Katolicyzm ma własność pionu – odchyleń nie znosi.
Cytaty na nasze czasy:

"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. [...]"

(Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r. - Testament duchowy św. Piusa X)

czwartek, 31 grudnia 2020

Komunikat SKiT im. x. dr Piotra Semenenko: Podsumowanie naszej działalności w mijającym, 2020 Roku Pańskim.

Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec…


Ten rok był wyjątkowy chyba dla nas wszystkich pod wieloma względami. Rok temu nie mogliśmy nawet przypuszczać, jak w najbliższych miesiącach potoczą się wydarzenia w Polsce i na całym świecie. Jak dynamicznie będzie zmieniać się sytuacja międzynarodowa. Jak wielkie będą też zmiany geopolityczne i społeczne. Stanęliśmy obecnie w środku zawieruchy, jakiej nie było od czasów II wojny światowej. Mało kto chyba jeszcze pamięta, ale rok ten zaczął się od agresji na Iran. Cudem uniknęliśmy wówczas konfliktu zbrojnego który mógł objąć cały świat. Później rozpoczęła się trwająca do teraz farsa tzw. P[l]andemii, której skutki będą w pełni dopiero przed nami. W międzyczasie latem mieliśmy do czynienia z „murzyńską rewolucją” w USA, która pokazała że „światowy sierżant” który chce zaprowadzać „demokrację” na całym świecie, nie bardzo potrafi sobie poradzić z kryzysem na własnym podwórku… Jesienią natomiast do podobnej sytuacji doszło nad Wisłą, gdzie banda rozwydrzonych feminazistek, domagających się morderstw na życzenie, pod wulgarnymi hasłami wypełzła na ulicę, całkowicie lekceważąc sobie rządowe „obostrzenia”, i pokazując dobitnie słabość i bierność „polskiego rządu”, który po raz kolejny ustąpił pro-aborcyjnej hołocie. Nie bez znaczenia były też niedawne wybory w USA i przegrana Donalda Trumpa. Obecnie wkraczamy w niepewny i burzliwy okres być może przygotowujący bezpośrednio pod nadejście NWO i całkowitej kontroli społeczeństwa, z jego zaczipowaniem włącznie, czyli po prostu – czasów Antychrysta. To co w zeszłym roku wydawało się dla większości ludzi tylko teorią spiskową, dziś wydaje się coraz mniej odległym faktem. Pamiętajmy jednak że to Pan Bóg jest Panem czasu, i wszystko co nas spotyka, jest zgodne z Jego wolą, i wynika z Jego dopustu. Pan Bóg nie daje nam krzyży większych, niż moglibyśmy udźwignąć… Pokładajmy więc ufność w Panu, On naszą tarczą i mocą!

Jednocześnie w tym roku mimo wielu przeciwskazań i trudności, z jakimi musieliśmy się mierzyć, zwłaszcza od marca, udało nam się kontynuować i rozwinąć naszą działalność. W lutym założyliśmy nasze Stowarzyszenie, i wydaliśmy broszurę z kazaniem J. Exc x bp’a Donalda H. Sanborna pt. „Zbawienie dusz najwyższym Prawem”, po czym przez ponad dwa miesiące spotykaliśmy się z niezrozumiałymi prowokacjami i atakami przypuszczonymi z najmniej oczekiwanego (zdawać by się mogło) kierunku, tj. z wewnątrz naszego środowiska. Gdyby nie doświadczenia lat ubiegłych, moglibyśmy być w głębokim szoku, i zniechęcić się do jakiejkolwiek dalszej pracy i robienia czegokolwiek. Mamy jednak świadomość, że takie sytuacje miały, i zapewne nie raz jeszcze będą miały miejsce, nauczyliśmy się więc je skutecznie ignorować (co nie oznacza – pozostawiać bez odpowiedzi. Odpowiedź musi być zawsze jasna i dobitna). Poza tym ważniejsze okazały się trudności materialne, gdyż w okresie wiosenno-letnim kryzys gospodarczy dotknął i nas, pozbawiając nas części środków finansowych. Na szczęście jesienią sytuacja unormowała się, i udało nam się ostatecznie w tym roku wydać wszystkie numery naszego Pisma „Myśl Katolicka – Organ katolików świeckich” (z przerwą wakacyjną, po której ukazał się połączony, podwójny numer), a w ostatnim czasie także Kalendarz Katolicki AD 2021, cieszący się ogromnym zainteresowaniem, które przeszło wszelkie nasze oczekiwania. Przez cały grudzień mieliśmy łącznie kilkadziesiąt zamówień, z pośród których tylko kilka opiewało na jeden egzemplarz. Cieszymy się bardzo, że większość z Państwa zamawiała po kilka sztuk. Oby w ten sposób Kalendarz Katolicki trafił do jak największej liczby polskich domów! Na chwilę obecną szykujemy drugą wysyłkę kilkudziesięciu kalendarzy, które powinny zostać wysłane jeszcze przed Świętem Trzech Królów (pierwsza wysyłka była na tydzień przed Bożym Narodzeniem). Cały czas składamy zamówienia w drukarni na kolejne dodruki, tak więc prosimy o cierpliwość i wyrozumiałość, na pewno każda osoba która złożyła zamówienie, otrzyma swoje kalendarze.

czwartek, 24 grudnia 2020

Życzenia od Redakcji na Święta Bożego Narodzenia.


Podnieś rękę Boże Dziecię,

błogosław Ojczyznę miłą.


Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy, Przyjaciele i Dobroczyńcy!


Błogosławieństwa Bożej Dzieciny przez Niepokalaną Matkę Bożą,

życzy wszystkim Państwu na Święta Narodzenia Pańskiego,

i zbliżający się Nowy 2021 Rok Pański.


W imieniu Redakcyj, członków i sympatyków,

Prezes Stowarzyszenia im. x. dr Piotra Semenenko, Redaktor Naczelny Pisma "Myśl Katolicka - Organ Katolików Świeckich" i portalu "Tenete Traditiones",

Michał Paweł Mikłaszewski

czwartek, 10 grudnia 2020

Nowy, 11 numer "Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich" (XI — XII AD 2020).

   Z największą przyjemnością oddajemy do rąk naszych czytelników kolejny, jedenasty numer czasopisma „Myśl Katolicka - Organ katolików świeckich”. Zachęcamy wszystkich czytelników do lektury.

W numerze między innymi:

wstęp Od Redakcji

Ścienny 'Kalendarz katolicki' AD 2021

J. Exc. x Bp Donald H. Sanborn: Przepowiednie o końcu świata.

50'lecie lefebryzmu. Krótkie podsumowanie.

      Wszystkie osoby zainteresowane otrzymaniem papierowej lub cyfrowej wersji tego numeru jak również otrzymywaniem prenumeraty kolejnych numerów (cyfrowej bądź papierowej) proszone są o kontakt na adres e-mail naszej redakcji: myslkatolicka@gmail.com .

Serdecznie zapraszamy do kontaktu i współpracy wszystkich ludzi dobrej woli!

INFORMACJA O ZRZUTCE !!! :

Powstała zrzutka internetowa na cele prowadzenia naszej działalności, przede wszystkim na regularne wydawanie naszego czasopisma w coraz lepszej formie wizualnej i merytorycznej, wydawanie kolejnych broszur oraz kalendarza na przyszły, 2021 Rok Pański. Serdecznie zachęcamy do choćby symbolicznego wsparcia!

LINK: https://zrzutka.pl/xv9fb3

Ks. Biskup Bougaud: Próżne zarzuty przeciw nieomylności papieskiej. — Szczęśliwe wyniki orzeczenia.

R O Z D Z IA Ł SZÓSTY.

Próżne zarzuty przeciw nieomylności papieskiej. — Szczęśliwe wyniki orzeczenia.







 Chociaż rozpocząłem zawód mój kapłański, jak to widzą moi przyjaciele i liczni uczniowie z lat 1846 - 1852, od nauczania zasad powyżej wyłożonych, i nie przestałem odtąd wyznawać ich publicznie i prywatnie,—nie jestem wcale z tych, którzy dziwią się gorącym sporom, wywołanym przez owe zasady tak przed soborem, jak i po nim. Nie zaliczam się nawet do tych, którzy nad tymi sporami ubolewali.

 Cóżby powiedzieli nieprzyjaciele Kościoła, gdyby zagadnienia takiej wagi, sięgające głębin Chrystjanizmu, kwestje tak palące, mogły być rozstrzygane bez wzruszenia i sporu? Rzekliby, że zabrakło mu swobody i dzielności umysłowej. Kiedy przeciwnie gorącość rozpraw przed wyrokiem, w połączeniu z jednozgodnem temuż poddaniu się, skoro został ogłoszony, jest jednym ze wspaniałych widowisk tego wieku i nowym dowodem piękności i boskości Kościoła.

 Drugim dowodem jest doniosłość tego wyroku Watykańskiego samego w sobie, oraz jego zastosowanie do potrzeb czasu i tych niebezpieczeństw , jakie zagrażają duszom i społeczeństwom. Wstrząśnienia, którym podlega obecnie Europa, wykażą wkrótce całą dowodu tego wagę.

 Kościół podobny jest do owych natchnionych starców, o których mówi Homer, że tchną boską ku ludziom litością, ale prawie zawsze są przez współczesnych zapoznani i wyszydzani: ponieważ myśl ich, będąca wynikiem wyższej mądrości, widzi zdarzenia, ukryte jeszcze przed wszelkim innym wzrokiem.

 Wykażemy to, przebiegając pokrótce zarzuty, jakie się wówczas zewsząd podnosiły.

I.

 Mówiono tedy, a niektórzy i dzisiaj jeszcze mówią: „ Papież jest przecie człowiekiem tylko: jakże może być nieomylnym? Nigdy nie zgodzę się na to, ażeby człowiek nie mógł omylić się, ani drugich w błąd wprowadzić I dlaczegóżby nie, jeżeli się podobało Bogu uczynić ten cud dla zachowania prawdy na ziemi.

 Przecież kapłan, to także tylko człowiek! Czyż dlatego nie wierzycie w boską moc słów rozgrzeszenia w ustach jego? Czyż nie wierzycie w boską moc słów konsekracji? Ależ poświęcać Ciało i Krew Chrystusa, sprawiać, że On zstępuje żyjący na ołtarze, czyż to nie jest potęga większa, cudowniejsza, aniżeli nauczanie nieomylne prawdy? Jeżeli chcecie zaprzeczać, to już trzeba przeczyć każdej z tych łask, wszystkim tym cudom stanowiącym podstawę i samą istotę Kościoła. Ale przyjmować jedne a odrzucać drugie, przyznawać najpokorniejszemu z kapłanów nieomylne i wszechmocne słowa konsekracji i absolucji, a odmawiać Papieżowi wszechmocności i nieomylności słów orzeczenia dogmatycznego, — to dzieciństwo!

 Zauważcie zresztą, że jeżeli Papież nie jest nieomylnym, w takim razie jest pozbawionym pomocy Bożej w nauczaniu prawdy, stoi więc niżej, jako Papież od najmniejszego z organów Bożych w Kościele. Jako Papież stoi niżej od kapłana, niżej od biskupa. Wszystkie stopnie hierarchji miałyby pomoc boską, z wyjątkiem stopnia najwyższego.

 Kapłan, spełniając obowiązki swego stanu , ma pomoc  Boga. Biskup, spełniając obowiązki swojego stanu, mają również. Miałżeby jeden Papież przy spełnianiu obowiązków pontyfikatu być tej pomocy pozbawionym! To niedorzeczne.

 Albo cały Kościół, od podstaw aż do szczytu, jest budową Boską, albo też cały jest budową ludzką. Środka tu niema. Potrzeba wybrać.

II.


 Mówią jeszcze: Nietylko, że Papież jest człowiekiem, ale jest i grzesznikiem . Może to być taki Borgia. Jak przypuścić, żeby z ust podobnego człowieka, mogła wychodzić nieskończona prawda.

 Zapewne, Papież jest grzesznikiem. Ale grzesznikiem jest również kapłan i biskup. A przecież cudowne ich powołanie nie doznaje przez to szwanku.

 Od wieków to już czternastu datuje się ten zarzut. Tysiąc czterysta lat temu, podniósł się w Kościele spór ogromny. Utrzymywano, że ażeby ważnemi były chrzest, rozgrzeszenie, konsekracja, trzeba iżby kapłan znajdował się w stanie łaski. Utrzymywano, że jeśli serce kapłan a zmazane jest grzechem, nie może on być narzędziem nieskończonej świętości. Ale Kościół potępił tę naukę, a w raz z nim potępia ją zdrowy rozsądek, gdyż byłoby to zgubą kapłaństwa, religji, — zgubu całkowitą i bez ratunku. Gdzież bo w takim razie byłaby pewność, spokój duszy i sumienia? Jak że mogę wiedzieć, czy w stanie łaski był ksiądz, którym nie ochrzcił? Nie znam go nawet. A rozgrzeszenie po spowiedzi, a Msza, której słucham! Któż mi zaręczy, że ksiądz, co mię rozgrzesza, sam jest święty? Bóg chciał wybrać ułomne narzędzia, do zsyłania przez nie duszom miłości i światła. Było to w jego planie i trudno pomyśleć plan nad ten piękniejszy. Narzędzia te on sam urabia, oczyszcza; nie zaniedbuje niczego, co może uczynić je godniejszemi spełniania boskiego posłannictwa, które im powierza. Ale pozostawia im wolną wolę. Działanie jego osobiste, boskie, nie zależy od ich świętości albo niegodności. Jak słońce przenika promieniami swymi lśniący kryształ, a także brudne i zapylone szkło: tak promienie nieskończonej prawdy i świętości przechodzą zarówno przez serca czyste jak i występne; przechodzą, ażeby dojść do dusz, a niegodność narzędzi nie może im stanąć na przeszkodzie. To samo prawo rządzi na najwyższym szczeblu hierarchji, co i na wszystkich niższych, i ono to właśnie świadczy jasno, o nadprzyrodzonym Papiestwa początku i władzy.

 Powiadają: „Nieomylny, to tosamo, co niemogący zgrzeszyć". Cóż znowu! Kościół głosząc, że Papież nie może się omylić, nie utrzymuje wcale, iżby nie mógł wpaść w grzechy.

 Niedawno byłem na żałobnem nabożeństwie, za duszę ś. p. Papieża Piusa IX. Słyszę jeszcze jęki Kościoła; brzmią mi w uszach jego uroczyste błagania, które zanosi do Boga przy każdym zmarłym, a które tu ponawia pięciokrotnie. I uważmy, w jakich słowach: Absolve, Domine, animam famuli tui Pii. Przebacz, Panie, duszy sługi twojego, Piusa. Niema już tu ani tjary, ani korony papieskiej; jest tylko wierny sługa Boży. A dalej: Non intres in judicium cum servo tuo, Domine, quia nullus apud te justificabitur homo, nisi per te omnium peccatorum ei tribuatur remissio. Nie wchodź w sąd ze sługą twoim, Panie, albowiem nie usprawiedliwi się przed oblicznością Twoją żaden żyjący, jeżeli nie odpuścisz mu grzechów jego.

 A oto pobudki, dla których mają mu być odpuszczone jego winy: „Pomnij Panie, że on zawsze wierzył w ciebie i w tobie nadzieję pokładał, ut quia in te speravit et credidit; że zawsze miał prawdziwą wiarę, ut sicut hic eum vera fides jungit fidelium turmis". Kościół śpiewa to nad grobem Najwyższych swych nieomylnych Kapłanów, ażeby umysły nasze nie dały się obałamucić sofizmatami. Jako Papież, jako najwyższy chrześcijan nauczyciel, jest Najwyższy Kapłan rzymski nieomylnym; ale jako człowiek, w życiu prywatnem, może nawet wiarę utracić. Może, jak każdy z nas zasłużyć na potępienie.

 Dlatego to owo ostatnie wezwanie, powtarzane pięciokrotnie na grobie Najwyższego Kapłana: »Erue animam ejus a porta inferi. Wyrwij duszę jego z mocy piekielnej“. „Requiescat in pace. Niech odpoczywa w pokoju“.

 Co za wzniosła równość wszystkich w obliczu śmierci. Jaki boski we wszystkich umiar Kościoła! Korzy się on u stóp Papieża, ale nie zapomina nigdy, że ten jest człowiekiem, i że pod tjarą jest dusza wolna, która może się zbawić albo też potępić, że jest to chrześcijanin, mogący jak każdy inny zachwiać się w cnocie, utracić miłość, pokorę, nawet wiarę, a który będzie miał do zdania rachunek tem straszniejszy, im wyższą była jego godność.

III.

 Powiecie może: „Dobrze, ale cóżby było, gdyby Papież poszedł w jedną stronę, a Kościół w drugą?"

 Przypuszczenie niedorzeczne. Coby się stało z wozem, ktoregoby jedno koło szło w jedną, a drugie w drugą stronę? Odpowiecie mi: „To niemożebne; przecież te koła obracają się na wspólnej osi".

 A gdyby u człowieka w innym kierunku chciała iść głowa, a w innym nogi? Niemożliwe, ożywia je przecież jedna dusza.

Tak samo ma się rzecz z Kościołem i Papieżem. Ożywia ich duch jeden, którym jest Duch święty.

 Przypuszczenie to zatem nie tylko, że jest niedorzecznem, nie tylko świadczy o zupełnej nieznajomości ustroju Kościoła u tych, którzy je czynią, ale jest nadto przeciwnem wierze. Kardynał Manning mówi w tym przedmiocie: „Rzeczą wiary jest, że głowa Kościoła nie może nigdy być oddzieloną od Kościoła nauczającego, ani od Kościoła słuchającego, to jest ani od biskupów, ani od wiernych. Przypuszczać możebność tego, byłoby jednoznacznem z zaprzeczaniem działania Ducha świętego w Kościele: działania, mocą którego ciało mistyczne jest ściśle połączone we wszystkich swoich częściach, głowa z ciałem, ciało z głową i ze wszystkimi członkami. Byłoby to odłączeniem Jezusa, czyli niweczeniem doskonałej symetrji budowy, nazwanej przez Apostoła ciałem Chrystusa, o której mówi św. Augustyn, że tak samo, jak głowa z ciałem stanowią jednego całkowitego człowieka, tak samo Chrystus z Kościołem stanowią jedność doskonałą. Na tej jedności spoczywają wszystkie właściwości i przywileje Kościoła: niespożytość, jedność, nieomylność. Kościół tak samo nie może być oddzielonym od swojej głowy widzialnej, jak i od głowy niewidzialnej “.

 Jeżeli zatem przeczycie boskości Kościoła, jeżeli uważacie go li tylko za instytucję ludzką, bardzo uzasadnionem może być wasze przypuszczenie, że Papież i Kościół mogą kroczyć innemi drogami. Mniemacie, że Kościół jest czysto ludzki a więc znikomy, nic więc dziwnego, że przypuszczacie w nim rozdział, źródło śmierci. Ale jeżeli jesteście katolikami, jeżeli wierzycie, że Duch święty ożywia Kościół i kieruje nim zawsze — nie czyńcie przypuszczeń będących zniewagą mądrości i wszechpotęgi Boga.

IV.

 Zarzucają ludzie: „A jeżeli Papież będzie nazbyt ryzykowny, jeżeli zacznie orzekać na oślep, według własnego widzimisię, bez badań i zasięgania rady?"

 Na to odpowiem: sąd o tem nie do nas należy. Czyliż każdy biskup, każdy kapłan, każdy wierny, zanim uwierzy słowom Ojca świętego, ma się wprzód upewniać, czy tenże dostatecznie rzecz zbadał, dostatecznej liczby rad zasięgnął, dostatecznie zabezpieczył się od omyłek? Wszak byłoby to wprowadzeniem do Kościoła, wolnego badania protestantyzmu.

 Przytem niedokładne utworzyliście sobie pojęcie nieomylności. Bierzcie rzecz tę po ludzku. W waszem przekonaniu Papież jest nieomylnym, ponieważ zgłębiał, zasięgał rad, dowiadywał się u biskupów, jak wierzą ich Kościoły, sprawdził ich jednomyślność, bo niepodobna jest, iżby wszystkie Kościoły, wszystkie podania, wszyscy biskupi, skoro wierzą jednozgodnie, mogli być w błędzie. To nieomylność ludzka — nieomylność płynąca z powszechnej zgody.

 Jest to w związku z waszem pojęciem o Kościele, jako o wielkiem zgromadzeniu z przewodniczącym na czele, które naucza i uchwala większością głosów.

 Ale to nie to. Nieomylność jest czemś głębszem i bardziej tajemniczem. Jest to łaska nadprzyrodzona, dana przez Zbawiciela Najwyższemu Kapłanowi, mocą której nie może omylić się, skoro nauczając ex cathedra jako najwyższy Nauczyciel Kościoła, nakazuje temuż Kościołowi przyjąć jako artykuł wiary, że ta lub owa prawda w jego nauce, należy do objawienia Chrystusowego. Mało tu znaczą zgłębiania, badania, uczoność doradców, geniusz Papieża. Wszystkiem jest pomoc Ducha świętego, który nie dozwoli Papieżowi zbłądzić, chyba żeby chciał zagłady Kościoła, a to jest niemożebnem, utworzył go bowiem na wieki. Symbolem nieomylności Papieża jest święty Grzegorz Wielki z gołąbkiem, który mu szepcze do ucha.

 Widzimy, jakiego rodzaju są te wszystkie zarzuty. Powstają z fałszywego punktu widzenia, z utożsamiania boskiego ustroju Kościoła nadanego mu przez Chrystusa, z ustrojem parlamentarnych monarchji ziemskich. Źródłem światła tych monarchij jest geniusz ludzki, naturalną jest więc rzeczą, iż potrzebują one mądrości wszystkich, licznych zgromadzeń i głębokich rozpraw. Źródłem światła w Kościele jest nieomylność. czyli Duch święty. Cóż wobec tego znaczy jeden człowiek, czy pięciuset? Jeżeli przypuszczacie, że pięciuset znaczy więcej niż jeden, podajecie temsamem w wątpliwość nieomylność samą.

V.

 Powiadają jeszcze: „Taka uchwała, dając Papieżowi w ręce władzę nieograniczoną, może z natury rzeczy zaniepokoić królów, cesarzy, nawet rzeczypospolite i zamącić zgodne stosunki Kościoła i Państwa. Za najlepszy dowód czczości owych postrachów niech służy to, że nie zlękli się ich ani Napoleon III, ani Bismark, a rozwiał je ostatecznie Pius IX , który zaraz po wyroku Soboru, przyjmując 20 lipca akademię katolicką, tak się odezwał: „Zgubny to błąd przedstawiać nieomylność, jako zawierającą w sobie prawo zrzucania z tronu panujących i rozwiązywania ludów z przysięgi wierności. Rzeczywiście, Papieże prawa tego używali niekiedy w ostateczności, ale niema ono zupełnie nic wspólnego z nieomylnością Papieża. Był to wynik prawa publicznego obowiązującego naówczas i wynik przyzwolenia narodów, uznających w Papieżu najwyższego sędziego chrześcijaństwa i poddających się jego wyrokom nawet w rzeczach świeckich. Obecne warunki są zupełnie inne. Zła wiara tylko może mieszać ze sobą tak różne materje i tak odmienne epoki, w rzeczywistości bowiem wyrok nieomylny, orzekający jakąś prawdę objawioną nie ma nic wspólnego z prawem, którego Papieże, skłonieni życzeniem narodów, musieli używać dla dobra ogółu. Podobne twierdzenia, to tylko środek podburzania przeciwko Kościołowi “.

 Zjazd biskupów niemieckich w Fuldzie (maj 1871 r.), zjazd biskupów szwajcarskich (czerwiec 1871 r.), mnóstwo biskupów i arcybiskupów w poszczególnych odezwach do swoich owieczek, mówią to samo w tej materji. Pius IX ciągle ich pochwala i błogosławi im. Pisze mianowicie do biskupów szwajcarskich: „Sobór Watykański nie nadał żadnego nowego prawa Najwyższemu Kapłanowi rzymskiemu; jego orzeczenie jest prostem wytłómaczeniem bardzo starego dogmatu, pozostawiając rzeczy tak, jak były pierwotnie. Dogmat ten, ograniczający się do nauki o wierze i obyczajach, nie wprowadza nic nowego do stosunków Głowy Kościoła z Kościołem nauczającym, ani do stosunków Kościoła z władzą polityczną. Zła wiara tylko albo głupota mogą wmawiać, że przyniósł on uszczerbek prawom władzy świeckiej".

 Pod zbawczem wrażeniem tych słów, płynących z góry, uspokoiły się umysły. W sprzeciwieństwie do soboru Trydenckiego, którego ogłoszenie kanoniczne, tak wiele napotkało trudności, sobór Watykański został ogłoszony bez przeszkody we Francji, Hiszpanji, Portugalji, Włoszech, Austrji — wszędzie. Prawda, że później Bismark rozpoczął kulturkampf (1871), Rzeczpospolita zaś francuska wypędziła zakony i sekularyzowała szkoły (1880). Ale wiadomo jest wszystkim, że orzeczenie nieomylności papieskiej wcale się do tego nie przyczyniło. Jest to tylko wynik przesilenia religijnego, jakie Europa obecnie przebywa.

VI.

 Rozpatrzmy z kolei zarzuty głoszące, że wyrok nieomylności wydano nie w porę. Zarzuty te biorą początek w fałszywym punkcie widzenia innej natury, a są również bezpodstawne. Brzmią one: „Dobrze, nieomylność Papieża nie ulega zaprzeczeniu, ale po cóż ją było uchwalać? Uchwała ta zupełnie nie była potrzebną, ani stosowną. Wszak Kościół obywał się bez niej przez osiemnaście stuleci. I ogłaszać ją teraz, kiedy dla kościołów wschodnich, dla protestantów, dla niewierzących wszystkich krajów będzie ona nowym kamieniem obrazy! Gdzież potrzeba tego wystąpienia?“

 Błędem i to grubym jest mniemanie, jakoby Kościół obywał się dotychczas bez nieomylności Papieża. Chociaż nieogłoszona jako dogmat, nieomylność istniała; żyła ona, działała, przemawiała przez te wszystkie wieki swobodnie, bez przeszkód żadnych. A jeżeli pomyślano o dogmatycznem jej określeniu w ostatnich dopiero czasach, to dlatego, że ludzie zaczęli podawać ją w wątpliwość. Gdybyśmy nie mieli byli soboru Bazyljańskiego, ani Konstancjeńskiego, ani galikanizmu, ani jansenizmu, wyrok ten opóźniłby się może o całe jeszcze wieki. Ale Urban VIII, Inocenty X, Benedykt XIII, a nawet Benedykt XIV nie mieli już tej swobody działania, jak ą mieli Inocenty I, Leon św., papież Gelazjusz, święty Grzegorz Wielki. Fałszywa wiedza przyćmiła ich nieomylne nauczanie wątpliwościami, mącącemi wiarę chrześcijan. Trzeba było, ażeby promień światła przeniknął owe wątpliwości i przywrócił boską świetność temu, co tak nieszczęśliwie zostało zaćmione. Z tego względu wyrok dogmatyczny był nie tylko stosownym, ale i niezbędnym .

 Próżna obawa, że może on odstręczyć tych, którzy by pragnęli przyłączyć się do Kościoła. Władza absolutna naszego Kościoła, przestraszająca niektóre dusze, przyciąga inne. Nieomylność papieska to przeciwieństwo wolnego badania. Im więcej gorzkich owoców swojej zasady będzie zbierał protestantyzm, im głębszą będzie w duszach otchłań niepewności z każdym dniem boleśniejsza, — tem więcej wejrzeń kieruje się ku Kościołowi katolickiemu, a nieomylność właśnie będzie najwyższym jego urokiem. Tam przynajmniej widzi się jasno; tam ma się spokój ducha; tam, wśród wątpliwości i niepokojów życia, ma się punkt oparcia stały, niewzruszony, gdzie dusza doznaje wytchnienia i ukojenia. Czuje się to w zachowaniu się nawróconych w Anglji i w Ameryce. Nikt bardziej od nich nie obstaje przy nieomylności Papieża; podobni do rozbitków, którzy po długiem błąkaniu się w ciemnościach, wśród fal zdradliwych, witają z uniesieniem latarnię morską, błyszczącą na brzegu, nie skarżąc się w cale, że światło jej jest za silne.

 Zresztą, gdyby nawet orzeczenie nieomylności stanowiło dla protestantów i ludzi niewierzących nie powód, ale pretekst do deklamacji, cóż to znaczy, jeżeli wobec ogólnego stanu Kościoła, orzeczenie to było na dobie i niezbędne. Przyznaję, że nie rozumiem owego przesądzania, czy chwila była odpowiednią. Bo i któż może wyrokować w tej kwestji? Gdyby chodziło o przeszłość, możnaby oprzeć się na historji; gdy by o te raźniejszość — jeden Papież, ogarniający wzrokiem całość, ogół biskupów, rozsianych po całym świecie, mógłby może mieć o tem jakieś zdanie. Mówię: może; bo cóż to jest teraźniejszość? W każdym razie nie może w tej kwestji wyrokować żadna jednostka, czy to biskup, czy wierny. Widzi on zbyt małą cząsteczkę kuli ziemskiej; ma o całości pojęcie zbyt nieujęte.

 Ale nie chodzi tu o teraźniejszość: chodzi o przyszłość. Dogmat nieomylności papieskiej to gwiazda, powołana do oświecania przyszłości. A któż zna przyszłość? Któż może wiedzieć, co przyniesie jutro, jakie wydarzenia straszne a bolesne mogą wymagać od Kościoła władzy absolutnej, niezaprzeczalnej? Kto powie, ile wolność prasy rozpowszechniana w społeczeństwach nowożytnych, spraw i zamieszania w umysłach i ilu będzie wymagała odpowiedzi niezwłocznych, rozstrzygających, Jasnych i niezaprzeczalnych? Jak obliczyć, jakiego wzrostu władzy duchownej wymagać będzie sam zanik władzy doczesnej? Fryderyk II pisał: „Usuńcie władzę doczesną, a każdy biskup stanie się patryarchą i jedność Kościoła w proch się rozsypie“. Jeżeli to prawda, czyż nie jest jasnem, że Patryarcha nad patryarchami powinien być opromieniony aureolą, do której żaden inny nie będzie mógł rościć pretensji? Powtarzam, nie znamy przyszłości, jakże zatem możemy wydawać sądy o tem, czy ogłoszenie niemylności było albo nie było na dobie?

 Co do mnie, za podniesieniem tej kwestji czekałem w skupieniu ducha, mówiąc sobie: „Duch święty może jedynie o tem wyrokować. Jeżeli sobór Watykański orzecze nieomylność, to, ponieważ Duch ożywiający go czyni wszystko w zastosowaniu do pory i potrzeby, będziemy wiedzieli, że przyszłość brzemienna jest burzami, kiedy ów Duch każe nam zabezpieczać się od takowych.

VII.

 Ale nie wyrok o nieomylności spowoduje te zamieszki i burze. W tern to może najwięcej omylili się ci, co dowodzą jego niewczesności. Pominąwszy bowiem pewien lekki niepokój, towarzyszący zawsze wszelkim postanowieniom takiej wagi, pominąwszy kilka odstępstw, które czekały tylko cienia sposobności, a które dla Kościoła były jakby pęknięciem niebezpiecznego wrzodu, to jest uspokojeniem i ulgą — gdzież jest choć jeden człowiek wybitny, prawy i oddany Kościołowi, któryby się od niego z przyczyny dogmatu nieomylności oddzielił? Jakiż biskup, nawet najbardziej temu przeciwny, nie ukorzył się? I któż nie będzie błogosławił poprzedzających wyrok ten sporów, których ostatecznym wynikiem miało być opromienienie jaśniejszem, światłem boskiej jedności Kościoła?

 Zarzucają niektórzy: „To jedność w ucisku“. Bynajmniej: jedność to w wolności. Do czego dążyła Stolica Apostolska przez ciąg ostatnich lat trzystu? Do ustalenia swojej władzy. Otaczały ją wrogie potęgi; spotykała zapory na drodze swojej wszędzie, nawet pomiędzy własnymi biskupami; nigdzie nie znajdowała wolnego dostępu: co miała czynić, by się nie wyrzec swego boskiego posłannictwa? Musiała utwierdzić swoją władzę, zastosować ją ściślej i szczegółowiej w hierarchji, w karności, w osobistych czynach swoich dzieci, jednem słowem we wszystkich sferach, gdzie sięga jej zakres. Musiała odzyskać stopniowo cały grunt sobie wydarty. Od trzech wieków Stolica Apostolska miała za zadanie, utrzymać w ładzę powierzoną Piotrowi i jego następcom, broniąc ją nie tylko przeciw wrogom, dążącym do całkowitego jej obalenia, jak protestantyzm, ale i przeciw zamachowi galikanizmu, józefizmu i regalizmu, dążących do jej zmniejszenia i osłabienia. Kresowej walce kładzie dopiero sobór Watykański.

 Za to dzisiaj, kiedy już minęły niebezpieczeństw a zagrażające mu dotychczas, Papiestwo będzie o wiele swobodniejsze; nie będąc nadal zmuszone utwierdzać i podtrzymywać władzę, której mu już nikt nie przeczy, będzie mogło dać dzieciom swoim więcej wolności, która już nie będzie mogła obrócić się na złe.

 Emil Ollivier utrzymuje, że orzeczenie nieomylności zwiększyło też raczej, aniżeli zmniejszyło szanse zgromadzania się soborów powszechnych. To jasne. Co mogło powstrzymywać Papieży od częstszego soborów tych zwoływania? Nie tylko obawa wtrącania się władzy świeckiej, ale przedewszystkiem obawa oporu i uroszczeń episkopatu, jak tego miano smutne przykłady w Konstancji i Bazylei. Obawiano się zawsze owej, buntowniczej teologji stawiającej sobór nad Papieża. Teraz nie będzie już tej obawy. Sobór Watykański zabezpieczył władzę Papieża od zamachów biskupów; a nie powołując do swego składu książąt świeckich, położył koniec ich roszczeniom do rządzenia soborami. Papiestwo tedy zewsząd zabezpieczone, pewne, że nikt nie zaprzeczy mu pierwszeństwa, będzie skłonniejszem do zwoływania w trudnych razach owych wielkich zgromadzeń, których zebranie się było zawsze dla Kościoła zapowiedzią pokoju i jakby odnowieniem życia.

 Jeszcze będzie miało orzeczenie nieomylności i inne dobre skutki: oto przyczyni się do odbudowania Kościołów narodowych. Potrzeba było zgnieść je, gdyż utworzyły się były bez Papieża i przeciw niemu. Wspierały się na królu, ażeby dać silniejszy opór Papieżowi. Trzeba było zatem odjąć im stopniowo owe mniemane prawa, owe fałszywe, swobody, — przypomnieć biskupom źródło ich władzy, w skazać im jej granice, krępować ich przez indulty, mogące zawsze być odwołanymi, lub dawanymi na krótki przeciąg czasu, ażeby nie wyobrażali sobie, że są Papieżami w swych djecezjach. Ale teraz, kiedy podobny stan rzeczy nie jest już możliwym, Papież z własnej inicjatywy przywróci poszczególnym Kościołom część ich praw starodawnych. Niemasz już episkopatu; są tylko we wszystkich krajach biskupi pojedynczy, nie tworzący oddzielnego stanu, otoczeni przez wrogie potęgi i — co za tem idzie słabi jak wszystko, co jest odosobnione. Papież uznany za nieomylnego, zaradzi teraz sam owej ogromnej niedogodności. Przywróci dawne episkopaty złączone i umocnione przez sankcjonowane przezeń ustawy i wróci im owe prawa i swobody, których nie będą już mogły nadużyć, a z niemi i ową samodzielność, życie i siłę, które zmniejszyły się u nas zdaje się nieco w ostatnich wiekach.

 Sami nawet wierni, kapłani, mówcy, pisarze odniosą stąd korzyść. Będą teraz mogli z większą swobodą i pewnością iść za natchnieniem Ducha świętego. Będą mieli głębszą znajomość ustroju Kościoła. Łatwiej im będzie zabrać się do zaniechanej pracy zgłębiania dogmatów, pracy rozpoczętej przez greckich i łacińskich Ojców Kościoła, prowadzonej dalej przez scholastyków, a przerwanej na nieszczęście, wskutek sporów z protestantyzmem i niezgód w Kościele.

 I dzięki temu, po trzech stuleciach sporów i stagnacji, nadejdzie ta nowa i wielka era, którą przeczuwał de Maistre kiedy pisał: „Zbliżamy się do największej ze wszystkich religijnych epok. Albo się pojawi lada chwila jakaś nowa religja, albo siły chrystyanizmu zostaną w nadzwyczajny sposób odnowione“; owa era tryumfu nie zewnętrznego i politycznego może, ale religijnego i boskiego, którą przewidywał Pius IX, kiedy mówił: „Tak jest: zmiana ta i ten tryumf nadejdą; nie wiem, czy to się stanie dopóki żyję, ja niegodny namiestnik Chrystusowy, — ale to wiem, że nadejdą. Przyjdzie zmartwychwstanie; i ujrzymy porażkę wszystkich tych bezbożności; era nareszcie wzrostu światła i sił niebieskich, a przez to owo odnowienie oblicza świata, którego spodziewają się wszyscy i oczekują nazbyt żywo, ażebyśmy nie mieli widzieć w tem oczekiwaniu jednego z owych przeczuć zsyłanych przez Boga, dla podtrzymania Kościoła wpośród ciemności i niebezpieczeństw, które przechodzi obecnie.

 Dogmatyczny wyrok soboru Watykańskiego jest punktem wyjścia i osią tego nowego zwrotu w Kościele.



Bp. Bougaud ,,Kościół", str. 79 - 90




środa, 9 grudnia 2020

Ks. Dr. Ferdynand Machay: Akcja Katolicka w świetle nauki o Mistycznym Ciele Chrystusa (część 1)

AKCJA KATOLICKA W ŚWIETLE NAUKI
O MISTYCZNEM CIELE CHRYSTUSA.










 By dobrze zrozumieć nasze członkostwo w Chrystusie, należy sięgnąć myślą wstecz aż do Adama. Po upadku naszych pierwszych rodziców zerwało się nie tylko ich ścisłe zjednoczenie z Bogiem, lecz i całej ludzkości, gdyż wszyscy zgrzeszyliśmy w Adamie. Dogmat o grzechu pierworodnym jest kamieniem węgielnym nauki chrześcijańskiej. Grzech Adama odziedziczyliśmy wszyscy, wybawił nas od niego i jego następstw nowy Adam - Chrystus. W myśl tego dogmatu "ludzkości nie należy wyobrażać sobie jako sumy istot, które powstają jedne po drugich i jedne po drugich giną, ani też jako sumy ludzi, połączonych wspólnym węzłem pochodzenia od jednego i tego samego ojca, a ze sobą zjednoczonych jedynie wspólnością rodzaju. Ludzkość należy rozumieć jako jednego człowieka. Ludzie, dzięki swemu pochodzeniu, swej naturze cielesnej i duchowej, są tak ściśle ze sobą spojeni, tak jedni od drugich uzależnieni, w myśleniu i chceniu, czuciu i postępowaniu tak dalece ze sobą związani, ich życie, ich cnoty i grzechy są tak solidarne, że Pan Bóg w swoich zamiarach, zdążających do zbawienia świata, mógł ich brać jedynie jako całość i jedność, jako jednego człowieka". W takiem pojmowaniu ludzkości prawie że śmiertelne spustoszenie poczyniło odrodzenie humanistyczne, głoszące, że odkryło człowieka, ukrytego przez chrześcijaństwo XII i XIII wieku. Indywidualizm i subjektywizm wyzuły człowieka na przód z Boga, a następnie z poczucia wspólnoty z ludźmi; człowiek został odosobniony w swojem "ja". Oderwany od życiodajnego pnia jedności, człowiek neopogańską kulturą humanizmu karmiony szukał namiastki dawnego "jednego człowieka". I w ten sposób zabłądził umysł ludzki na beznadziejne i bezpowietrzne wyżyny "nadczłowieka" Nietschego, mającego tylko pogardę dla człowieka. Nadczłowiek zajął miejsce samego Boga, człowiek zaś zginął. Taki sam los spotkał człowieka humanistycznem odrodzeniem oświeconego i w kolektywizmie Marxa: tutaj człowiek również zginął w bezdusznych szponach zbiorowaści. Humanizm pogański zamiast wywyższyć człowieka - co było jego szumnie głoszonem hasłem! - przyczynił się do jego poniżenia: z istoty, na obraz Boży stworzonej za 400 lat kiełkowania i rozrastania się idei humanistycznych stała się w wieku XIX zwyczajna kategorja gospodarcza. Pozbawiony kultury duchowej człowiek, nie mając oparcia ani o Boga, ani o ludzi, jako członków" jednego człowieka" - stał się niewolnikiem niskich, nieludzkich żywiołów. Im bardziej oddalał się indywidualizm i subjektywizm od punktu kulminacyjnego duchowości chrześcijańskiej (Św. Dominik - św. Franciszek - Giotto - Dante - Św. Tomasz), tem bardziej nieszczęśliwym stawał się w swojem tylko "ja" zaślepiony człowiek. Lecz nastąpiło otrzeźwienie." Czujemy, że jest nam niewygodnie w ciasnej celce pustelniczej naszego "ja", i chcielibyśmy uciec od siebie. I odkryliśmy prawdę, że nie jesteśmy sami, lecz jest obok nas, z nami, dokoła nas cała ludzkość. Ze zdumieniem stwierdzamy, że wewnętrznie należymy do tej ludzkości, że z nią łączy nas wspólność bytu i losu, nawet solidarność odpowiedzialności, że dopiero przez ludzkość dochodzimy do pełnego własnego "ja", i że lista nasza dopiero w ludzkości i przez ludzkość rozszerza się w całego człowieka". Na duchowych ruinach humanistycznego odrodzenia rodzi się postać naszego człowieka, w pierwszym (grzeszącym) i drugim (od grzechu wyzwalającym) Adamie zakorzenionego. Po rozpacz1iwem doświadczeniu osamotnienia, człowiek dzisiejszy z radością się wczytuje w naukę św. Pawła, że wszyscy tworzymy jedno ciało Chrystusowe. "Wielu nas jednem ciałem jesteśmy w Chrystusie, a każdy z osobna jeden drugiego członkami" (Rzym .12, 5). Indywidualiści stają się uniwersalistami. Po palmę zwycięstwa sięga Kościół katolicki, pojęty jako jedność wszystkich odkupienia pragnących ludzi w Chrystusie. Zapewnia nas o tem św. Paweł: ,,B o    k t ó r z y k o l w i e k   j e s t e ś c i e    o c h r z c z e n i   w  C h r y s t u s i e:   o b l e k ł i ś c i e    s i ę   w   C h r y s t u s a.   N i e   j e s t   Ż y d    a n i    G r e c z y n,   n i e   j e s t   n i e w o l n i k   a n i   w o l n y,   n i e    j e s t   m ę ż c z y z n a   a n i    n i e w i a s t a.  A l b o w i e m   w s z y s c y   w y   j e d n o   j e s t e ś c i e   w   C h r y s t u s i e   J e z u s i e (Gal. 3, 27-8).

 Według tych( i innych) słów św. Pawła za tem wszyscy chrześcijanie tworzą jedno ciało, którego głową jest Chrystus "C h c ę    a b y ś c i e    w i e d z i e l i ,    i ż    k a ż d e g o    m ę ż a   g ł o w ą   j e s t     C h r y s t u s" (Kor. 11,3.), a     m y    c z ł o n k a m i "   N i e     w i e c i e,     i ż    c i a ł a    w a s z e    s ą    c z ł o n k a m i    C h r y s t u s o w e m i" (l Kor. 6,15.)? Jest to tak zw. mistyczne Ciało Chrystusa w przeciwstawieniu do ciała naturalnego. W swem dziele "La theo1ogie de St. Paul", O. Prat taką podaje różnicę między Chrystusem naturalnymi Chrystusem mistycznym: "Chrystus naturalny, Słowo wcielone, Kapłan - Ofiara Ka1warji, jest jedną i to główną częścią Chrystusa mistycznego; Chrystus naturalny nie jest tedy całym Chrystusem mistycznym. Chrystus mistyczny, to szczep winny ze swemi gałązkami, to drzewo oliwne ze swemi konarami, to Jezus oblubieniec ze swą oblubienicą - Kościołem, to głowa ze wszystkiemi członkami ciała. Chrystus naturalny nas zbawił, Chrystus mistyczny nas uświęca; Chrystus naturalny umarł za nas, Chrystus mistyczny żyje w nas; Chrystus naturalny nas pogodził ze swym Ojcem, Chrystus mistyczny nasz Nim jednoczy, Jednem słowem Chrystus mistyczny to Kościół dopełniający swego Przełożonego i uzupełniony przez Niego.

 Jak każde ciało, i Kościół (czyli mistyczne Ciało Chrystusa) również posiada duszę, głowę i inne członki. Głową mistycznego Ciała jest osoba Chrystusa, duszą jego jest Duch Święty przebywający we wszystkich duszach sprawied1iwych, inne zaś członki ciała tworzą ludzie przez chrzest w Chrystusa wszczepieni i w sakramencie bierzmowania za pełnoletnich duchowo uznani", oczem wyraźnie mówi św. Paweł: "A l b o w i e m    j a k o    c i a ł o   j e d n o   j e s t,   a   c z ł o n k ó w   m a   w i e l e,   a   w s z y s t k i e   c z ł o n k i    c i a ł a,   c h o ć    i c h    w i e l e   j e s t,    w s z a k ż e   s ą   j e d n e m  c i a ł e m:   t a k ż e   i    C h r y s t u s.   A l b o w i e m    w    j e d n y m   D u c h u   m y    w s z  y s c y    w    j e d n o    c i a ł o    j e s t e ś m y    o c h r z c z e n i...   a   w s z y s c y    j e d n y m   d u c h e m   j e s t e ś m y    n a p o j e n i" (l Kor. 12,12-13), czyli bierzmowani.

 Członki ciała różnią się od siebie, zatem i Kościół tworzy wielką różnorodność członków - ludzi." B o   i   c i a ł o   n i e   j e s t   j e d e n   c z ł o n e k   a l e   w i e l e.   J e ś l i b y   r z e k ł a   n o g a,   i    ż e   m n i e  j e s t   r ę k ą,   n i e   j e s t e m   z   c i a ł a:  i   c z y   d l a t e g o   z   c i a ł a    n i e   j e s t?   ..B ó g  p o ł o ż y ł   c z ł o n k i,    k a ż d y    z    n i c h   w   c i e l e    j a k o    c h c i a ł" (1 Kor.12,14-15.18),.. W y    j e s t e ś c i e   c i a ł e m   C h r y s t u s o w e m,   i    c z ł o n k a m i    z   c z ł o n k u.    A    B ó g    c i    p o s t a n o w i ł    n i e    k t ó r y c h    w    K o ś c i e l e,    n a p r z ó d   A p o s t o ł ó w,   p o   w t ó r e   p r o r o k ó w,   p o    t r z e c i e   n a u c z y c i e l i,    p o t e m   m o c y,   n a d t o   ł a s k i    u z d r a w i a n i a,   p o s ł u g o w a n i a,    r z ą d z e n i a,   r ó ż n o ś c i   j ę z y k ó w    i    w y k ł a d a n i a    m ó w.    I    c z y    w s z y s c y   A p o s t o ł a m i?   I   c z y   w s z y s c y    p r o r o k a m i? (1 Kor. 12, 27-29).

 Tę naukę św. Pawła zwięźle określa kard. Mercier: "Jesteście członkami - pisał w jednym ze swych listów pasterskich - duchowego organizmu żyjącego, którego głową jest Chrystus, i którego członkami wy jesteście razem ze wszystkimi ochrzczonymi"'. Św. Grzegorz z Nyssy wyraził się w tym przedmiocie jeszcze jędrniej: "Wszystek Kościół jest ciałem Chrystusa". Apostolstwo świeckich przybiera w świetle tej nauki Pawłowej wygląd o niezwykłej treści i wyrazistości. Nietrudno spostrzec, że w mistycznem Ciele Chrystusa - według słów św. Pawła - najważniejsza rola przypada głowie, ona jest związką całego mistycznego organizmu i ogniskiem, gdzie zgromadzone są wszystkie powiewy życiodajne. Chrystus - głowa - oddziaływana wszystkie członki Ciała mistycznego i na wszystkie razem wzięte, i na każdego z osobna. "Członki tylko w ten - czas sprawują czynności życia - pisze dalej w swym liście kard. Mercier - gdy głowa niemi kieruje i je ożywia". Chrystus przenika i ożywia wszystkie członki Kościoła i wiąże je ze sobą w jedną nierozerwalną całość wiązką miłości, i w ten sposób cały Kościół ma się stać jakby drugim realnym Chrystusem.

C.d.n.



Mysterium Christi: czasopismo liturgiczne, 1931/2 R.3 nr3/ , str. 115-118

piątek, 4 grudnia 2020

Ścienny 'Kalendarz katolicki' AD 2021 już dostępny!

Prezentujemy Państwu z największą radością w całkowicie nowej odsłonie - ścienny 'Kalendarz katolicki' na Rok Pański 2021 z tradycyjnym kalendarzem liturgicznym według Missale Romanum 1920 (z późniejszymi zmianami aż do 1954 r. - bez zmian poczynionych przez komisję liturgiczną Hannibala Bugniniego). Kalendarz wydany został przez Redakcję Pisma "Myśl Katolicka – Organ Katolików Świeckich", we współpracy i z pomocą Redakcji Pisma "Katolik  – Głos Katolickiej Tradycji". Przy tworzeniu niniejszego kalendarza korzystaliśmy przede wszystkim z nieocenionego "Mszału Rzymskiego z dodaniem nabożeństw nieszpornych" o. G. Lefebvre'a OSB, w tłumaczeniu oo. Benedyktynów tynieckich z 1949 r. oraz innych źródeł, jak również z rady i pomocy Wielebnego xiędza Rafała Trytka ICR, duszpasterza wiernych Rzymskich Katolików integralnych w Polsce.

Przy dniach oznaczono święta, uroczystości, patronów, kolor szat liturgicznych, dzień postny oraz najważniejsze święta państwowe lub ludowe. Wszystkie informacje w formie czytelnych ikonograficznych znaków. Kalendarium ilustrują piękne dzieła sztuki sakralnej i religijnej różnych autorów, z okresu późnego średniowiecza i wczesnego renesansu (XV / XVI wiek). 

Wierni katolicy rzymscy integralni znajdą tu również cenne wskazania dotyczące dyscypliny postnej kreślonej przez aktualny, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku, który rozróżnia trzy typy postów: jakościowy (abstinentia) – polegający na wstrzymaniu się od spożycia mięsa; ilościowy (ieiunium) – polegający na ograniczeniu się do jednego sytego posiłku w ciągu dnia i dwóch mniejszych; ścisły (ieiunium et abstinentia) – polegający na jednoczesnym ograniczeniu się do jednego posiłku dziennie do sytości, jak i na wstrzymaniu się od spożywania potraw mięsnych. Jest to więc połączenie postu jakościowego i ilościowego. Jak zawsze kalendarz uwzględnia Obchody Suchych Dni które sięgają najdawniejszej epoki Kościoła i obejmują trzy dni tygodnia związane ściśle z Męką Chrystusa, czyli dni modlitw i postu obchodzone w środę, piątek i sobotę na początku każdej pory roku.

Jest to jedyny na chwilę obecną, w pełni katolicki i tradycyjny kalendarz, wydany w naszej Ojczyźnie z uwzględnieniem wszystkich świąt dla diecezyj polskich (zwłaszcza dla archidiecezyi krakowskiej, na terenie której znajduje się nasza kaplica), z którego wszyscy wierni katolicy w Polsce mogą bez obaw korzystać, nie narażając się przy tym na korzystanie ze "zreformowanych" kalendarzy (wg edycji 1962), promowanych przez indultowców i lefebrystów. Zapraszamy do zapoznania się i życzymy owocnego korzystania z tego małego dziełka, stworzonego dla szerzenia większej chwały Bożej, jak i dla własnego zbawienia, ubogacenia duchowego i intelektualnego, wzrastania w umiłowaniu nienaruszonej świętej liturgii Kościoła Świętego oraz życia nią i według niej na co dzień, cały czas nieustannie korzystając z tego niewyczerpanego i niezastąpionego skarbca autentycznie katolickiej Wiary i pobożności wszystkich wieków.

Kalendarz można zamówić pisząc na adres e-mail : myslkatolicka@gmail.com

Koszt druku wynosi 20 zł, płatność z góry. Drukujemy w profesjonalnej drukarni, kalendarz składa się z 13 osobnych, jednostronnie drukowanych, kolorowych kart na grubym papierze kredowym w formacie A3, całość złączona na spirali.

Dostępność ograniczona! W razie potrzeby będziemy dodrukowywać kolejne egzemplarze, dlatego czas oczekiwania na wysyłkę może się wydłużyć do max. 30 dni (bardziej opłaca się drukować kilkanaście / kilkadziesiąt egzemplarzy jednocześnie, niż każdy z osobna, inaczej cena byłaby wyższa). 

Kalendarz dostępny będzie również od 25. XII w kaplicy krakowskiej.

Redakcja Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich

czwartek, 12 listopada 2020

[Śp.] x. Antoni Cekada: Witajcie na tradycyjnej, łacińskiej Mszy świętej. [broszura z 1995 r.]

Ks. Anthony Cekada odprawia Mszę świętą

 

Witajcie na tradycyjnej, łacińskiej Mszy świętej

 

KS. ANTHONY CEKADA

 

––––––

 

Anioł z trąbą

 

Tytułem wstępu

 

Jeżeli wzięliście do rąk niniejszą broszurkę, to prawdopodobnie zadajecie sobie czasem pytania dotyczące tradycyjnej Mszy świętej oraz tego, dlaczego niektórzy katolicy na nią uczęszczają. Być może, właśnie po raz pierwszy uczestniczyliście w tradycyjnej Mszy świętej. Może dyskutowaliście o sytuacji w Kościele z katolickim przyjacielem, który uczęszcza na "łacińską Mszę". Albo może zawędrowaliście do kościoła, w którym odprawiana jest tradycyjna Msza.

 

Najbardziej uderzającą cechą tradycyjnej Mszy świętej – dla ludzi, dla których jest ona nowym doświadczeniem – jest jej język: łacina. Są oni również zachwyceni pięknem ceremonii, jak i tym, że jej obrzędy przywołują na pamięć obrazy minionych wieków.

 

Więcej niż nostalgia

 

Jednakże łacińskie, piękne ceremonie i nostalgia za "dawnymi czasami" nie są głównymi powodami, dla których zachowaliśmy tradycyjną Mszę św. Naszym celem jest raczej zachowanie integralności katolickiej doktryny i pragnienie składania Bogu czystej i pełnej najwyższego uwielbienia ofiary. W tradycyjnej łacińskiej Mszy w przeciwieństwie do współczesnej (czyli "Nowej Mszy") ten cel zostaje osiągnięty.

 

Mamy nadzieję, że to, co znajdziecie w tej broszurce pozwoli Wam dowiedzieć się czegoś więcej o katolikach, którzy uczęszczają na tradycyjną łacińską Mszę. Będziemy się modlić, abyście dzięki łasce Bożej i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, mogli stać się jednymi z nich oraz abyście całym swym życiem wyrażali wierność tradycji katolickiej, do czego wzywa nas św. Paweł Apostoł: "bracia, stójcie, a trzymajcie się podań, których się nauczyliście" (fratres, state, et tenete traditiones quas didicistis). (Por. II Tes. 2, 15).

 

wtorek, 20 października 2020

Kazanie Ks. St. Krzeszkiewicza na uroczystość św. Jana Kantego

„Ten jest dzień, który uczynił
Pan; radujmy i weselmy się
w nim“

(Ps. 117.)




Najprzewielebniejszy Księże arcypasterzu!

Wysoki Senacie duchowny!

Najmilsi bracia!



 Wyznaję szczerze, że ile razy w stępowałem na to miejsce święte, lek i obaw a rozbierały mi serce, przejęte najgłębszą czcią dla tych świętych popiołów i tej prastarej katedry. Bo to przecież rzecz nie lada przemawiać w świątyni, która jest matką wszystkich kościołów, jakie na polskiej ziemi stawiła pobożność naszych praojców, w której więc brzmi i tętni macierzyńskie serce. To rzecz nielada przemawiać w świątyni, kędy na cię patrzą poważne, zamyślone oczy narodowej historyi i uderzają na duszę tchy popiołów świętego męczennika a najpierwszego na naszej ziem i biskupa. A przecież i radość w mej duszy pukała, kiedym z tego miejsca przemawiał. Rzucać bowiem ziarno Bożej nauki na serca zacne a do Kościoła przywiązane, to tej pańszczyzny, którą każdy kapłan, na jakiemkolwiek znajduje się stanowisku, musi odrobić dla Pana Zastępów , stanowi część istotną i najpiękniejsze zadanie. Jako zaś ze światła rodzi się światło, tak radość drugich wesołe melodye temu w prowadza do duszy, co na nią patrzy i ma serce szczere. Na waszą chwałę powiedzieć mogę, że tę radość widziałem na waszych twarzach, ile razy mnie one na tem miejscu witały. Tak jest, mili bracia! Z radością gromadziliście się około tej. ambony i popiołów św. Wojciecha, bo wiecie z doświadczenia, że w pańskich przybytkach nie mieszka troska ponura, a żaden ból już wam duszy nie rani. Ale uszczęśliwienia takiego, jakie w dniu dzisiejszem z waszych twarzy jasnym bije promieniem, wyznaję szczerze, nie widziałem dawno. Dziś, kiedy wodzę okiem po waszych obliczach, a wzrok mej duszy zapuszczam na dno waszych serc, zdaje mi się, że wszyscy jak jeden mąż radzibyście zawołać słowami Psalmisty: „Ten jest dzień, który uczyni! Pan; radujmy i weselmy się w nim.“

Najmilsi bracia!

 Są bóle i tęsknoty tak święte, tak natarczywie przemawiające do duszy, że zniszczyć je, zamknąć im przystęp, być głuchym na ich wołanie, — znaczyłoby tyle, co przestać być człowiekiem. Prace i zachody, fechtunek z kłopotem, przeróżne bóle, jakie towarzyszą życiu — wszystko to może sprawić, że sierota zapomni na chwilę o swem opuszczeniu. Ale kiedy ta chwila minie, szuka ona znowu dawno zmarłego ojca i tęskni do niego.

 Taką sierotą była nasza archidyecezya gnieźnieńska przez długie lata. Nad tronem arcybiskupim unosił się duch św. Wojciecha i dumała historya, ale od ośmiu lat nie zasiadał na nim nigdy najwyższy w naszym narodzie dostojnik kościelny. Aż w końcu zmiłowała się nad nami Boża Opatrzność, a dziś gród gnieźnieński oglądać może nowego Arcypasterza. O jak wielce radują się nasze serca wdzięczne na widok tej dostojnej, a nam wszystkim tak drogiej osoby!

 Pięćdziesiąt lat przeszło pracy kapłańskiej, blisko dwadzieścia osiem lat trudów biskupiego żywota — oto warsztat, na którym rzeźbiło się życie tego, który odtąd naszych sumień będzie stróżem najwyższym . Pięćdziesiąt lat przeszło pracy kapłańskiej, dwadzieścia osiem lat życia biskupiego — oto źródła mądrości i doświadczenia, co dzisiaj tę postać dostojną taką oblewa powagą, że tylko dusza nikczemna lub bardzo pospolita niezdolna jest stać pod jej wpływem i czarem.

 „O głębokości bogactwa i mądrości Bożej! Jako są nie wybadane sądy jego i niedoścignione drogi jego!“ (Do Rzym. 11, 33.)

 W te słowa Apostoła narodów możemy się dzisiaj odezwać w głębokiej pogrążeni zadumie nad tem, czem Bóg nas obdarzył.

 Wyroki Boże!' To rzecz tak święta, że wielkiej trzeba ducha czystości i bardzo pokornego serca, by dosłyszeć one akordy, którymi się unoszą nad gwarem zabiegów i doczesnego rozumu. Wyroki Boże! Melodye ich słyszy dusza naiwna i prosta, ale ten je tylko rozumie, co prócz wiary w siłę i swój rozum nikły, posiada wiarę głęboką w Opatrzność Bożą.

 Patrząc na okoliczności, towarzyszące wyborowi obecnego nam Arcypasterza, nie musielibyśmy mieć wiary w Boga, by w tym wyborze, dokonanym w takich właśnie warunkach, nie widzieć jasnego dowodu Bożej opieki nad sobą. Więc kornie uchylmy dziś czoła przed Panem Zastępów, a dziękując Mu za ten dar drogi, wołajmy z Psalmistą: „Ten jest dzień, który uczynił Pan; radujmy i weselmy
się w nim.“

„Ten jest dzień, który uczynił Pan“ !

 Jak wyglądają, pytam, dni, które my, ludzie ułomni a grzeszni, czynimy? Jak wyglądają? Niechaj za odpowiedź starczy huk armat, szczęk broni, charczenie przedśmiertne, co nami na skrzydłach przynoszą te wichry jesienne. Do tkaniny pajęczej przyrównuje psalmista lata naszego żywota, a cóżby powiedział o dniach, z których się one składają? „Okupujcie czas, bo dni są złe“ , powiada św. Paweł. Dzień dzisiejszy, to jeden z tych, co złote ślady zostawiają na szarej przędzy żywota; dzień dzisiejszy, to ów pieniądz przedziwny, za który można kupić wspaniałe kwiaty do zielnika wspomnień.

*                     *
*

Najmilsi bracia!

 Kiedy Bóg chce pocieszyć wierne narody w ciężkich dla nich chwilach, posyła do nich mężów świętych, potężnych słowem i czynem, którzy podnoszą i leczą co słabe, a kruszą co złe, słowem mężów takich, z których się sypią iskrami wartości i wpływy błogosławne. Tak robił Bóg wtedy, kiedy się naród żydowski chylił ku upadkowi, tak robił w Nowym Zakonie; tak robił i w naszym narodzie.

 Ci święci mężowie, postanowieni na krańcach ludzkiej doskonałości, służyli społeczeństwu za punkta wytyczne na drodze pracy i uczciwości, i skłaniali szalę sprawiedliwości Bożej ku stronie miłosierdzia, cudownie czasem przywracając narodowi wiarę w przebaczenie, na dzieję w odrodzenie i tę ufność w pomoc Bożą, która, gdy się udzieli duszom kochającym, wlewa tajemną moc w bezsilne nawet ramiona.

 Wiek piętnasty, wiek św . Jana Kantego, profesora Akademii Krakowskiej, któremu się znaczy uroczystość dzisiejsza, to wiek świętych Pańskich. W samym Krakowie, ognisku i sercu narodu, żyli razem z naszym Świętym: bł. Szymon z Lipnicy, Izajasz Boner, Stanisław Kaźmierczyk, Michał Gedroyć i Świętosław ze Sławkowa. Do nich zaliczyć wypada św . Kazimierza, królewicza, bł. Jana z Dukli, Szymona z Lipnicy i św . Izydora kijowskiego na Rusi.

 Jakiż to wspaniały wieniec, uwity z tego, co naród miał najlepszego! W tak świętych czasach żył święty Jan Kanty.

 Z życia tego świętego profesora Akademii Krakowskiej nie zostawiła nam historya wiele szczegółów.

Jakkolwiek, wyjąwszy wstrętnego samoluba, niemasz człowieka, którego życie i działalność nie splatałyby się z życiem ogółu, społeczeństw a, narodu, to jednak istnieją urzędy i zawody, które nie tak widocznie, jak inne, swój wpływ rozlewają po świecie. I tern się tłomaczy, dlaczego to historya o życiu jednych opowiada wiele, życie zaś drugich ukryte bywa przed okiem ogółu, choć jedno i drugie bogate jest w treść.

 Życie św . Jana Kantego nie rozlewało się z szumem i trzaskiem po arenie szerokiego świata, ale płynęło cichym potokiem, który się trzymał ściśle koryta pracy obowiązkowej. Wszystkie niemal dni swojego żywota spędził przy warsztacie profesorskim, a robota przy nim tak jest mozolna, tak wielkiej wymaga sumienności, że ten, co nauczanie za święte sobie uważa kapłaństwo, czas wolny znajduje ledwo na wypoczynek. Kto ma wnosić drugim do duszy naukę, a chce być fontanną jasnych i głębokich myśli, ten musi być wielkim miłośnikiem samotnej izby, ten musi stronić od świata i jego roztargnień, bo umiejętność i mądrość nie przebywa tam, gdzie jest gwar i uciecha — powiada Job sprawiedliwy.

 Chociażbyśmy zresztą z życia św. Jana Kantego żadnego nie posiadali szczegółu, to już to samo, że go Kościół umieścił w galeryi swoich mężów wybranych, starczyłoby na dowód, że przędza jego życia mienić się musiała niezwykłą okazałością i że on musiał być mistrzem w rzeźbieniu swojego żywota.

 św . Jan Kanty nie siedział w senacie, bitw nie wygrywał, w sprawach publicznych narodu nie miał udziału, — a jednak hymn kościelny, odmawiany dzisiaj przez wszystkich katolickich kapłanów, opiewa go „chlubą narodu polskiego i ojcem ojczyzny  — dlatego, że nie bacząc na skutek i uznanie swoich wysiłków , odpowiedział godnie zadaniu swojego życia i rzetelnie z jego długu umiał się zkwitować.

 Urodził się św . Jan w miasteczku Kenty, położonem w pobliżu Oświęcimia. Młodość swą karmił przykładem domowej pobożności i rychło w sobie nasienie wielkich cnót nagromadził. Oddany na naukę do Akademii Krakowskiej, podrastał tam nietylko we wiedzę, ale i w obyczaj uczciwy, „wszystkim będąc miłym i wdzięcznym, jak mówi Skarga, „kwiatem swojej młodości. Niedługo zgodnym głosem nauczycielów swoich w nauce i dowcipie pochwalony, mistrzowskim tytułem był okraszony. „Starannym i odczyty pożytki młodych głów i serc rozmnażając, godnym się stał policzenia i wezwania chlubnego na ustawiczną robotę i katedrę Akademii Krakowskiej. Na której pilność wierną i życzliwość ku słuchaczom pokazując, do teologii najwyższej zabawy przyszedł, i onej nauczając, sam prawym teologiem, kapłański stan święty przyjmując, został“ . Urząd profesorski pojmował idealnie. Nie uważał go za miejsce przejściowe, za stopień, któryby go zaprowadził do dostojeństw kościelnych.
Całą swą duszę wkładał w to święte zadanie, jedną tylko mając ambicyę: podnosić wysoko dusze swoich uczniów i bogacić je skarbami umiejętności. Gdy zaś ten, co jest nauczycielem przyszłych robotników winnicy Pańskiej, mienić się powinien nietylko bogactwem myśli głębokich ale i życia własnego przykładem, więc też nasz Święty wytapiał ze siebie ciężką ascezą żużelice namiętnych pożądliwości i z grzesznej oczyszczał się pleśni. A w tej robocie do takiej doszedł doskonałości, że go mieszkańcy krakowskiego miasta ogólnie świętym nazywali kapłanem.,

 Najmilsi bracia!

 Nieraz można słyszeć lub czytać zdania, że pobożność i asceza temu jedynie przynoszą korzyści, który je uprawia, ale społeczeństwu żadnych nie przynoszą korzyści. Zdanie to ma pewną słuszność za sobą. Spotykamy bowiem istotnie ludzi oddanych Bogu i rozmyślaniu, nie wyrządzających krzywdy nikomu; a jednak ich życie nie posiada siły magnesu. Szanujemy ich, ale pobożność prawdziwą inaczej sobie wystawiamy. Ludzie tacy podobni są do owych kwiatów papierowych, co się lśnią bogactwem kolorów, ale nigdy nie chwytają za serce tego, co ma oko otwarte na piękno przyrody.

 Gdzie należy szukać przyczyny takiego objawu? Tłomaczy się on tem, że ci pobożni tak się umieją oderwać od świata, że wreszcie zapominają, iż na tym święcie istnieje nie tylko pożądliwość ciała, oczu i pycha żywota, ale że na nim żyją też ludzie, którzy mają prawo do ich serca w tedy mianowicie, gdy falą na nich uderzy nieszczęście, że oni od ludzi pobożnych właśnie największej spodziewają się pociechy, bo myślą, że jeżeli kto zdoła z całować im z czoła kłopot i poniżenie i smutek, to właśnie ci, którzy Boga kochają najwięcej. Zapomniawszy zaś o tem zupełnie, nie dziw, że taki „święty“ , gdy np. płaczesz nad stratą syna, co ci miał być podporą w starości, i zwrócisz się o pociechę do niego, odpowie ci zimno: poleć to Panu Bogu — i wraca znowu do swego różańca, miasto się wczuć w boleść twej duszy i choć przez chwilę z tobą popłakać. Oczywista więc rzecz, że ludzie, którym pobożność wypiła z duszy naturalność i zabrała czułość na szczęście lub smutek bliźniego, społeczeństwu nie dają żadnych wartości.

 Ale, Bogu dzięki, takimi nie są święci prawdziwi, takim nie był św. Jan Kanty.

 Przy ogromnej miłości Boga nie zapomniał on o tem, że na świecie są ludzie, nie stracił serca i miłości ku nim. Umiał się cieszyć jak dziecko, gdy się bliźniemu powodziło dobrze, ale z największą czułością i czcią, jak gdyby do świętości jakiej, zbliżał się do tych, których Bóg nawiedzał nieszczęściem. Łaska Boża nie zniszczyła w nim natury, ale ją podnosiła, idealizowała, służąc jej za krasę i ornament wspaniały. By przynieść ulgę bliźniemu, zrywał się w nocy, przerywał studya, dla niego odmawiał sobie wszystkiego. Wszędzie był, wszędzie radził, wszędzie dopomagał, a czynił to tak delikatnie, że nikt upokorzenia nie odczuwał nigdy. Wiedział, że kapłan tyle wart, ile umie siebie poświęcać, ile umie cierpieć dla drugich. Był światłem niewidomym, był podporą chromym, byt ojcem ubogim. (Job 29.)

 Badając Zakon Pański, doszedł nasz Święty do zrozumienia tej prawdy, że Boża nauka wtedy dopiero zmienia człowieka, kiedy ją tenże przyjmie do serca w miłą gościnę i tam umieści kamieniem ciosowym. W sercu bowiem jest siedlisko uczuć, owych mocy dziwnych, które wiodą do tego, co rozum uzna za prawdę. Kąpał więc swe serce w krynicy Bożej nauki, a każdy dzień podnosił go wyżej na drabinie doskonałości i obdarzał dziwną delikatnością mianowicie w obcowaniu z ludźmi.

 I na ten właśnie szczegół pragnę zwrócić szczególniejszą waszą uwagę, bo właśnie brakiem tej delikatności grzeszymy dziś często. Z tego źródła wylatują jakoby szarańcza gniewy, nikczemne posądzenia, wszystkie te pierwiastki, które miasto łączyć i spajać, kopią przepaście, miasto budować, sieją niezgodę i rozterki. A nie mam ja tu na myśli tej delikatności, którą dobrem wychowaniem lub towarzyską grzecznością pospolicie nazywamy. Można bowiem być szorstkim w obejściu, a przecież posiadać niezwykłą czułość i szlachetność tam, gdzie się rozchodzi o zdanie, czy sąd dotyczący bliźniego. I tej właśnie delikatności brak nam jest bardzo. Ogarnia nas wszystkich mania krytykowania. Znak to najlepszy, że tracimy poczucie czci i szacunku dla tych, co są wyżsi rozumem, doświadczeniem i zacnością życia.

 Więc słuchaj, miły bracie, co ci teraz powiem.

 Bacz na twe zdania i sądy o bliźnim i strzeż się przed tern, by nie były doryw cze. Wiesz przecie z doświadczenia, że dorywcza robota nie wiele co warta, że tylko to posiada trwałość i znaczenie, w co wkładasz pracę, w co wkładasz twą duszę. Myśl twoja o bliźnim niechaj ci będzie droższą od tego, co zdziałasz pługiem lub narzędziem przy warsztacie. Myśl twoja, jeżeli jest zacna, mądra, prawdziwa, to cząstka najpiękniejsza twej duszy. Twoja myśl o bliźnim, wpływa niemal zawsze na jego życie, a często wprost o niem rozstrzyga, gotując mu, jeżeli jest zła, zgubę, żałość, zabierając prawo do czci, na które przez całe życie pracował. Twoja myśl o bliźnim, to albo kamień, który mu rzucasz na drogę życia, albo czuły opiekun, co mu z niej usuwa trudności i wyrywa ciernie i głogi. Pomyśl tylko, ile to trzeba ludziom uczonym naślęczeć, zanim coś mądrego napiszą, zanim rozjaśnią co nieznane, ukryte! Jakiem że więc prawem rezonujesz o bliźnim, stawiasz go pod pręgierz, pastwisz się nad nim twoją krytyką nielitościwą? Czy ty nie wiesz, że dla człowieka największą tajemnicą jest człowiek, jego sumienie, jego aspiracye, jego pobudki? Sam siebie nie znasz, a rościsz sobie prawo do przenikania serca ludzkiego. Gdzieś ty to słyszał lub czytał, żeby plotka lub domysł tworzyły owe złote kolumny, na których się prawda opiera? Gdzieś ty zdobywał ową bystrość rozumu, która w naszych sądach o bliźnich tak często jeszcze zawodzi? Kto sieje wątpliwości, kto z myślą nieczystą zbliża się do bliźniego, kto go odpycha od siebie nizkiem posądzeniem a wszędzie tylko upatruje błędy, ten przeszkadza życiu jednostki i ogółu. Pamiętaj, że krytyka bliźniego, nie oparta na zasadach religii, rozcina węzły sympatyi, życzliwości, miłości, bo ona z natury jest podejrzliwa i zbliża się do człowieka z węchem wyrobionym na to, co ujemne. Jedynie tylko miłość zamienia nasze sądy o bliźnim w owe moce płomienne, które zwyciężają upór i zawziętość duszy. Wszystkiemu może się człowiek sprzeciwiać, tylko nie miłości, bo każdy jej szuka i tylko ona wytrąca broń z ręki. Tylko miłość poprawia, i tylko ona znajduje słowa, które umieją zagrzewać dobrych, a podnosić tych, którzy leżą w błędzie. To prawo krytyki, które świat dzisiejszy udziela każdemu, uważając je za kwiat kultury i warunek uświadomienia, świadczy, że odbiegamy od nauki Jezusa, który nakazuje kochać, a nie sądzić bliźniego.

 Najmilsi bracia!

 Powiedział ktoś, że świat dzisiejszy dlatego tak mało stwarza charakterów, tak mało mężów, mających zasady, ponieważ zasad, którymi nas obdarza codziennie, jest za wiele i że właśnie dlatego żyjemy powierzchownie, zmieniamy się z każdem uderzeniem fali opinii publicznej, ponieważ, mając za wiele zasad, nie trzymamy się żadnej. Nauka Boża podaje zasad niewiele. Ona się skupia w tej jednej: „Bój się Boga i chowaj jego przykazania.

 Chcesz więc, miły bracie, wyrzeźbić twe życie na model Boży, oglądaj się zawsze na tę zasadę. Z niej płyną najlepsze prawidła życia i stosunków z ludźmi.

 „Strzeż się zafrasować kogo; bo przepraszać nie błogo; Sławy nie tykaj bliźniego: bo odwołać coś ciężkiego."

 Oto jedno z takich prawideł.

 Napisał je św. Jan Kanty na ścianie swej izby, by mu było poważnem memento obowiązku delikatności i miłości w obcowaniu z ludźmi. Słowa te włóż do pamięci, zapisz na sercu, na duszy, a nigdy nie rzucisz kamienia bliźniemu na drogę, ale będziesz mu czułym opiekunem i budownikiem jego szczęścia.

 Św. Jan Kanty przyszedł na świat za Jagiełły, żył za Warneńczyka, umarł za Kaźmierza, zasłynął cudami za Zygmuntów.

*                     * 
*

 Najmilsi bracia!

 Jak w sklepieniu każdego gmachu jest zwykle jeden kamień środkowy, kluczem sklepienia nazwany, dlatego, że wiąże i zamyka ściany w jeden łuk i całość, — tak też w społeczeństwach musi być jeden człowiek, który z woli Bożej łączy i wiąże ich członków. Bez takiej cegły wiążącej, czyli bez głowy, żadne się społeczeństwo nie u trzyma, bo ono jak ludzki organizm, który umiera, gdy mu głowę zabierzesz. W dostojnej osobie obecnego tu Arcypasterza mamy taki kamień, taki klucz, taką głowę. Dał nam go Bóg, więc mamy rękojmię, że w jego rządach będzie mądrość, że jego rozkazy Boże ślady będą nosiły. Pięćdziesiąt lat przeszło pracy kapłańskiej, blizko dwadzieścia osiem pracy biskupiej: oto szkoła, w której się ta głowa uczyła, w której się ten klucz hartował. Gdzież jest, pytam, na wielkopolskiej ziemi mąż, który by mógł się wykazać gumnem tak bogatem w prawość, naukę i doświadczenie, jak dusza tego, co naszych sumień jest teraz stróżem i przewodnikiem? Dał nam go Bóg, by był strażnicą na czatach życia naszego. Niby posąg, świecący cichym majestatem, stał on dotąd w nieskalanej gloryi cnoty i Bożej miłości, co go strzegła od ponęt marzenia, od ułudy teoryi, od złych rad osobistej czy partyjnej ambicyi, i dałby Bóg, żeby stał jak najdłużej.
 
 Wy wszyscy, którzy macie władzę i dla niej żądacie poszanowania i uległości — pokażcie teraz, że wyroki najwyższej władzy są dla was święte.
 
 Uchylmy dziś czoła przed Panem Zastępów, a dziękując Mu za ten dar drogi, wołajmy z Psalmistą: „Ten jest dzień, który uczynił Pan; radujmy i weselmy się w nim“. Amen.

sobota, 10 października 2020

JUŻ JEST! Nowy (podwójny) numer "Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich" (VII — VIII, IX — X AD 2020).

 

     Z największą przyjemnością oddajemy do rąk naszych czytelników kolejny, podwójny – dziewiąty i dziesiąty numer czasopisma „Myśl Katolicka - Organ katolików świeckich”. Po nieco dłuższej przerwie udało nam się skompletować to podwójne, poszerzone wydanie naszego czasopisma. [...] Zachęcamy wszystkich czytelników do lektury.

W numerze między innymi:

wstęp Od Redakcji

X - lecie strony Tenete Traditiones. Deo gratias!

Zmarł x. Antoni Cekada (1951 - 2020). R.I.P. †

IPSA CONTERET caput tuum

Proroctwo o Polsce” Prymasa Polski, Augusta kard. Hlonda (1881-1948).

Michał Mikłaszewski: "Czyńcie ją sobie poddaną"

Wirgiliusz Gabriele: Katechizm antykomunistyczny

      Wszystkie osoby zainteresowane otrzymaniem papierowej lub cyfrowej wersji tego numeru jak również otrzymywaniem prenumeraty kolejnych numerów (cyfrowej bądź papierowej) proszone są o kontakt na adres e-mail naszej redakcji: myslkatolicka@gmail.com .

Serdecznie zapraszamy do kontaktu i współpracy wszystkich ludzi dobrej woli!

INFORMACJA O ZRZUTCE !!! :

Powstała zrzutka internetowa na cele prowadzenia naszej działalności, przede wszystkim na regularne wydawanie naszego czasopisma w coraz lepszej formie wizualnej i merytorycznej, wydawanie kolejnych broszur oraz kalendarza na przyszły, 2021 Rok Pański. Serdecznie zachęcamy do choćby symbolicznego wsparcia!

LINK: https://zrzutka.pl/xv9fb3

piątek, 9 października 2020

Bp. Sanborn: Vigano o Vaticanum II


Vigano o Vaticanum II

W drugim liście z 14 czerwca 2020 r., Czyli zaledwie pięć dni po swoim „bombowym” liście o Vaticanum II i jego reformach, arcybiskup Novus Ordo wygłosił zaskakujące oświadczenie dotyczące Soboru. Jak to ujął, „lepiej jest pozwolić, by całą sprawę odpuścić i została zapomniana”. Zwrócił również uwagę, że Vaticanum II należy obwinić jako wydarzenie, które spowodowało ogromne problemy w Kościele. To jeden z powodów, dla których uważa, że należy o tym „zapomnieć”.

Cytuje przychylnego profesora Pasqualucciego, który uważa Sobór Watykański II za conciliabulum, klasyczny termin określający fałszywy sobór: „Jeśli sobór odszedł od wiary, papież ma prawo go unieważnić. Rzeczywiście, to jego obowiązek ”.

Arcybiskup mówi również: „Istnieje pilna potrzeba przywrócenia 2000-letniej Tradycji i odzyskania skarbów Oblubienicy Chrystusa, które zostały zrabowane i rozproszone, umożliwiając w ten sposób pełne nakarmienie zdezorientowanej trzody”.

Chociaż idea unieważnienia Vaticanum II jest oczywiście cudownym pomysłem, dziwię się, że abp. Viganò nie widzi oczywistego problemu: w przeciwieństwie do innych fałszywych soborów w historii Kościoła, ten został ogłoszony w całości przez „autorytet” Pawła VI. Krótko mówiąc, nie można unieważnić Vaticanum II bez unieważnienia również autorytetu tego, który go ogłosił. W przeciwnym razie otrzymamy Kościół, który jest w stanie prowadzić dusze do piekła.  W rzeczy samej, czy nie był to skutek tego soboru, jeśli rozważymy niszczycielską utratę wiary miliardów dusz? Czy nie jest słuszne i prawdziwe stwierdzenie: „Wróg to uczynił?”

Ostatnie komentarze arcybiskupa Viganò są oczywiście zachęcające, ale nic nie wyniknie z jego interwencji, jeśli nie zostanie rozwiązany problem Pawła VI i „papieży” Vaticanum II. W rzeczy samej, do tej grupy musimy również włączyć Jana XXIII, albowiem reprezentował Sobór Watykański II  nie tylko sobór, który ogłaszał herezje, ale, co gorsza, stworzył w Kościele mentalność rewolucyjną, która doprowadziła go do ruiny. To wyzwoliło ducha herezji, żądzę zerwania z przeszłością, maniakalną niechęć do katolicyzmu sprzed Soboru Watykańskiego II. Hordy Antify na naszych ulicach są dla naszego kraju tym, co Jan XXIII i Paweł VI rozpalili w Kościele. Ponieważ Jan XXIII był inicjatorem tej rewolucji, on także, ja tak to widzę, musi zostać zaliczony do wroga, który tego dokonał.



Tłumaczył: Kacper Dobrzyński, Korekta: Michał Mikłaszewski 

https://inveritateblog.com/2020/07/12/vigano-on-vatican-ii/?fbclid=IwAR0YICSdc8wj0QZE552p2p4jzbFhWYfDWzw519yG2toRdQiyGdcBNwc03eY

środa, 2 września 2020

Msza ,,Una Cum" - Bp. Sanborn

File:Mass of Saint Gregory (1440) by Robert Campin.jpg - Wikimedia Commons

Jestem pewien, że większość zna nasze ścisłe stanowisko w sprawie uczestnictwa na Mszy una cum. My, duchowni Instytutu Rzymskokatolickiego, uważamy, że obiektywnie świętokradzkim jest uczestniczenie we Mszy św., W której Bergoglio jest wymieniany (lub lokalny N.O. biskup) w kanonie.

 Pozwolę sobie przedstawić powody. Aby Msza była Mszą katolicka, nie wystarczy, że będzie ona jedynie ważna, ale musi być również ofiarowana w jedności z uległością i posłuszeństwem wobec hierarchii Kościoła katolickiego. Tak jak nie można oddzielić katolicyzmu od hierarchii katolickiej, tak nie można oddzielić Mszy, głównego aktu kultu, od hierarchii katolickiej.

 Kiedy panuje prawdziwy papież, Msza musi zawierać imię obecnego papieża w pierwszej modlitwie Kanonu, Te igitur.  Jeśli biskup diecezji żyje, jego imię należy również wymienić w tym samym miejscu. Jest to wyznanie jedności z Biskupem Rzymu z jego przedstawicielem, biskupem diecezji, a zatem także uległości i posłuszeństwa wobec niego. Ten niewielki, ale bardzo ważny gest odróżnia Mszę katolicką od Mszy schizmatyckiej.

 Greccy schizmatycy (tak zwani „prawosławni”) mają liturgię całkowicie katolicką, ponieważ jest ona starożytną liturgią odprawianą przed zerwaniem z Rzymem. Ale przez zwykły fakt pomijania imienia papieża, ich Msza, choć ważna, nie jest katolicka i jest świętokradzka. Dlaczego świętokradztwo? Ponieważ ma się na celu udzielenie sprawy Najświętszej, Najświętszą Eucharystię, w niewłaściwy sposób.

 W jaki sposób Msza katolicka, skoro, mamy wakat na Stolicy Rzymskiej? Aby Msza była katolicka podczas rzymskiego wakatu, konieczne jest, aby żadne imię papieża nie było wymieniane w Kanonie, dopóki stolica jest pusta. Nadal istnieje wyznanie jedności, uległości, i posłuszeństwo Papieżowi, ponieważ wierni czekają na wybór nowego papieża, któremu należycie się podadzą.

 Te sprawy powiedziane: teraz spójrzmy na przypadek Bergoglio. Bergoglio niekoniecznie jest prawdziwym rzymskim papieżem. Powodem jest to, że promolugował Kościołowi herezje i  doktryny potępione w jego Magisterium. Znaki Kościoła nieomylność, doktryna, kult, i dyscyplina, uniemożliwiają, by prawdziwy papież zwodził wiernych fałszywymi doktrynami i złą liturgią. Nieomylność dotyczy wiary, i w związku z tym musimy dojść do wniosku, bezpośrednio przez wiarę, że niemożliwe jest, aby Bergoglio był papieżem, i dlatego konieczne jest, aby jego imię nie znajdowało się w Kanonie. Tylko w ten sposób Msza będzie Mszą katolicką. Ponieważ umieszczenie imienia fałszywego papieża w Kanonie czyni Mszę schizmatycką.

 Powinienem tutaj powiedzieć, iż jestem pewien, że prawie wszyscy uczestnicy Mszy una cum robią to z czystym sumieniem. Nie znają tych zasad, i uczestniczą tylko przez nieokreślone pojęcia pozostawiając wiernym papieżowi. Jeśli tak jest, są oni zwolnieni z grzechu.

 Uniewinniać przyczynę, natomiast, nie jest uzasadnieniem przyczyny. Jest to zasada teologii moralnej, która oznacza, że ignorancja usprawiedliwia winę, ale nie usprawiedliwia tego czynu. Jeżeli mężczyzna strzela do czegoś poruszającego się w lesie, myśląc, że jest to jeleń, a tak naprawdę jest to mężczyzna, jest zwolniony z winy, ale jego działanie nie pozostaje uzasadnione. Sam w sobie jest to zły czyn.

 Co idzie w ręka rękę z Mszą una cum, która jest większości przypadków w Bractwie Świętego Piusa X, jest doktryną uznawać ale sprzeciwiać się, która koniecznie wypływa z ich pozycji. Z jednej strony wyznają posłuszeństwo Bergoglio, ale z drugiej strony opierają się mu praktycznie we wszystkich sprawach, jakby nie istniał.

 Uznawanie i opieranie jest schizmatyckie. Papież Pius IX tak powiedział. W encyklice Quartus supra z 6 stycznia 1873 r. Powiedział grupie Ormian, którzy twierdzili, że są katolikami, ale uważali, że nie muszą słuchać papieża:

 W rzeczywistości, jest to tak samo sprzeczne z boską konstytucją Kościoła, jak i wieczną i stałą tradycją wobec każdego, kto próbuje udowodnić katolickość swojej wiary i rzeczywiście nazywać siebie katolikiem, gdy nie przestrzega Stolicy Apostolskiej.

 Ponieważ Kościół katolicki zawsze uważał schizmatyków tych wszystkich, którzy uparcie sprzeciwiają się autorytetowi swoich prawowitych prałatów, a zwłaszcza ich najwyższego pasterza, i każdy, kto odmawiałby wykonania jego poleceń, a nawet uznają ich autorytet.

 Członkowie ormiańskiego odłamu w Konstantynopolu, postępując zgodnie z tą linią postępowania, nikt pod żadnym pozorem nie może uwierzyć, że są niewinni grzechu schizmy, nawet jeśli nie zostali potępieni przez schizmatycki autorytet apostolski. 

 Ten sam papież Pius IX, w encyklice Quæ in patriarchatu z 1 września 1876 r., Skierował tym razem do niektórych Chaldejczyków, którzy twierdzili, że są poddani papieżowi, ale ignorowali jego rozkazy:

 "Jaki pożytek płynie z publicznego głoszenia dogmatu o prymacie św. Piotra i jego następców, i z nieustannego powtarzania deklaracji wiary i posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, kiedy czyny zadają kłam tym wzniosłym słowom? Co więcej, czyż taki bunt nie staje się bardziej niewybaczalny przez fakt, że posłuszeństwo jest uznawane za obowiązek? Prócz tego, czyż władza Stolicy Apostolskiej nie obejmuje środków – w postaci sankcji – jakie zmuszeni byliśmy podjąć, czy też wystarczy być w jedności wiary z tą Stolicą bez dołączenia uległego posłuszeństwa – postawa jakiej nie można przyjmować bez uszczerbku dla Wiary katolickiej? 

 W istocie, Czcigodni Bracia i umiłowani Synowie, idzie o okazanie lub odmówienie posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, idzie o uznawanie władzy tej Stolicy, także nad waszymi kościołami, nie tylko w sprawach dotyczących Wiary, ale również dyscypliny. Ten kto temu zaprzecza, jest heretykiem; a ten kto to uznaje i uporczywie odmawia posłuszeństwa, zasługuje tym samym na anatemę".

 Chodzi o to, że stanowisko Bractwa Świętego Piusa X, uznanie Bergoglio za papieża, ale działanie tak, jakby on nie istniał, podlega surowym potępieniom przez papieża Piusa IX. Uczestnictwo w mszy una cum, w związku z tym, jest otwartym wyznawaniem tego, co dokładnie potępia papież Pius IX. 

 FSSPX stoi na krawędzi dylematu. Bo Bergoglio albo jest papieżem, albo nie papieżem. Jeśli jest papieżem, Msza Św. FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ nie jest przez niego uznawana. Jeśli nie jest papieżem, Msza FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ jest ofiarowana w łączności z fałszywym papieżem. Ponieważ pomimo wszelkich przyzwoleń udzielonych FSSPX, ich kapłani pozostają zawieszeni, ich apostolat nie jest uznawany, a jeśli Bergoglio jest papieżem, jest to grzech śmiertelny za każdym razem, gdy odprawiają Mszę św. 

 W obu przypadkach ich Msza jest schizmatycka, a ci, którzy aktywnie w niej uczestniczą, obiektywnie popełniają grzech śmiertelny.

 Omówienie tych powodów naszym wiernym, było potrzebne aby oni zrozumieli fundament naszego stanowiska. Wśród wielu istnieje pokusa, by powiedzieć: „Dobrze jest udać się na Mszę una cum, jeśli potrzebuję sakramentów i nie masz nic do tego”. 

 Jest to nieprawda, ponieważ w żadnym wypadku nie można przyjmować schizmatyckiego czynu.



Tłumaczył: Kacper Dobrzyński, Korekta: Michał Mikłaszewski 

https://inveritateblog.com/2020/03/07/the-una-cum-mass/