Katolicyzm ma własność pionu – odchyleń nie znosi.
Cytaty na nasze czasy:

"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. [...]"

(Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r. - Testament duchowy św. Piusa X)

środa, 2 września 2020

Msza ,,Una Cum" - Bp. Sanborn

File:Mass of Saint Gregory (1440) by Robert Campin.jpg - Wikimedia Commons

Jestem pewien, że większość zna nasze ścisłe stanowisko w sprawie uczestnictwa na Mszy una cum. My, duchowni Instytutu Rzymskokatolickiego, uważamy, że obiektywnie świętokradzkim jest uczestniczenie we Mszy św., W której Bergoglio jest wymieniany (lub lokalny N.O. biskup) w kanonie.

 Pozwolę sobie przedstawić powody. Aby Msza była Mszą katolicka, nie wystarczy, że będzie ona jedynie ważna, ale musi być również ofiarowana w jedności z uległością i posłuszeństwem wobec hierarchii Kościoła katolickiego. Tak jak nie można oddzielić katolicyzmu od hierarchii katolickiej, tak nie można oddzielić Mszy, głównego aktu kultu, od hierarchii katolickiej.

 Kiedy panuje prawdziwy papież, Msza musi zawierać imię obecnego papieża w pierwszej modlitwie Kanonu, Te igitur.  Jeśli biskup diecezji żyje, jego imię należy również wymienić w tym samym miejscu. Jest to wyznanie jedności z Biskupem Rzymu z jego przedstawicielem, biskupem diecezji, a zatem także uległości i posłuszeństwa wobec niego. Ten niewielki, ale bardzo ważny gest odróżnia Mszę katolicką od Mszy schizmatyckiej.

 Greccy schizmatycy (tak zwani „prawosławni”) mają liturgię całkowicie katolicką, ponieważ jest ona starożytną liturgią odprawianą przed zerwaniem z Rzymem. Ale przez zwykły fakt pomijania imienia papieża, ich Msza, choć ważna, nie jest katolicka i jest świętokradzka. Dlaczego świętokradztwo? Ponieważ ma się na celu udzielenie sprawy Najświętszej, Najświętszą Eucharystię, w niewłaściwy sposób.

 W jaki sposób Msza katolicka, skoro, mamy wakat na Stolicy Rzymskiej? Aby Msza była katolicka podczas rzymskiego wakatu, konieczne jest, aby żadne imię papieża nie było wymieniane w Kanonie, dopóki stolica jest pusta. Nadal istnieje wyznanie jedności, uległości, i posłuszeństwo Papieżowi, ponieważ wierni czekają na wybór nowego papieża, któremu należycie się podadzą.

 Te sprawy powiedziane: teraz spójrzmy na przypadek Bergoglio. Bergoglio niekoniecznie jest prawdziwym rzymskim papieżem. Powodem jest to, że promolugował Kościołowi herezje i  doktryny potępione w jego Magisterium. Znaki Kościoła nieomylność, doktryna, kult, i dyscyplina, uniemożliwiają, by prawdziwy papież zwodził wiernych fałszywymi doktrynami i złą liturgią. Nieomylność dotyczy wiary, i w związku z tym musimy dojść do wniosku, bezpośrednio przez wiarę, że niemożliwe jest, aby Bergoglio był papieżem, i dlatego konieczne jest, aby jego imię nie znajdowało się w Kanonie. Tylko w ten sposób Msza będzie Mszą katolicką. Ponieważ umieszczenie imienia fałszywego papieża w Kanonie czyni Mszę schizmatycką.

 Powinienem tutaj powiedzieć, iż jestem pewien, że prawie wszyscy uczestnicy Mszy una cum robią to z czystym sumieniem. Nie znają tych zasad, i uczestniczą tylko przez nieokreślone pojęcia pozostawiając wiernym papieżowi. Jeśli tak jest, są oni zwolnieni z grzechu.

 Uniewinniać przyczynę, natomiast, nie jest uzasadnieniem przyczyny. Jest to zasada teologii moralnej, która oznacza, że ignorancja usprawiedliwia winę, ale nie usprawiedliwia tego czynu. Jeżeli mężczyzna strzela do czegoś poruszającego się w lesie, myśląc, że jest to jeleń, a tak naprawdę jest to mężczyzna, jest zwolniony z winy, ale jego działanie nie pozostaje uzasadnione. Sam w sobie jest to zły czyn.

 Co idzie w ręka rękę z Mszą una cum, która jest większości przypadków w Bractwie Świętego Piusa X, jest doktryną uznawać ale sprzeciwiać się, która koniecznie wypływa z ich pozycji. Z jednej strony wyznają posłuszeństwo Bergoglio, ale z drugiej strony opierają się mu praktycznie we wszystkich sprawach, jakby nie istniał.

 Uznawanie i opieranie jest schizmatyckie. Papież Pius IX tak powiedział. W encyklice Quartus supra z 6 stycznia 1873 r. Powiedział grupie Ormian, którzy twierdzili, że są katolikami, ale uważali, że nie muszą słuchać papieża:

 W rzeczywistości, jest to tak samo sprzeczne z boską konstytucją Kościoła, jak i wieczną i stałą tradycją wobec każdego, kto próbuje udowodnić katolickość swojej wiary i rzeczywiście nazywać siebie katolikiem, gdy nie przestrzega Stolicy Apostolskiej.

 Ponieważ Kościół katolicki zawsze uważał schizmatyków tych wszystkich, którzy uparcie sprzeciwiają się autorytetowi swoich prawowitych prałatów, a zwłaszcza ich najwyższego pasterza, i każdy, kto odmawiałby wykonania jego poleceń, a nawet uznają ich autorytet.

 Członkowie ormiańskiego odłamu w Konstantynopolu, postępując zgodnie z tą linią postępowania, nikt pod żadnym pozorem nie może uwierzyć, że są niewinni grzechu schizmy, nawet jeśli nie zostali potępieni przez schizmatycki autorytet apostolski. 

 Ten sam papież Pius IX, w encyklice Quæ in patriarchatu z 1 września 1876 r., Skierował tym razem do niektórych Chaldejczyków, którzy twierdzili, że są poddani papieżowi, ale ignorowali jego rozkazy:

 "Jaki pożytek płynie z publicznego głoszenia dogmatu o prymacie św. Piotra i jego następców, i z nieustannego powtarzania deklaracji wiary i posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, kiedy czyny zadają kłam tym wzniosłym słowom? Co więcej, czyż taki bunt nie staje się bardziej niewybaczalny przez fakt, że posłuszeństwo jest uznawane za obowiązek? Prócz tego, czyż władza Stolicy Apostolskiej nie obejmuje środków – w postaci sankcji – jakie zmuszeni byliśmy podjąć, czy też wystarczy być w jedności wiary z tą Stolicą bez dołączenia uległego posłuszeństwa – postawa jakiej nie można przyjmować bez uszczerbku dla Wiary katolickiej? 

 W istocie, Czcigodni Bracia i umiłowani Synowie, idzie o okazanie lub odmówienie posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, idzie o uznawanie władzy tej Stolicy, także nad waszymi kościołami, nie tylko w sprawach dotyczących Wiary, ale również dyscypliny. Ten kto temu zaprzecza, jest heretykiem; a ten kto to uznaje i uporczywie odmawia posłuszeństwa, zasługuje tym samym na anatemę".

 Chodzi o to, że stanowisko Bractwa Świętego Piusa X, uznanie Bergoglio za papieża, ale działanie tak, jakby on nie istniał, podlega surowym potępieniom przez papieża Piusa IX. Uczestnictwo w mszy una cum, w związku z tym, jest otwartym wyznawaniem tego, co dokładnie potępia papież Pius IX. 

 FSSPX stoi na krawędzi dylematu. Bo Bergoglio albo jest papieżem, albo nie papieżem. Jeśli jest papieżem, Msza Św. FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ nie jest przez niego uznawana. Jeśli nie jest papieżem, Msza FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ jest ofiarowana w łączności z fałszywym papieżem. Ponieważ pomimo wszelkich przyzwoleń udzielonych FSSPX, ich kapłani pozostają zawieszeni, ich apostolat nie jest uznawany, a jeśli Bergoglio jest papieżem, jest to grzech śmiertelny za każdym razem, gdy odprawiają Mszę św. 

 W obu przypadkach ich Msza jest schizmatycka, a ci, którzy aktywnie w niej uczestniczą, obiektywnie popełniają grzech śmiertelny.

 Omówienie tych powodów naszym wiernym, było potrzebne aby oni zrozumieli fundament naszego stanowiska. Wśród wielu istnieje pokusa, by powiedzieć: „Dobrze jest udać się na Mszę una cum, jeśli potrzebuję sakramentów i nie masz nic do tego”. 

 Jest to nieprawda, ponieważ w żadnym wypadku nie można przyjmować schizmatyckiego czynu.



Tłumaczył: Kacper Dobrzyński, Korekta: Michał Mikłaszewski 

https://inveritateblog.com/2020/03/07/the-una-cum-mass/

wtorek, 1 września 2020

O wojnie

O WOJNIE

pierwsza wojna światowa | Strona 3 z 4 | Konflikty.pl


Pyt
. 1. Dlaczego Kościół toleruje wojny słuszne, a nawet udziela błogosławieństwa idącym na bój, kiedy zabijanie ludzi jako takie sprzeciwia się piątemu przykazaniu?

2. Czem uzasadnić czynny udział Kościoła w walkach krzyżowych - wszak cel nie uświęca środków?

Odp. Znowu odpowiedź nasza będzie wspólna, bo tem sam temat poruszony jest w obydwu pytaniach.

 Zanim jednak rozwiążemy kwestję właściwą o wojnie, musimy się przez chwilę zastanowić nad naturą i zastosowaniem piątego przykazania boskiego "nie zabijaj", które służy tutaj jako główna przesłanka wątpliwości.

 Otóż przykazania boskie wszystkie dziesięć, normują zachowanie sprawiedliwości w stosunku do Boga, społeczeństwa i jednostki. To jest ich istotną treścią. Nakazują zachowanie wszelkiej sprawiedliwości, a zabraniają popełniania nieuczciwości. Więc i piąte przykazanie ma również to zasadnicze podłoże sprawiedliwości, t.j. w pełnem brzmieniu winno ono być sformułowane: "nie zabijaj niesprawiedliwie" -bo jeżeli mógłby być kiedykolwiek taki wypadek, że zabójstwo byłoby sprawiedliwem  wtedy przykazanie jako takie, t.j. jako normujące sprawiedliwość społeczną, nie byłoby wcale naruszone, owszem, zachowane i wypełnione byłoby doskonale.

 Czy mogą być wypadki sprawiedliwego pozbawienia życia człowieka Sprawiedliwie i uczciwie i dowolnie rozporządzać jakąś rzeczą może tylko ten, kto jest jej właścicielem, albo pełnomocnikiem właściciela - Życie ludzkie jest własnością Boga, bo od Boga pochodzi i u Boga na  swe ukorowanie. Bóg więc może zawsze swobodnie rozporządzać życiem ludzkiem. W tem znaczeniu więc np. gdy Abraham chciał na rozkaz boży ofiarować syna swego Izaaka zabić go na ołtarzu ofiarnym, "mógł to uczynić, gdyż działał z polecenia Boga, który był panem życia Jego syna. 

 Prawo ludzkie nie może polecać niesprawiedliwego zabójstwa człowieka  - ale zabicie złoczyńcy, albo wroga państwa nie jest niesprawiedliwością, a więc nie jest przeciwko żadnemu przykazaniu, bo zachowaną jes tsprawiedliwość przez przykazanie nakazana. Przykazania boskie są niezmienne, jeżeli chodzi o zachowanie zasadnicze sprawiedliwości, ale określenie sprawiedliwości w poszczególnych wypadkach, czy np. to jest zabójstwem nieuczciwem, kradzieżą it.p. jest zmienne, t.j, podlega autorytetowi Boga samego, jako właściciela, albo autorytetowi ludzi w zakresie otrzymanej od Boga jurysdykcji, pełnomocnictwa, w imieniu Boga, niewłasnem. Otóż jest rzeczą pewną, że co do rozporządzenia życiem ludzkiem dla dobra publicznego Pan Bóg tego pełnomocnictwa ludziom udzielił przez samą instytucję prawnego państwa i przez pozytywne prawa ogłoszone choćby w kodeksie Mojżeszowym w imieniu Boga. Człowieka każdego możemy rozpatrywać podwójnie: jako samego w sobie i w stosunku do dobra ogólnego. Biorąc człowieka samego w sobie zabijać go nie wolno, gdyż w każdym nawet grzeszniku winniśmy kochać i szanować naturę daną mu od Boga, którą niszczymy przez zabójstwo. Ale w stosunku do dobra ogólnego, które znowu niszczy się przez zły czyn człowieka złego, a które jednak zachować na wszelki sposób, z polecenia Bożego należy - jako główny obowiązek tych, którzy państwem kierują - można pozbawiać życia tego, który temu dobru ogólnemu w wielkiej mierze zagraża, lub przynajmniej w jakikolwiek sposób uczynić go nieszkodliwym.

 Jednostka poszczególna jest cząstką całego społeczeństwa, jako organizmu jednego i środkiem służącym ogólnemu celowi: dobru społeczeństwa, jest jako coś niepełnego, niedoskonałego, w stosunku do doskonałości i pełni. Każda cząstka z natury swojej służy całości.

 Ta sama więc racja, która nam bez żadnego skrupułu pozwala, a nawet nakazuje operację i pozbawienie się cząstki naszego organizmu dla ratowania całości, jest również najsłuszniej stosowaną w wypadku pozbawienia życia zgangrenowanego członka społeczeństwa, którego inaczej uleczyć niepodobna.

 Uważa się wtedy złoczyńcę za pozbawionego godności człowieka, bo przez zbrodnię zaprzeczył porządkowi rozumowemu, pozbawił się rozumu, który należy do istoty człowieka i stał się dzikiem zwierzęciem. ,,Zły człowiek - jak mówi Arystoteles jest gorszy od dzikiej bestji i bardziej szkodliwy". Porównany został człowiek do bydląt nierozumnych (przez grzech) i stał się im podobny". 

 Ponieważ jednak życie człowieka należy do ogółu, nie jest w żadnym razie własnością prywatną  stąd pozbawić człowieka życia może tylko wyrok prawowitej władzy, a nigdy człowiek prywatny.

 Przystępując teraz do kwestji samej wojny, musimy odróżnić zasadniczo wojny słuszne, sprawiedliwe, od niesłusznych - co zresztą w pytaniu samem jest wyraźnie zaznaczone. Mówimy tutaj jedynie o wojnach słusznych, bez względu na to, czy one będą zaczepne, czy odporne

 Żeby wojna była słuszną, potrzebne są trzy warunki: Naprzód - autorytet władzy państwowej  -Osoba prywatna może dochodzić swych praw przez sądy jedynie, a i mobilizowanie ludzi należy wyłącznie do władzy państwowej. Ponieważ zaś dobro społeczeństwa powierzonem zostało prawomocnie prawowitej władzy państwowej -do niej jedynie i wyłącznie należy obrona, czy piecza nad dobrem społeczeństwa we wszelki godziwy sposób.

 I podobnie, jak z całą słusznością i sprawiedliwością, z obowiązku nawet ścisłego broni wewnątrz państwa dobra ogólnego przez swoje wyroki na złoczyńców, pozbawiając ich wolności i życia nawet, według słów Apostoła: "Nie bez przyczyny(racji) miecz nosi. Albowiem jest sługą bożym, mścicielem ku gniewu temu, który złość czyni;" -tak również najsłuszniej i najsprawiedliwiej i zobowiązku ścisłego musi podnieść miecz wojny przeciwko wszystkim wrogom zewnętrznym, zagrażającym dobru ogólnemu, którego jest urzędowym obrońcą i opiekunem. Powiedziane jest w Psalmie do panujących i mających władzę: "Wyzwalajcie biednego I wyciągajcie potrzebującego z rąk grzesznika.'" Św. Augustyn mówi też wyraźnie: "Naturalne prawo, strzegące pokoju ludzi, żąda; by w rękach panującego była inicjatywa wojny".

 Drugim najtrudniejszym do osądzenia warunkiem słusznej wojny jest: sprawiedliwa przyczyna, t. j. albo obrona zagrożonego własnegos prawiedliwego prawa, albo dochodzenie jego przez wojnę, po wyczerpaniu wszelkich możliwych pokojowych środków. Św. Augustyn znowu mówi: "Nazywamy słusznem i wojna- mite, które karzą niesprawiedliwość, jeżeli państwo, czy naród wrogi niech cena prawić krzywdy ,która się przezeń nieuczciwie stała lub zwrócić to, co nieuczciwie zostało zabranem"

 Trzecim wreszcie warunkiem jest dobra intencja walczących, t. j. jako jedynie usprawiedliwiający cel służyć może usunięcie zła, lub przeprowadzenie dobra, by złych powściągnąć, a dobrych poprzeć. Zła intencja może wojnę uczynić niesprawiedliwą, choćby była wypowiedzianą, czy przyjętą przez właściwą władzę i że słuszne; przyczyny. Św. Augustyn dalej mówi: "Żądza szkodzenia, okrucieństwo zemsty, duch nieubłagany, namiętność panowania i tym podobne zamierzenia i motywy-  słusznie czynią wojnę nieuczciwą".

 Jest znaną zasada:"si vis pacem -para bellum" - gotuj wojnę-  jeżeli chcesz zachować pokój" z pozoru sprzeczna w sobie zasada, lecz w rzeczywistości najzupełniej słuszna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Ci, którzy słuszną wojnę prowadzą, właśnie dążą do pokoju, do stałego i trwałego pokoju, przez usunięcie nurtującego zła. Wojna słuszna sprzeciwia się jedynie złemu pokojowi," paci iniquitatis" a nie taki pokój przyniósł Chrystus na ziemię i chce, by; był utrwalony, (Mat.10) - dlatego znow u św. Augustyn mówi: "Nie szukamy pokoju, żeby móc wojnę prowadzić, lecz przeciwnie -dlatego prowadzimy wojnę, żeby uzyskać pokój. Bądź więc pełen pokoju, gdy walczysz, byś mógł przez zwycięstwo doprowadzić do radości pokoju tych, z którymi wojnę prowadzisz".

Odpowiadam teraz na pytania

 Zabijanie ludzi jako takie nie sprzeciwia się istocie i racji piątego przykazania, t. j. sprawiedliwości społecznej. Jedynie zabijanie ludzi niesprawiedliwe stoi z niem w sprzeczności. Stąd przeciwną piątemu przykazaniu jest wszelka wojna niesprawiedliwa, ale wojna słuszna  za utrzymaniem i przeprowadzeniem sprawiedliwości społecznej jest nie tylko w zgodzie zupełnej z niem, ale nawet postulatem racji wszystkich przykazań boskich.

 Stąd Kościół może, a nawet jako obrońca i stróż sprawiedliwości powinien i tolerować wojny słusznie i błogosławić  idącym na bój, jako rycerzom prawdy i sprawiedliwości. Walka bowiem za słuszną sprawę nie tylko, że nie jest grzechem, ale jest czynem zasługującym.

 Osoby zaś kościelne, t. j. biskupi i kapłani, choć z racji swego urzędu i swych obowiązków wyższych nie mogą brać czynnego udziału w walce, bo nie zgadza się to z ich charakterem ofiarników boskich, bo raczej sami winni być gotowi zawsze do przelania własnej krwi i oddania własnego życia za Chrystusa i zbawienie ludzi, by w ich postępowaniu odbiła się doskonale tajemnica miłości, którą sprawują na ołtarzach - ale obowiązkiem ich jest we wszelkiej wojnie wspomagać duchowo i troszczyć się o zbawienie dusz walczących, oraz podnosić ducha rycerskiego, pobudzać do bohaterstwa, samym świecąc pod tym względem przykładem (Ks. Skorupka) i czuwając, by nie dopuścić, wedle ich możności, do czynienia krzywdy niewinnym. W Starym Zakonie już kapłani w czasie bojów mieli obowiązek podtrzymywania głosem trąb świątyni ducha bojowników.

 Nie wolno byłoby tylko brać kapłanom udziału w wojnie najwyraźniej niesprawiedliwej  - ale kto dzisiaj rozsądzi kwestję o sprawiedliwości wojny? - a dusze ludzkie są tam narażone na utratę zbawienia - więc kapłan musi być przy nich.

 Co więc nie jest złem z natury swojej, a jeżeli wszystkie warunki potrzebne są zachowane -staje się lub jest dobrem - tam Kościół może brać udział, zachęcać, błogosławić i współpracować, z całem zachowaniem swego charakteru, jako instytucji, której istotnem zadaniem jest zbawienie dusz.

  Wojny Krzyżowe, podjęte w obronie uciśnionych i prześladowanych chrześcijan (nie wchodzimy w intencje poszczególnych krzyżowców) i dla zapewnienia należnej czci i uchronienia od świętokradzkiej profanacji miejsc świętych i pamiątek po Chrystusie - były najzupełniej słuszne, a nawet święte  -Kościół też stał się ich inicjatorem, nie obawiając się, że używa środka złego do dobrego celu. Środek był uczciwy, cel prawdziwie święty, motywy i racje bezpośrednie zupełnie sprawiedliwe i uzasadnione - a więc i całe dzieła jako takie, nie biorąc pod uwagę poszczególnych czynów uczestników wypraw krajowych, było dobre, uczciwe, sprawiedliwe i święte, oraz pełne zasługi w oczach Boga i historji cywilizacji ludzkiej.


Pro Christo. Wiara i Czyn. Organ Młodych Katolików. 1928  R.4 nr 1, str. 41-46
.


środa, 12 sierpnia 2020

O czterech stopniach członków Akcji Katolickiej

O czterech stopniach członków Akcji Katolickiej


 Akcja znaczy tyle co czyn, co działanie. Nie jest toto samo co zajęcie lub zatrudnienie, co zwykła robota lub pospolita praca, którą nawet wół lub koń wykonać może. Do czynu i działania jest zdolny tylko człowiek z duszą nieśmiertelną, kiedy z całkowitym udziałem swej woli chodzi koło swego lub swoich bliźnich zbawienia, jako najważniejszej sprawy na tym świecie.

 Tak mówi Pan Jezus w modlitwie do Ojca Niebieskiego: "wykonałem sprawę, którąś mi zlecił".

 Do tej sprawy Bożej, którą w Akcji Katolickiej mają świeccy popierać na równi z duchowieństwem, istnieją cztery rodzaje stosunku: Jedni chcą na sprawie coś zyskać, drudzy cbcą o niej coś napisać, trzeci chcą o niej coś powiedzieć, wreszcie czwarty rodzaj pragnie coś zrobić.

 Zastanowimy się po kolei nad każdym stopniem, abyśmy sobie wyjaśnili, na czem prawdziwe apostolstwo polega. Najniżej rangą stoją ci, którzy zapisani na członków Akcji Katolickiej przede wszystkiem pytają, co im to przyniesie. Podobni do najemników w winnicy Pańskiej, którzy targowali się o zapłatę.

 Niektórych katolików tego stopnia przyrównać by też można do owego Jasia ze wsi, który do lepszych państwa w mieście postanowił się zgodzić za mamkę. Gdy mu towarzysze zwracali uwagę, że jest przecież mężczyzną a zatem karmić nie może, odpowiedział butnie:"ja ani myślę karmić, niech to inni za mnie zrobią; ja będę tylko pieniądze zbierał".

 Nie jest to oczywiście żaden apostoł, ale zwykły truteń, który pracowite pszczoły umyślił na swoją osobę opodatkować.

 Drugi rodzaj członków Akcji Katolickiej to ludzie, którzy chcą o niej coś napisać. Rodzaj to już wyższy od pierwszego, ale w naszej epoce ogromnie piśmiennej i papierowej jeszcze bardzo pospolity. Skoro im tylko myśl zaświta, nie szukają żywego człowieka, któremu by jej udzielić, ale martwego papieru, na który by ją wylać mogli. I tak nieraz całe życie kładą swe myśli do książek, jak się umarłych składa do trumien i nigdy wyższej mocy działalnej nie osiągają. 

 Wyżej od nich w Akcji Katolickiej stojąl udzie, którzy chcą coś powiedzieć. Pobudza ich żywsza chęć działania bezpośrednio na dusze bratnie. Ogłaszają wykłady, gromadzą ludzi, ale ich usiłowania nie odnoszą wielkiego skutku. Prawda Boża wpadła im więcej do głowy niżeli do serca .Zgromadzili w głowie znaczne zasoby światła, ale w sercu mają za mało ciepła, aby ludzi poruszyć. Jest to chłodne i pożyczone światło księżycowe, które na długo słonecznych promieni udawać nie potrafi.

 Na czwartym i najwyższym stopniu członków Akcji Katolickiej stoją ci, co posiadają dar prawdziwego, żywego słowa,  co chcą coś zrobić. Są to apostołowie, którym słowa Ewangelji wpadły do serca, na samo dno duszy.Zapala się w nich żarliwość o chwałę Bożą, stają się w Kościele solą, która nigdy nie wietrzeje i światłem, które nigdy nie gaśnie. Można o nich powiedzieć, co Pismo św. mówi o Eljaszu: "Powstał Eljasz, Prorok, jako ogień a słowo jego jako pochodnia gorzało". Zgłębi ich duszy wyrywają się słowa płomienne i mają dziwną moc otwierania serc ludzkich. Takiem żywem słowem kazał Chrystus Pan głosić Ewangelję wszemu stworzeniu. Takich apostołów żywego słowa wygląda dziś Kościół Boży w Akcji Katolickiej.

 Członkowie pierwszego stopnia noszą tę Akcję w kieszeni, poruszają ich głównie widoki zysku; członkowie drugiego stopnia noszą tę Akcję na końcu pióra i topią ją w atramencie; członkowie trzeciego stopnia noszą ją w głowie, i na końcu języka; dopiero członkowie czwartego stopnia noszą ją w sercu, a rozognieni miłością Bożą, przelewają ją na gorąco do serc bliźnich. Oni to są ową żywą tradycją, którą się ziarno Ewangelji przy życiu utrzymuje.

 Oni to jedynie przynoszą owoc, o którym wspomina Pismo Święte: jedni owoc setny, drudzy owoc sześćdziesiętny, trzeci owoc trzydziestny.

 Prośmy Boga, kochani Bracia,aby w Akcji Katolickiej ten czwarty rodzaj członków jak najłaskawiej pomnażać raczył, bo "żniwo jest wielkie, ale robotników mało".

Ludwik Posadzy.

ZA: Przewodnik Katolicki. 1936 R.42 nr 28, str.464

piątek, 31 lipca 2020

Św. Igancy Loyola do Braci uczących się w Koimbrze.



Do Braci uczących się w Koimbrze.

              7 maja 1547 r.

 Opowiedzieć ma się oczekiwaniom nie tylko w tem królestwie, ale w wielu innych. Wielkie powołanie wasze. To co dla innych nie byłoby niedostatecznem, dla was jest niedostatecznem. Szlachetny i królewski sposób życia obraliście sobie, bo nietylko ludzie, ale i Aniołowie nic większego uczynić nie mogą, jak chwałę nieść Stwórcy swemu samemu w sobie i prowadzić doń stworzenia Jego,  o ile tylko tego są zdolne... Nie dozwólcie, aby synowie tego świata zwyciężali was, szukając z większą troską i umiejętnością rzeczy doczesnych, niż wy wiecznych szukacie. Wstydźcie się, iż oni z większym zapałem biegną do śmierci niż wy do życia. (Jak w naukach tak w cnocie pilny w krótkim czasie o wiele więcej postępuje, niż niedbały w wielu latach. I w tem życiu do pokoju i zadowolenia wewnętrznego dochodzą tylko gorliwi, którzy do korzeni złego siekierę przykładają. A cóż mówić o koronie wiecznej przygotowanej tym, co nietylko sami Bogu służą, ale wielu innych do służby i chwały Bożej pociągają), co się tyczy wszystkich, którzy pilnie starają się wypełnić swe obowiązki, tak później gdy walczą, jak i poprzednio, gdy do walki się gotują ... Żołnierzami jesteście Zbawiciela Naszego z odrębnego tytułu i na odrębnym żołdzie w tem Towarzystwie naszem. Powiedziałem „odrębnego“, ponieważ wiele jest innych wspólnych, bardzo nas bezwątpienia obowiązujących do szukania Jego chwały i służby. Żołdem wspólnym dary przyrodzone i nadprzyrodzone. Jakże złym żołnierzem, koniu taki żołd nie wystarcza do podjęcia się pracy na chwałę swego Króla ... Jeżeli zaś znacie wasz obowiązek i pragniecie pracować i starać się o zwiększenie chwały i służby Bożej, czas dziś dla was sposobny, abyście czynami stwierdzili wasze pragnienie. Uważcie, gdzie dziś Boski Majestat cześć odbiera, gdzie uznaną jest potęga Jego niezmierzona, gdzie poznaną nieskończona Mądrość i Dobroć, gdzie wola Jego najświętsza spełniana; natomiast patrzcie z wielką boleścią, jak ludzie Go nieznają, krzywdzą, bezczeszczą, bluźnią po wszystkich miejscach; nauka Chrystusa, Mądrości Przedwiecznej, wzgardzona; przykład Jego, zapomniany; zaplata Krwi Jego, dla nas i o ile z nas jest, w pewien sposób stracona, ponieważ tak niewielu z niej korzysta. Przypatrzcież się też bliźnim waszym, wizerunkowi Trójcy Przenajświętszej, którzy chwałę Jej zdolni są posiąść, którym świat cały służy; patrzcie na te żywe świątynie Ducha św, członki Jezusa Chrystusa Pana Naszego, odkupione tylu bólami, pohańbieniem i Krwią Jego; patrzcie w jakiej znajdują się nędzy, w jak głębokiej ciemności rozumu, wśród jakiej burzy próżnych pragnień i bojaźni i innych namiętności; jak zwalczani przez tylu nieprzyjaciół widomych i niewidomych z niebezpieczeństwem utraty nie życia lub majątku doczesnego (co, choć ludzie bardzo cenią, wiatrem jest), ale królestwa i szczęścia wiecznego, z niebezpieczeństwem wpadnięcia w niewypowiedzianie straszny ogień wieczny... Jakże więc musicie pracować, aby się stać odpowiedniemi narzędziami łaski Bożej do
takiego celu?...

 (Ale nie należy również wpaść w przeciwną ostateczność, w nierozumną gorliwość, bo choroby duchowne rodzą się nietylko ze zimna — obojętności, ale i z gorąca — nieroztropnej gorliwości. Cnota zmienia się tu w błąd i płynie z tego źródła wiele błędów i niedogodności. 1) Długo Panu służyć nie może, jak się dzieje z koniem, który zmuszony do zbyt długiej drogi dnia każdego, podróży nie kończy i inni mu usługiwać muszą. 2) Upadek tern niebezpieczniejszy, z im większej wysokości. 3) Łódź zbyt przeładowana tonie — a choć niebezpieczna gdy łódź próżna, bo pokusy nią na wszystkie strony rzucają, to jeszcze niebezpieczniejsza, gdy za wiele nałożysz ciężarów. 4) Zdarza się, iż krzyżując starego człowieka krzyżujemy nowego, nie mogąc dla słabości ćwiczyć się w cnotach. Trzeba więc dyskrecyi). A jeśli wam się zdaje, że ciężką do nabycia i trudną rzeczą jest dyskrecya, zastępujcie ją przynajmniej przez posłuszeństwo, które wam bezpieczną drogę wskaże. Aby więc iść środkową drogą między oziebłością a gorliwością nieroztropną, trzymajcie się posłuszeństwa i jeśli bardzo pragniecie się umartwiać w czasie waszych studyów, kierujcie to pragnienie raczej do przełamania woli waszej i poddania własnego sądu pod jarzmo posłuszeństwa, niż do osłabienia ciała i dręczenia go bez umiarkowania.

 Nie sądźcie z powodu tego, com wam napisał, źe mi się nie podoba, lub nie potwierdzam tego, co mi tu doniesiono o niektórych waszych umartwieniach; wiem, źe i Święci dopuszczali się takich i innych świętych szaleństw i to z pożytkiem swym i źe pomagają one do przezwyciężenia się i nabycia większej łaski, zwłaszcza na początku życia duchownego; jednak że w czasie studyów, i dla tych, którzy z łaski Bożej lepiej panować umieją nad miłością własną, uważam za odpowiedniejsze, jak napisałem już, umiarkowanie, pod kierunkiem posłuszeństwa, które jak najusilniej wam polecam... A nietylko między sobą utrzymujcie jedność i ciągłą miłość; ale rozciągajcie ją na wszystkich i starajcie się rozpalić w duszach waszych żywe pragnienie pracowania około zbawienia bliźniego... I niech się wam nie wydaje, że w czasie na  nauce poświęconym, jesteście bliźnieniu niepożyteczni... Jesteście pożyteczni. 1) Służąc: Bogu obecną swą pracą i intencyą, dla którejeście się jej podjęli... podobnie jak żołnierze zaopatrujący się w broni zapasy na spodziewaną wyprawę, niem niej księciu swemu służą... Nadto dnia każdego, prócz powyżej w zmiankowanej intencyi, należy Bogu za bliźnich się ofiarować, a skoro Pan zechce przyjąć tę ofiarę, niem niej może ona bliźniemu pomódz, niż kazania i spowiedzi. 2) Starając się sam i o cnoty, bo jak wrodzeniu przyrodzonem, tak dzieje się w pewien sposób w nadprzyrodzonem i Boska Mądrość chcąc wlać komuś pokorę, cierpliwość lub miłość, jak o bezpośredniego narzędzia używa do tego kaznodzieję lub spowiednika pokornego, cierpliwego, pełnego miłości. 3) (Budując dobrym przykładem). 4) Świętem i pragnieniam i i modlitwami; a chociaż nauki nie dozwalają wam teraz zbyt wiele się modlić, to ten, który we wszystkich swych pracach się modli, pragnieniem swem krótkość czasu okupuje...


Zasady życia doskonałego z listów św. Ignacego Loyoli, str. 17-22

piątek, 24 lipca 2020

Szesnaście Błogosławionych Męczenniczek - Karmelitanek z Compiegne.

                      KWIATY BOŻE W KARMELU.
  Szesnaście Błogosławionych Męczenniczek — Karmelitanek z Compiegne.  

(24 lipca).




Pragnienie męczeństwa stanowiło od lat dziecięcych istotę ducha serafickiego naszej Św. Matki Teresy. Jest ono bowiem najwyższym rozkwitem miłości i ofiary. Tego ducha ofiary wynagradzającej i przebłagalnej za potrzeby Kościoła św. przelała w sposób osobliwy św. Reformatorka na zgromadzenie swych córek, Karmelitanek z Compiegne, wyniesionych dnia 27 maja 1906 r. na ołtarze za zdobytą palmę męczeńską w czasie rewolucji Francuskiej dnia 17 lipca 1794 r.

„Jedyną winą" (tych bohaterek) „które przelały krew na stwierdzenie swej wiary", wyrzekł z głębokiem wzruszeniem Pius X. do deputacji francuskiej, przybyłej do Rzymu z okazji tej uroczystości —„był o to, że się modliły za Ojczyznę i budowały ją swoim przykładem".

Oto jak streszcza Brewe papieskie, tyczące beatyfikacji 16 Karmelitanek, historję ich męczeństwa:
„Między słynnemi ofiarami rewolucyjnemi wspaniałym przykładem było 16 Zakonnic Zakonu Karmelitanek z Compiegne, które przemocą ze swego klasztoru wyrwane, okrutną śmierć w Paryżu poniosły za stałość wierze i ślubom zakonnym...
Oto imiona czcigodnych sług Bożych, których męczeństwo przyczyniło Kościołowi nowej świetności:
Teresa od św. Augustyna, przeorysza,
Marja Franciszka od. św. Alojzego,
Marja od Jezusa Ukrzyżowanego,
Marja od Zmartwychwstania,
Eufrazja od Niepokalanego Poczęcia,
Gabrjela Henryka od Jezusa,
Teresa od Najświętszego Serca Marji,
Marja Gabrjela od św. Ignacego,
Julja Aloizja od Jezusa,
Marja Henryka od Opatrzności,
Marja od Ducha św.
Marja od św. Marty,
Stefanja Joanna od Franciszka Xawerego,
Konstancja Nowicjuszka,
Katarzyna i Teresa Soiron, rodzone Siostry,furtjanki.

 „Te czcigodne służebnice Pańskie, zaszczyt i ozdoba całego Zakonu Bogarodzicy Dziewicy z Góry Karmelu, zostały w czasie rewolucji wygnane z klasztoru swego w Compiegne. Mimo to starały się gorliwie o wypełnianie ślubów zakonnych. W czerwcu 1794 r. zostały pojmane i wtrącone do więzienia. Z więzienia uczyniły klasztor i przykładały się, o ile to było możliwem, do ćwiczeń pobożnych, zachęcając się nawzajem do męczeństwa. Wpoczątku lipca przywieziono je do Paryża. Trudno wypowiedzieć, co wycierpiały podczas długiej podróży. Na prostych wozach, z rękami w tył związanemi, otoczone zbrojnem żołdactwem, lżone przez pospólstwo, w Bogu jedynie znajdowały pociechę i składały Mu swe życie na cało palną ofiarę.

 Za przybyciem do Stolicy, znowu wtrącone zostały do więzienia, skazane na głód, pragnienie, brak powietrza, a nade wszystko na obcowanie z niegodziwymi ludźmi. — Ale bohaterskie córki Karmelu nie traciły spokoju umysłu ani sił duszy. We wilję stracenia obchodziły uroczyście i wesoło dzień 16 lipca, Święto Matki Boskiej Szkaplerznej, tak, iż ludziom świeckim zdawać się mogło, że nie na śmierć się gotują, lecz na wesele. Nazajutrz stawione przed sądem, bez świadków, bez obrońców usłyszały swój wyrok śmierci przez ścięcie, za to, że wiernie trwały przy swych ustawach i Serce Jezusowe otaczały szczególniejszą czcią. Radość nie do opisania zapanowała wśród zakonnic, po odczytaniu wyroku, który im zwiastował bliskość męczeństwa.

 Kończyły właśnie w więzieniu odmawianie ostatnich psalmów Officjum za zmarłych, dnia 17lipca, kiedy je zawezwano na gilotynę. W ciszy i skupieniu wsiadły do wózków ,mających je przewieść do Pałacu Sprawiedliwości .Lecz był to raczej pochód triumfalny. Zachowanie ich pełne godności, pogoda rozlana na twarzach, oczy ku niebu wzniesione, wskazywały zbyt jasno, że serce ich wyrywa się do Boga. Kolejno odśpiewały Miserere, Salve Regina, Te Deum, wyrażając w tych pieniach skruchę, radość, dziękczynienie i cześć dziecięcą dla Królowej Nieba, Matki Miłosierdzia.

 Ten orszak niezwykły, niepodobny do innych, sprawił silne wrażenie na widzach, cisnących się tłumnie Zamiast obelg, pogróżek i przekleństw, towarzyszących zwykle tak im pochodom, milczenie pełne uszanowania zalegało do koła. A jeśli od czasu do czasu ozwał się okrzyk, był to wyraz podziwu i litości. Powiadają nawet, że nieznane ręce obrzuciły wózki kwiatami.

 Karmelitanki przybrane były biało (zapewne w swych białych chórowych płaszczach). Stanąwszy u stóp rusztowania wysiadają z wózków, klękają i z tą samą pogodą i spokojem, jak gdyby odprawiały nabożeństwo w murach klasztornych, intonują hymn Veni Creator.

 Następnie odnawiają głośno i dobitnie, wszystkie razem, obietnice chrztu i św. śluby zakonne. Kaci i tłum słuchają w milczeniu, bez oznak niezadowolenia lub niecierpliwości. Wreszcie Przełożona, jak druga Matka Machabeuszów, chcąc do końca krzepić odwagę swych córek prosi o łaskę, by była stracona ostatnia.

 Najmłodsza z Sióstr, Nowicjuszka S. Konstancja, licząca lat 27, pierwsza zdobywa palmę męczeńską. Nim jednak pod nóż gilotyny głowę swą położy klęka przed Przełożoną i prosi ją o błogosławieństwo i o pozwolenie oddania życia. Potem, wstępując pewnym krokiem na rusztowanie, rozpoczyna hymn radości „Laudate Dominum omnes gentes", który dokończy w niebie i oddaje się w ręce kata „Patrząc na nią" powiada jeden z widzów —„możnaby myśleć, że to królowa idąca po koronę".

 I tak dalej, każda z zakonnic, klęknąwszy po ostatnie błogosławieństwo przed przeoryszą kolejno, spiesznie wstępuje na stopnie, by tem rychlej połączyć się z swym Oblubieńcem i z temi,co już weszły do chwały niebieskiej. 16 razy nóż spada i krew męczeńska ofiarnie winnych tryska dokoła. Ofiara była spełniona. Milczenie głębokie zaległo tłum, przejęty trwogą i uwielbieniem. Wiara i odwaga słabych niewiast odniosła swoje zwycięstwo.

 Bóg przyjął ofiarę swych Oblubienic. Za św. Cyprjanem powtórzyć można. Że „strumienie ich krwi nie winnej zagasiły ogień prześladowania". Jedenaście dni po śmierci Karmelitanek z Compiegne sam Robespierre wstępował na rusztowanie, a z nim wzięło koniec straszliwe panowanie terroryzmu.

Uroczystość błogosławionych Męczenniczek obchodzimy w Zakonie 24 lipca.

Karm. Bos.

ZA: Głos Karmelu. Miesięcznik Szkaplerzny Zakonu OO. Karmelitów Bosych w Polsce pod patronatem Świętego Józefa i Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. 1930 R.4 nr 7

sobota, 4 lipca 2020

Abp. Józef Teodorowicz: Życie czynne św. Pawła, Apostoła.


2. Życie czynne .

 Gdy się tak wpatrujemy w obraz umysłowości św. Pawła, pogrążającej się, jak w morzu jakiem, w najgłębszej i najsubtelniejszej spekulacji, to się nam wydaje, że takiej duszy nigdy nie pociągnie ku sobie wartki, wrący prąd życia. Bo umysły poruszające się w głębokich filozoficznych, czy teologicznych ideach, chronić się zawsze zwykły pod skrzydła ciszy i skupienia. Skupienie jest im pancerzem ochronnym przeciwko wszystkim pociskom, godzącym ze strony świata i życia czynnego, w delikatną przędzę ich myśli. 

 Wszystko, co ich odwołuje do pracy na zewnątrz i do czynu, godzi na nieprzerwany tok myśli, przerywa go i ognisko skupienia rozbija. Filozof i matematyk grecki, nawet wśród oblężenia miasta zajęty jest tak wyłącznie swoją umysłową pracą, że się ozwie do morderców, którzy wtargnęli do jego mieszkania: „Nie chciejcie mi psuć moich rysunków”.

 Tymczasem u św. Pawła spotykają się ze sobą i w największej zgodzie wspólnie żyją w jego duszy: najbardziej oderwana spekulacja i najpełniejsze życie czynu, związane ze sobą do tego stopnia, iż gdybyśmy nie znali Listów Apostoła, to nigdy byśmy nie pomówili jego umysłu o tak oderwane i tak głębokie koncepcje.

 Możnaby powiedzieć, że się on nieomal przepala cały w niespożytej działalności. On to przygotowuje prace dla pierwszych soborów; buduje i tworzy kościoły; przepowiada Ewangelję i kształci ucznie dla posługi Chrystusowej , a mnoży się tak w swej działalności, że cały świat ówczesny znaczy ślady dróg jego. Dzieło św. Pawła jest rozpięte pomiędzy Europą a Azją, Rzymem a Efezem, Palestyną i Hiszpanją. On się tak ugina pod ciężarem i nawałem pracy, iż sam wyznaje, jaki to bezmiar wysiłków go tłoczy w ustawicznej trosce o wszystkie kościoły: przygniata go nieomal zupełnie ta troska, którą on zwie: „Sollicitudo omnium Ecclesiarum ”.  A kiedy go dniem i nocą nadmiar trosk i prac wyczerpuje, wtedy to jeszcze kradnie sobie czas, ażeby tkactwem zarabiać na swe utrzymanie, gdyż nie chce zależeć od nikogo.


***

 Cała zaś ta działalność Pawłowa najeżona jest kolcami i cierniami, i to jeszcze jakiemi! Przejścia jego są tak tragiczne i wstrząsające, niebezpieczeństwa tak wielkie, że choćby jeden tylko taki kataklizm, jakich cały legjon był tłem jego historji, już zdolny był powalić go i zmiażdżyć.

 Proszę posłuchać, ile to tragizmu jest w suchym, nieomal cyfrowym katalogu przejść, jakie św. Paweł opisuje; gdyby to nie była historja najautentyczniejsza, myślałby kto, że to jakaś opowieść z tysiąca i jednej nocy, o przejściach i przygodach Apostoła.

 Śmierć nie zadowoliła się tem, ażeby ustawicznie zaglądać mu w oczy, ale pastwiła się nad nim przez lata, niby zwierz drapieżny, który wpiwszy w swą ofiarę pazury, puszcza ją wolno, ażeby znowu jej dopaść, i tak śmierć powolną a okrutną na raty rozdzielić.

 Od Damaszku do mamertyńskiego więzienia, droga życia Pawłowego zasłana jest krwawemi widmami śmierci, wgryzającej się w jego ciało i duszę raz po raz.

 Pierwsza stacja jego nawrócenia — Damaszek, jest i pierwszą jego stacją krzyżową, bo już nienawiść żydów od pierwszej zaraz chwili godzi nań: „Radę uczynili żydzi — pisze jego historyk Łukasz, ażeby go zabili”. Ledwo uniknął Paweł zasadzki i umknął do Jeruzalem, a już spiskowcy, czyhający na niego, tam są. I znowu Łukasz notuje: żydzi „szukali, aby go zabić”.

 W Antjochji rozjuszony tłum wyrzuca go z miasta; w Ikonium chcą go kamienować. Ale dotąd jeszcze były to tylko skrytobójcze siłowania; lecz już w Listrze jest Paweł kamienowany i oprawcy tylko dlatego zaprzestają swego dzieła, gdyż sądzą, iż ich ofiara już nie żyje. W Filippach smagany jest rózgami, a potem w trącony do więzienia. W Efezie złotnicy czując, że wpływ św. Pawła psuje im dochody z wyrobów statuetek Djany efeskiej, podburzają przeciwko niemu tłum. A potem znowu bity jest św. Paweł przez żydów w Jeruzalem. Niedokończone żniwo śmierci podejmuje na nowo przysięga żydów, że pokarmu nie tkną, póki nie zabiją Pawła; a potem ciągnie się jego krwawy szlak poprzez dwuletnie więzienie w Cezarei, podróż do Rzymu w okowach, rozbicie na morzu, aż wreszcie dosięgnie go ostatni etap męczeńskiego życia — mamertyńskie więzienie i śmierć pod rzymskim toporem . Cóż to za straszliwe martyrologjum.

 Całe życie apostolskie św. Pawła przewija się po krawędzi między życiem a śmiercią, tak, że zawołać on może o sobie: „ąuotidie m orior”; śmierć ustawicznie igra z jego życiem, a pośród straszliwych jej igrzysk, on ku niej wyciągać będzie ręce i wołać: „Umrzeć mi jest zysk”, „Mihi enim mori lucrum est” 

 Ale niechaj nas raczej wyręczy w tej ponurej opowieści sam Paweł św., który ułożył katalog liczbowy swych straszliwych przejść. Oto są te nagie fakta, podane przez niego, które wyglądają na jakieś streszczenie sumaryczne dzienniczka jego misyjnych podróży:

 „W trudach bez liczby, w ciemnicach bez końca, w chłostach bez miary, w niebezpieczeństwach śmierci bardzo częstych.Od żydów wziąłem pięć razy po czterdzieści plag bez jednej. Trzykroć byłem smagany rózgami, raz byłem kamienowany, trzykroć doznałem rozbicia się okrętu; cały dzień i noc całą byłem na głębi morskiej; w podróżach częstokroć, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójów, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi: w pracy i umęczeniu, w czuwaniach nocnych, częstokroć w głodzie i w pragnieniu, w postach częstokroć, w zimie i nagości”.

 I pomyśleć dopiero, że żadnemu z tych niebezpieczeństw i przejść św. Paweł nie ustępował z drogi, owszem, sam ich szukał nieraz i na nie się narażał, staczając walkę z własnem tkliwem i wrażliwem sercem.

 Oto jeden z licznych przykładów. Wybiera się on w drogę do Jeruzalem, tak mu nienawistnej, tak wrogiej, tak ustawicznie dybiącej na niego i na życie jego i odzywa się wówczas do swoich: „A oto teraz ja, gnany Duchem, udaję się do Jerozolimy, nie wiedząc, co mnie tam czeka, z tym wyjątkiem, że Duch św. w każdem mieście mi zaświadcza, mówiąc, że więzy i utrapienia czekają mnie w Jerozolimie. Ale za nic sobie tego nie ważę, ani życia swego wyżej nad siebie nie cenię, bylebym tylko dokonał biegu mego i posługi słowa, które otrzymałem od Pana Jezusa, by głosić Ewangelję Łaski Bożej”.

Autor Dziejów Apostolskich dodaje do tej sceny jeszcze inną niezmiernie rzewną i wzruszającą. Jest to scena pożegnania najbliższych przyjaciół św. Pawła , którym on powiedział, że już więcej oblicza jego oglądać nie będą. Jednak grono jego najbliższe dowiaduje się od proroka, że ich najdroższego Mistrza mają w Jeruzalem spętać i poganom oddać; w tedy uczniowie jego poczną św. Pawła zaklinać, ażeby poniechał swego planu podróży do Jeruzalem i tam się nie wybierał. W odpowiedzi, jaką daje św. Paweł swym przyjaciołom, znać jego całą duszę. Odmalował on siebie samego w swem czułem i wrażliwem sercu na płacz i zaklinania przyjaciół, ale i w swej nieugiętej woli, która z walki z własnem sercem wychodzi zwycięsko.

 Pisze autor Dziejów: „Paweł odezwał się w tedy i rzekł: Co czynicie? Czem u płaczem rozdzieracie mi serce? Ja bowiem dla imienia Pana Jezusa gotów jestem nietylko na więzy, ale i na śmierć w Jerozolimie”. 

 Ale św. Paweł sam nam poddaje motto i hasło swego życia wnętrznego w przedziwnej równowadze wszystko odczuwającego serca i niezłomnej woli; pisze on do Koryntjan: „We wszystkiem ucisk cierpimy, ale na duchu nie upadamy; bywamy w biedzie, ale nie rozpaczamy; prześladowanie znosimy, ale nie jesteśmy opuszczeni; bywamy powaleni, ale nie giniemy”.

 I dochodzi on do tego stanu duszy, w którym przeciwności i cierpienia, zamiast pomnażać mu smutku, przymnażają mu tylko wesela. Wesele zaś to wnętrzne jest u niego tak obfite, że jeszcze innych niem obdziela: „Lecz gdybym i krew moją przelał w dodatku do ofiary i do świętej służby wiary waszej, — pisze on do Filipian,— cieszę się z tego .. A i wy... radujcie się razem ze mną”.

 I kto wczytał się w jego Listy, temu się udziela z tych kart tchnienie przebogate wesela, które się nieraz kojarzy u św. Pawła z dobrotliwym humorem i dowcipem.

Oto są najwyższe już trofea nieugiętości i męstwa, które nie ostawiając nic w sercu jego z lęku, czy małoduszności, zapaliły tę duszę żądzą cierpień, a przepełniły ją w Krzyżu radością i szczęściem.

Abp. Józef Teodorowicz ,,Św. Paweł, Apostoł Narodów" str. 4-8

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Nowy, 8 (III AD 2020) numer "Myśli Katolickiej - Organu Katolików Świeckich" (V — VI AD 2020).


Niniejszym oddajemy do rąk naszych czytelników kolejny, ósmy już numer naszego małego czasopisma świeckich katolików w Polsce. Zachęcamy wszystkich czytelników do lektury.

W numerze między innymi:

Od redakcji.

Wizyta J. Exc. x. Bp Donalda H. Sanborna w Polsce

„Kanonizowana” Msza i abp Lefebvre

110. rocznica koronacji Jasnogórskiego cudownego Obrazu N.M.P.

Najśw. M. P. Współodkupicielka, Wszelkich Łask Pośredniczka. Św. Pius X.

Przemówienie Prymasa Hlonda o masonerii.

Święcenia Kapłańskie A.D 2020 w seminarium na Florydzie

Wszystkie osoby zainteresowane otrzymaniem papierowej lub cyfrowej wersji tego numeru jak również otrzymywaniem prenumeraty kolejnych numerów (cyfrowej bądź papierowej) proszone są o kontakt na adres e-mail naszej redakcji: myslkatolicka@gmail.com .

Serdecznie zapraszamy do kontaktu i współpracy wszystkich ludzi dobrej woli!