzeczna z zasadami katolickiemi.
 
Zasady katolickie! Tu dotykamy najsłabszej i najsilniejszej strony naszego katolicyzmu. Najsłabszej - jeżeli idzie o nas, najsilniejszej -jeżeli idzie o zasady. Bo słabość jest w nas, a siła w zasadach.

Zasady są siłą człowieka, choć by były błędne, choćby nawet były przewrotne. Cóż dopiero, jeżeli i te zasady są bezwzględnie prawdziwe i szlachetne! Wtedy są podstawą stałego i silnego charakteru, a trwanie przy nich: nie będzie nigdy nazwane uporem, lecz stałością, nieugiętością, poświęceniem, bohaterstwem! Takimi byli ci, co wierzyli w zasadę wolności Polski i przy niej nieugięcie trwali aż do Więzienia, do wygnania, do odarcia z dóbr, do śmierci. A cóż, jeżeli te zasady są zasadami najwyższemi, najświętszemi, bo zasadami wiary, danemi i potwierdzonemi przez Boga, jeżeli są dla nas drogą, prawdą i żywotem? Wtedy nie tylko wzmacniają siłę naszego charakteru, ale podnoszą go na dostojny stopień religijności i na jeszcze wyższy - świętości. Takimi byli ci z podlaskiej ziemi, co krwią i życiem bronili swoich kościołów, i ci z chełmskiej ziemi, co z narażeniem życia po chrzest i ślub katolicki przekradali się przez granice.

Takich nam dzisiaj potrzeba w katolickim naszym obozie w Polsce. Bo o tem sam idzie katolicyzm, którego bronili ci sercem i wiarą prości unici. Ten sam! W zasadach wiary Kościoła nic się nie zmieniło. Sakrament małżeństwa nie przestał być sakramentem. Nierozerwalność węzła małżeńskiego nie przestała być zasadą naszej wiary. Rozwodów Kościół nie uznaje, jak nie uznawał. Każdy katolik jest wtedy katolikiem, jeżeli te zasady uznaje, bo od nich odstąpić mu nie wolno pod grzechem. Jeżeli byli sercem i wiarą prości unici, którym potęga rosyjska nie zdołała narzucić zasad obcej wiary» czyż dziś większości katolickiej w Polsce mniejszość zdoła narzucić śluby niekatolickie i niekatolickie rozwody?

Tak, zdoła, jeżeli w nas nie będzie siły, opartej na gruncie katolickich zasad. Tylko ludzie, broniący świętych zasad, bronią' się z wiarą i siłą. Chrystus szukał opoki pod fundamenty swego Kościoła i tylko twardej opoki nie przemogą bramy piekielne.

Po całej Polsce katolickiej Idzie wezwanie: Brońmy się! Brońmy niewzruszonych zasad naszego katolickiego życia. Brońmy podstaw zdrowego, społecznego życia, brońmy katolickiej rodziny, wobec Kościoła sakramentalnym węzłem połączonej i nierozerwalnej. Idzie bowiem czas ludzi silnych nie liczbą lecz zasadami głębokiej, niewzruszonej wiary ."Z wiary naszej wola nasza, z woli naszej czyn nasz będzie".


Przewodnik Katolicki. 1929 R.35 nr11, str.2 

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Św. Alfons Liguori: O miejscu właściwym do modlitwy myślnej

ROZDZIAŁ  V.

O miejscu i czasie właściwym do modlitwy myślnej.


1.
O miejscu.





Można odbywać modlitwę myślną wszędzie i na każdem miejscu: w domu i gdzie indziej, nawet chodząc albo pracując. Jakże wielu nie mogąc czynić tego inaczej, podnoszą myśli serce swoje do Boga i modlą się myślą, nie odrywając się pomimo tego od swoich zajęć, od jakowej roboty, a nawet podróżując. Kto szuka Boga, wszędzie i w każdej chwili Go znajdzie. 

Warunkiem zasadniczym, niezbędnym, do tego aby z Bogiem rozmawiać, jest usamotnienie serca, bez czego nie przydałoby się na nic albo na mało udać się na miejsce najsamotniejsze. "Na cóż się przyda samotność zewnętrzna", powiada święty Grzegorz ,,jeżeli nie będzie wewnętrznej?" Lecz aby zażywać samotności serca, zawisłej na tem, aby się otrząsnąć z myśli i uczuć ziemskich, nie koniecznemi są puszcze i jaskinie. Ci, którzy zmuszeni są mieć do czynienia ze światem, byle mieli serce wolne od upodobań światowych, mogą dochować wszędzie, nawet wśród wrzawy ludnego miasta i w ciągu najrozmaitszych zajęć, samotność serca i zjednoczenie z Bogiem. Żadne zajęcie mające na celu spełnienie woli Bożej, nie narusza samotności serca. Święta Katarzyna Seneńska była sercem ciągle zjednoczona z Bogiem, wśród zajęć gospodarskich, któremi ją rodzice u myślnie ciągle obarczali, aby ją oderwać od ćwiczeń pobożnych. Krzątając się około gospodarstwa domowego, ciągle była zamknięta w samotni swego serca, które nazywała swoją celką, i w niem ani na chwilę nie przerywała rozmowy ze swoim Boskim Oblubieńcem.

Wszakże ,jeśli to jest możliwem, należy dla odbycia modlitwy myślnej wybrać sobie miejsce spokojne. Zbawiciel powiedział: Ty zaś, gdy modlić się będziesz, wejdź do komnaty twojej i zamknąwszy drzwi, módl się Ojcu swojemu w skrytości. -"Cisza i uspokojenie się zdała od wszelkiego zgiełku" pisze święty Bernard, "podnosi duszę do Boga i nie jako zmuszają rozmyślać nad tem, co niebieskie."

Lecz najwłaściwszym miejscem na odbywanie modlitwy myślnej jest kościół. Zdaje się, że Pan Jezus w szczególny sposób łaskawie wysłuchiwać raczy prośby, które do Niego zanosimy przed przenajświętszym Sakramentem; gdyż zwykle tam On najobficiej udziela światła i łask Swoich, odwiedzającym Go w tej tajemnicy utajonego. Przebywa On na ołtarzach nie tylko na to, aby być pokarmem dusz przyjmujących Go w Komunii świętej, lecz oraz aby w każdej chwili być dostępnym dla każdego spragnionego Jego obecności. Pobożni pielgrzymi udają się do świętego domku Loretańskiego, w którym za życia Swego przebywał Pan Jezus; a także i do Jerozolimy, gdzie umarł na krzyżu. Lecz do jakże tem gorętszego uczucia pobożności powinniśmy się pobudzać, gdy się znajdujemy przed ołtarzem, na którym osobiście przebywa tenże Pan nasz, który żył niegdyś na ziemi i umarł na Kalwaryi! Nie każdemu wolno rozmawiać z mocarzam i ziemskimi; lecz wszyscy i najznakomitsi i najprostsi ludzie, bogaci i ubodzy, rozmawiać możemy ile razy nam się to spodoba, z Królem niebieskim w przenajświętszym Sakramencie obecnym, a możemy tam obcować z Nim tak długo jak się nam to spodoba, przedstawiać Mu nasze potrzeby, i prosić Go o łaski. Tam Pan Jezus udziela posłuchania wszystkim, wysłuchuje i pociesza każdego który Go wzywa.



Św. Alfons Liguori. ,,O modlitwie myślnej czyli medytacyi " str.108-113

środa, 11 sierpnia 2021

Za Boskiego Króla. "Głos Karmelu.

ZA BOSKIEGO KRÓLA

"GŁOS KARMELU"






To nie legenda.

To nie jedno z tych zmyślonych opowiadań, pełne upiększeń, aromatycznych woni sztucznej dramaturgii.

To fakt historyczny naszych dni.

I.


Brudna izba jednego z niezliczonych więzień w Meksyku. Na ławie siedzi młody jeszcze mężczyzna p. Betanzos. Głowa wsparta na dłoniach, twarz zdradza bolesną walkę wewnętrzną.

To walka straszna!

Był zdrowy, szczęśliwy. Założył miłe gniazdko rodzinne. Czuł w sobie siły, energię do pracy, żywił tak słodkie nadzieje...

Nagle... ostatniej nocy do mieszkania wpadają zbiry, wysłannicy tyrańskiego rządu meksykańskiego i zakuwają go w kajdany jak zbrodniarza.

Krótki sąd na policji i... Betanzos skazany na śmierć za "zbrodnię", że... spełniał praktyki swej wiary katolickiej!

I teraz czeka na spełnienie wyroku.

Tam, w miłym domku została młoda żona i jedyny 8-letni synek. Dziecko ukochane, radosne jak kwiatek wiośniany... już go nie zobaczy.

Piersią ojca targnął bolesny szloch. To wszystko musi opuścić, teraz... gdy radośnie zaczął kosztować szczęścia... Ból wciskał się coraz głębiej w duszę.

Po co Bóg dopuszcza to straszne nieszczęście? Dlaczego pozwala, by garstka katów znęcała się nad tylu milionową ludnością katolicką, by brutalną stopą deptała kwiaty niewinnego szczęścia? Dlaczego on sam ma tracić młode życie? Dlaczego? – – –

Serce tłukło się gwałtownie, w głowie wirowały myśli, czuł że traci siły i moc wiary...

Na próżno rzucił się na kolana, starał się modlić, w myślach podniosłych znaleźć ukojenie... Natura, pragnąca życia stawiała opór nieprzezwyciężony.

Twarz Betanzosa oblał zimny pot.

O gdyby można było przyjąć Komunię świętą... wtedy nie zabrakłoby siły...

Za ścianą dały się słyszeć kroki... pewnie kaci już idą. Podszedł gorączkowo do okna i zobaczył... swą starą poczciwą służącą. Wyciągała z zawiniątka posiłek dla niego. Nie takiego pokarmu on łaknie!

Szybko wyciągnął notes i napisał tylko te słowa: "Przyślijcie mi Komunię świętą, potrzebuję siły, by umrzeć".

Rzucił przez okno kartkę. Służąca uchwyciła ją i oddaliła się szybko.


II.

Prowizoryczna kapliczka w piwnicy domu.

Na ołtarzu płoną cicho świece... Kapłan sędziwy sprawuje Najświętszą Ofiarę. Gromadka wiernych tonie w cichej modlitwie.

Tuż przed ołtarzem klęczy młoda niewiasta z małym chłopczykiem. Twarz jej blada, oczy zwracają się co chwilę na dziecko, które klęczy nieruchomo, zatopione całe w modlitwie.

To żona p. Betanzosa ze swym synkiem, który dziś ma przyjąć po raz pierwszy Komunię świętą.

Po Agnus Dei, kapłan zwraca się do chłopczyka z rzewnymi słowy: "Po raz pierwszy wstępuje Jezus do twego serduszka, a z Nim zstąpi na ciebie moc, która ci pomoże wszystko znieść, nawet życie poświęcić i to może niedługo... dla swej wiary. Gdy Jezus już będzie w twym sercu, drugą Hostię złożę na twej piersi, byś Ją zaniósł swemu ojcu, który tam w więzieniu czeka na ten «Posiłek»...".

Matka wybucha płaczem. Chłopczyk zbliża się do ołtarza... Jezus wchodzi do jego duszy...

Po Mszy św. kapłan składa Hostię Najświętszą spowitą w maleńkim korporale na piersi chłopca.

"Idź dziecko, bo czas nagli. Ojcu twemu bardzo trzeba siły!". Uścisk i gorący pocałunek matki i chłopczyk, cały rozpromieniony, odchodzi szybko.


III.


Przed więzieniem przechadzają się żołnierze pełniący straż. Do nich zbliża się chłopczyk.

– Czego chcesz tutaj? – pyta jeden z nich.

– Chcę pożegnać tatusia.

– Jeszcze co!

– Bardzo proszę pana.

– Obejdziesz się bez tego.

Snać jednak nie był to zły człowiek, bo wkrótce wpuścił chłopczyka na dziedziniec więzienia.

Tutaj pełno żołnierzy o zbójeckim wyglądzie, bo też większość z nich to same męty społeczeństwa i opryszki, znajdujący tani chleb u władzy meksykańskiej, bo stanowią jej głośną podporę. Słychać przekleństwa, ordynarne żarty, rozbestwione śmiechy. Chłopczyk zbliża się do bramy.

– Czego chcesz? – pyta strażnik.

– Chcę pożegnać tatusia.

– Ha, ha, takiś czuły.

– Bardzo proszę pana.

– Wynoś się stąd, bo nie można.

Zbliżają się zewsząd zbiry i otaczają chłopczyka, który drży cały ze strachu, by nie odkryli jego skarbu.

– Bardzo proszę pana, tatuś jutro ma umrzeć... już go nie zobaczę.

– Za co ma umrzeć?

– Bo jest katolikiem.

– Dobrze mu tak, precz z Kościołem i z Bogiem! – wołają zbiry.

– A tyś też katolikiem? – pyta dalej jeden chłopca.

Dziecko podnosi dumnie głowę:

– Jestem katolikiem i zawsze będę!

– Czekaj, my cię oduczymy tej zuchwałości, wołaj zaraz: "precz z Kościołem, niech żyje Calles!".

Chłopczyk milczy.

– Powtórz, precz z Kościołem, słyszysz?

– Nie powiem nigdy tego!

– Nie powiesz? – brutalna łapa wymierza policzek chłopcu.

– Powtórz, precz z Kościołem.

– Niech żyje Kościół! – woła chłopczyna.

Spadają jeden po drugim policzki, uderzenia ciężkich pięści, barbarzyńskie znęcanie się tych zwierząt dzikich, nad niewinnym jagniątkiem.

Od ciężkich uderzeń, oczy, usta, nos chłopczyny nabiegają krwią, przyciska coraz mocniej swój skarb do piersi, wreszcie chwieje się i upada, szepcąc: "Niech żyje Chrystus-Król!".

– Teraz trzeba go zaprowadzić do ojca, niech się z nim pożegna – mówi któryś ze zbirów. Chwyta ordynarnie dziecko za szyję, wchodzi do gmachu i wrzuca go do izby, gdzie był zamknięty p. Betanzos.

Przerażony ojciec podnosi dziecko, cuci... chłopczyk podnosi oczy, poznaje ojca... Odrywa ręce od piersi i szepce: ko... mu... unia... Ojciec rozpina koszulę dziecka, widzi białe zawiniątko... Zrozumiał wszystko!...

Rzuca się na kolana, całuje bohaterskie dziecko. Oczy chłopczyka błyszczą na chwilę blaskiem szczęścia i radości, poczym zamykają się... na zawsze.

A ojciec z niepokalanego ołtarza męczeńskiej piersi swego dziecka wziął Komunię św., by Nią umocnić swą słabnącą duszę.

I nie zabrakło mu siły!

Z pogodnym obliczem, z okiem błyszczącym radością i świętą dumą męczeństwa stanął pod murem, naprzeciw luf karabinowych. Przed samym rozstrzelaniem wołał jeszcze donośnie: Niech żyje Chrystus-Król!

A gdy przeszyte kulami ciało zwaliło się na ziemię, dusza podążyła radośnie tam, w ojczyznę niebieską. A naprzeciw niej wyszła z powitaniem duszyczka bohaterskiego dziecka.


* * *

To nie legendy, to fakty.

Dzieje pierwszych wieków chrześcijaństwa powtarzają się, sceny katakumbowe wracają...

Chrystus jednak niezwyciężony, prześladowanie łamie tylko słabych, oczyszcza ziarno z plew.

Bądźmy więc gotowi, by w razie potrzeby stanąć po stronie bohaterów!

K. b.


–––––––––––



"Głos Karmelu". Miesięcznik szkaplerzny zakonu OO. Karmelitów Bosych w Polsce pod patronatem świętego Józefa i świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Rok IX. Nr 10. Październik 1935, ss. 334-336. (1)

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).



Z:  http://www.ultramontes.pl/za_boskiego_krola.htm?fbclid=IwAR206376GiYBeanOsdwVa23GMgZ5l7-6oBWQh_arxwdDoWOVQHRRpITi3JU