Katolicyzm ma własność pionu – odchyleń nie znosi.
Cytaty na nasze czasy:

"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. [...]"

(Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r. - Testament duchowy św. Piusa X)

sobota, 4 września 2021

Jak powstało Arcybractwo Paskowe Pocieszenia Najświętszej Panny

II.

Jak powstało Arcybractwo Paskowe
Pocieszenia Najświętszej Panny.




Jużeśmy słyszeli słowa Chrystusa Pana: „Niech będą przepasane biodra wasze, i pochodnie gorejące w rękach waszych." Święty Augustyn był przepasanym, jak wyżej podaliśmy, czarnym pasem skórzanym w celu uśmierzenia pożądliwości cielesnych.

Święty Augustyn pragnął, aby też inni pokutne życie prowadzili i aby na znak umartwienia taki pasek nosili. Zaraz po nawróceniu swojem i przyjęciu Chrztu św. prowadził z przyjaciółmi swymi życie wspólne, życie zakonne i pełne umartwienia. Przez takie wspólne życie odnowił czasy Apostolskie, bo w tedy wierni trwali w nauce Apostolskiej i w uczestnictwie łamania chleba i w modlitwach, i Wszyscy też którzy wierzyli, byli pospołu: i wszystko mieli wspólne. (Dzieje. Ap. 2. 42 sq.)

Święty Augustyn przedewszystkiem kleryków, to jest tych, którzy się gotowali do stanu kapłańskiego lub już byli kapłanami, około siebie zgromadzał i życie zakonne z nimi prowadził. Klerykom w dwóch pismach przepisał reguły do życia zakonnego; nawet niektóre matrony obrały życie zakonne i przyjęły regułę przez świętego Augustyna im podaną. Zakonnicy, którzy poszli za przykładem i regułą św. Augustyna, nazywają się Augustyanie. Tak jak święty Augustyn nosił czarne szaty i był przepasany pasem, tak też Augustyanie i Augustyanki wzięli na się czarne odzienie i czarny pasek skórzany.

W późniejszym wieku wstąpił do zakonu Augustyanów święty Mikołaj z Tolentynu. Wielki ten sługa Boży słowem pałającem miłością Boga zachęcał wiernych do pokuty, do uśmierzania złych pożądliwości i zalecał im  na znak pokuty i umartwienia właśnie pasek czarny skórzany, jakim sam był przepasany. Przez świętego Mikołaja rozpowszechnił się zwyczaj przepasywania paskiem Augustyanskim świeckich ludzi i Papież Eugeniusz IV, który roku 1446 policzył Mikołaja w poczet świętych, ustanowił w Kościele Augustyanów w Bononi Bractwo noszących pasek św. Augustyna, św. Moniki i św. Mikołaja z Tolentynu. Bractwo Paskowe jest zatem bardzo dawne, bo istnieje od owego roku 1446.

Kilka lat później założył pewien pobożny Kapłan Marcin Vercelli także w Bononi podobne Bractwo Pocieszenia Najśw. Panny Maryi. Obydwa Bractwa, to jest Bractwo paskowe i Bractwo Pocieszenia, połączył w Bononii jenerał Augustyanów w jedno Bractwo. Ojciec św. Grzegorz XIII pochwalił to połączenie i nadał mu roku 1575 nazwę „Arcybractwa paskowego Matki Boskiej Pocieszenia."

Ojcowie święci obdarzyli Arcybractwo paskowe Pocieszenia Najśw. Panny bardzo licznemi odpustami, przywilejami i łaskami. Sam Papież Grzegorz XIII oświadczył, że: Arcybractwo Paskowe jest najpierwszem i najznakomitszem Bractwem ze wszystkich innych Bractw pobożnych.“ Papież Klemens X rzekł do pewnej osoby stanu wysokiego świeckiego: Przyjmij pasek św. Augustyna, bo Bractwo paskowe mieści w sobie najliczniejsze odpusty."

Liczne osoby stanu duchownego i świeckiego dały się zapisać do Arcybractwa paskowego Pocieszenia Najśw. Panny. Nosząc pasek na znak pokuty i umartwienia, tysiące wiernych dążyło do doskonałości Chrześcijańskiej i doznało pociechy Najśw. Panny w rozmaitych dolegliwościach ciała i duszy. Zalety i zaszczyty Arcybractwa Paskowego jeszcze jaśniej poznamy, gdy uważać będziemy następnie na odpusty i przywileje, jakiemi Kościół św. Arcybractwo Paskowe obdażył.


Źródło pociechy czyli Książeczka dla członków Arcybractwa, str.13-16

czwartek, 19 sierpnia 2021

Zamach na podstawy katolickiego małżeństwa

Zamach na podstawy katolickiego małżeństwa




Trzy czwarte katolickiej ludności w Polsce to nierówno 20, ale dokładnie 22 1/2 miljona katolików,
licząc w to i katolików greckiego obrządku. 
 
Tej olbrzymiej większości projekt nowej ustawy małżeńskiej, który ma wejść do Sejmu pragnie narzucić śluby cywilne i rozwody. Jeżeli Polska odpowiednio do tej większości ma być katolicka, jeżeli ta większość ma być nie tylko większością liczebną, ale także odpowiednio silną, to w Polsce nie powinna przejść żadna ustawa, sprzeczna z zasadami katolickiemi.
 
Zasady katolickie! Tu dotykamy najsłabszej i najsilniejszej strony naszego katolicyzmu. Najsłabszej - jeżeli idzie o nas, najsilniejszej -jeżeli idzie o zasady. Bo słabość jest w nas, a siła w zasadach.

Zasady są siłą człowieka, choć by były błędne, choćby nawet były przewrotne. Cóż dopiero, jeżeli i te zasady są bezwzględnie prawdziwe i szlachetne! Wtedy są podstawą stałego i silnego charakteru, a trwanie przy nich: nie będzie nigdy nazwane uporem, lecz stałością, nieugiętością, poświęceniem, bohaterstwem! Takimi byli ci, co wierzyli w zasadę wolności Polski i przy niej nieugięcie trwali aż do Więzienia, do wygnania, do odarcia z dóbr, do śmierci. A cóż, jeżeli te zasady są zasadami najwyższemi, najświętszemi, bo zasadami wiary, danemi i potwierdzonemi przez Boga, jeżeli są dla nas drogą, prawdą i żywotem? Wtedy nie tylko wzmacniają siłę naszego charakteru, ale podnoszą go na dostojny stopień religijności i na jeszcze wyższy - świętości. Takimi byli ci z podlaskiej ziemi, co krwią i życiem bronili swoich kościołów, i ci z chełmskiej ziemi, co z narażeniem życia po chrzest i ślub katolicki przekradali się przez granice.

Takich nam dzisiaj potrzeba w katolickim naszym obozie w Polsce. Bo o tem sam idzie katolicyzm, którego bronili ci sercem i wiarą prości unici. Ten sam! W zasadach wiary Kościoła nic się nie zmieniło. Sakrament małżeństwa nie przestał być sakramentem. Nierozerwalność węzła małżeńskiego nie przestała być zasadą naszej wiary. Rozwodów Kościół nie uznaje, jak nie uznawał. Każdy katolik jest wtedy katolikiem, jeżeli te zasady uznaje, bo od nich odstąpić mu nie wolno pod grzechem. Jeżeli byli sercem i wiarą prości unici, którym potęga rosyjska nie zdołała narzucić zasad obcej wiary» czyż dziś większości katolickiej w Polsce mniejszość zdoła narzucić śluby niekatolickie i niekatolickie rozwody?

Tak, zdoła, jeżeli w nas nie będzie siły, opartej na gruncie katolickich zasad. Tylko ludzie, broniący świętych zasad, bronią' się z wiarą i siłą. Chrystus szukał opoki pod fundamenty swego Kościoła i tylko twardej opoki nie przemogą bramy piekielne.

Po całej Polsce katolickiej Idzie wezwanie: Brońmy się! Brońmy niewzruszonych zasad naszego katolickiego życia. Brońmy podstaw zdrowego, społecznego życia, brońmy katolickiej rodziny, wobec Kościoła sakramentalnym węzłem połączonej i nierozerwalnej. Idzie bowiem czas ludzi silnych nie liczbą lecz zasadami głębokiej, niewzruszonej wiary ."Z wiary naszej wola nasza, z woli naszej czyn nasz będzie".


Przewodnik Katolicki. 1929 R.35 nr11, str.2 

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Św. Alfons Liguori: O miejscu właściwym do modlitwy myślnej

ROZDZIAŁ  V.

O miejscu i czasie właściwym do modlitwy myślnej.


1.
O miejscu.





Można odbywać modlitwę myślną wszędzie i na każdem miejscu: w domu i gdzie indziej, nawet chodząc albo pracując. Jakże wielu nie mogąc czynić tego inaczej, podnoszą myśli serce swoje do Boga i modlą się myślą, nie odrywając się pomimo tego od swoich zajęć, od jakowej roboty, a nawet podróżując. Kto szuka Boga, wszędzie i w każdej chwili Go znajdzie. 

Warunkiem zasadniczym, niezbędnym, do tego aby z Bogiem rozmawiać, jest usamotnienie serca, bez czego nie przydałoby się na nic albo na mało udać się na miejsce najsamotniejsze. "Na cóż się przyda samotność zewnętrzna", powiada święty Grzegorz ,,jeżeli nie będzie wewnętrznej?" Lecz aby zażywać samotności serca, zawisłej na tem, aby się otrząsnąć z myśli i uczuć ziemskich, nie koniecznemi są puszcze i jaskinie. Ci, którzy zmuszeni są mieć do czynienia ze światem, byle mieli serce wolne od upodobań światowych, mogą dochować wszędzie, nawet wśród wrzawy ludnego miasta i w ciągu najrozmaitszych zajęć, samotność serca i zjednoczenie z Bogiem. Żadne zajęcie mające na celu spełnienie woli Bożej, nie narusza samotności serca. Święta Katarzyna Seneńska była sercem ciągle zjednoczona z Bogiem, wśród zajęć gospodarskich, któremi ją rodzice u myślnie ciągle obarczali, aby ją oderwać od ćwiczeń pobożnych. Krzątając się około gospodarstwa domowego, ciągle była zamknięta w samotni swego serca, które nazywała swoją celką, i w niem ani na chwilę nie przerywała rozmowy ze swoim Boskim Oblubieńcem.

Wszakże ,jeśli to jest możliwem, należy dla odbycia modlitwy myślnej wybrać sobie miejsce spokojne. Zbawiciel powiedział: Ty zaś, gdy modlić się będziesz, wejdź do komnaty twojej i zamknąwszy drzwi, módl się Ojcu swojemu w skrytości. -"Cisza i uspokojenie się zdała od wszelkiego zgiełku" pisze święty Bernard, "podnosi duszę do Boga i nie jako zmuszają rozmyślać nad tem, co niebieskie."

Lecz najwłaściwszym miejscem na odbywanie modlitwy myślnej jest kościół. Zdaje się, że Pan Jezus w szczególny sposób łaskawie wysłuchiwać raczy prośby, które do Niego zanosimy przed przenajświętszym Sakramentem; gdyż zwykle tam On najobficiej udziela światła i łask Swoich, odwiedzającym Go w tej tajemnicy utajonego. Przebywa On na ołtarzach nie tylko na to, aby być pokarmem dusz przyjmujących Go w Komunii świętej, lecz oraz aby w każdej chwili być dostępnym dla każdego spragnionego Jego obecności. Pobożni pielgrzymi udają się do świętego domku Loretańskiego, w którym za życia Swego przebywał Pan Jezus; a także i do Jerozolimy, gdzie umarł na krzyżu. Lecz do jakże tem gorętszego uczucia pobożności powinniśmy się pobudzać, gdy się znajdujemy przed ołtarzem, na którym osobiście przebywa tenże Pan nasz, który żył niegdyś na ziemi i umarł na Kalwaryi! Nie każdemu wolno rozmawiać z mocarzam i ziemskimi; lecz wszyscy i najznakomitsi i najprostsi ludzie, bogaci i ubodzy, rozmawiać możemy ile razy nam się to spodoba, z Królem niebieskim w przenajświętszym Sakramencie obecnym, a możemy tam obcować z Nim tak długo jak się nam to spodoba, przedstawiać Mu nasze potrzeby, i prosić Go o łaski. Tam Pan Jezus udziela posłuchania wszystkim, wysłuchuje i pociesza każdego który Go wzywa.



Św. Alfons Liguori. ,,O modlitwie myślnej czyli medytacyi " str.108-113

środa, 11 sierpnia 2021

Za Boskiego Króla. "Głos Karmelu.

ZA BOSKIEGO KRÓLA

"GŁOS KARMELU"






To nie legenda.

To nie jedno z tych zmyślonych opowiadań, pełne upiększeń, aromatycznych woni sztucznej dramaturgii.

To fakt historyczny naszych dni.

I.


Brudna izba jednego z niezliczonych więzień w Meksyku. Na ławie siedzi młody jeszcze mężczyzna p. Betanzos. Głowa wsparta na dłoniach, twarz zdradza bolesną walkę wewnętrzną.

To walka straszna!

Był zdrowy, szczęśliwy. Założył miłe gniazdko rodzinne. Czuł w sobie siły, energię do pracy, żywił tak słodkie nadzieje...

Nagle... ostatniej nocy do mieszkania wpadają zbiry, wysłannicy tyrańskiego rządu meksykańskiego i zakuwają go w kajdany jak zbrodniarza.

Krótki sąd na policji i... Betanzos skazany na śmierć za "zbrodnię", że... spełniał praktyki swej wiary katolickiej!

I teraz czeka na spełnienie wyroku.

Tam, w miłym domku została młoda żona i jedyny 8-letni synek. Dziecko ukochane, radosne jak kwiatek wiośniany... już go nie zobaczy.

Piersią ojca targnął bolesny szloch. To wszystko musi opuścić, teraz... gdy radośnie zaczął kosztować szczęścia... Ból wciskał się coraz głębiej w duszę.

Po co Bóg dopuszcza to straszne nieszczęście? Dlaczego pozwala, by garstka katów znęcała się nad tylu milionową ludnością katolicką, by brutalną stopą deptała kwiaty niewinnego szczęścia? Dlaczego on sam ma tracić młode życie? Dlaczego? – – –

Serce tłukło się gwałtownie, w głowie wirowały myśli, czuł że traci siły i moc wiary...

Na próżno rzucił się na kolana, starał się modlić, w myślach podniosłych znaleźć ukojenie... Natura, pragnąca życia stawiała opór nieprzezwyciężony.

Twarz Betanzosa oblał zimny pot.

O gdyby można było przyjąć Komunię świętą... wtedy nie zabrakłoby siły...

Za ścianą dały się słyszeć kroki... pewnie kaci już idą. Podszedł gorączkowo do okna i zobaczył... swą starą poczciwą służącą. Wyciągała z zawiniątka posiłek dla niego. Nie takiego pokarmu on łaknie!

Szybko wyciągnął notes i napisał tylko te słowa: "Przyślijcie mi Komunię świętą, potrzebuję siły, by umrzeć".

Rzucił przez okno kartkę. Służąca uchwyciła ją i oddaliła się szybko.


II.

Prowizoryczna kapliczka w piwnicy domu.

Na ołtarzu płoną cicho świece... Kapłan sędziwy sprawuje Najświętszą Ofiarę. Gromadka wiernych tonie w cichej modlitwie.

Tuż przed ołtarzem klęczy młoda niewiasta z małym chłopczykiem. Twarz jej blada, oczy zwracają się co chwilę na dziecko, które klęczy nieruchomo, zatopione całe w modlitwie.

To żona p. Betanzosa ze swym synkiem, który dziś ma przyjąć po raz pierwszy Komunię świętą.

Po Agnus Dei, kapłan zwraca się do chłopczyka z rzewnymi słowy: "Po raz pierwszy wstępuje Jezus do twego serduszka, a z Nim zstąpi na ciebie moc, która ci pomoże wszystko znieść, nawet życie poświęcić i to może niedługo... dla swej wiary. Gdy Jezus już będzie w twym sercu, drugą Hostię złożę na twej piersi, byś Ją zaniósł swemu ojcu, który tam w więzieniu czeka na ten «Posiłek»...".

Matka wybucha płaczem. Chłopczyk zbliża się do ołtarza... Jezus wchodzi do jego duszy...

Po Mszy św. kapłan składa Hostię Najświętszą spowitą w maleńkim korporale na piersi chłopca.

"Idź dziecko, bo czas nagli. Ojcu twemu bardzo trzeba siły!". Uścisk i gorący pocałunek matki i chłopczyk, cały rozpromieniony, odchodzi szybko.


III.


Przed więzieniem przechadzają się żołnierze pełniący straż. Do nich zbliża się chłopczyk.

– Czego chcesz tutaj? – pyta jeden z nich.

– Chcę pożegnać tatusia.

– Jeszcze co!

– Bardzo proszę pana.

– Obejdziesz się bez tego.

Snać jednak nie był to zły człowiek, bo wkrótce wpuścił chłopczyka na dziedziniec więzienia.

Tutaj pełno żołnierzy o zbójeckim wyglądzie, bo też większość z nich to same męty społeczeństwa i opryszki, znajdujący tani chleb u władzy meksykańskiej, bo stanowią jej głośną podporę. Słychać przekleństwa, ordynarne żarty, rozbestwione śmiechy. Chłopczyk zbliża się do bramy.

– Czego chcesz? – pyta strażnik.

– Chcę pożegnać tatusia.

– Ha, ha, takiś czuły.

– Bardzo proszę pana.

– Wynoś się stąd, bo nie można.

Zbliżają się zewsząd zbiry i otaczają chłopczyka, który drży cały ze strachu, by nie odkryli jego skarbu.

– Bardzo proszę pana, tatuś jutro ma umrzeć... już go nie zobaczę.

– Za co ma umrzeć?

– Bo jest katolikiem.

– Dobrze mu tak, precz z Kościołem i z Bogiem! – wołają zbiry.

– A tyś też katolikiem? – pyta dalej jeden chłopca.

Dziecko podnosi dumnie głowę:

– Jestem katolikiem i zawsze będę!

– Czekaj, my cię oduczymy tej zuchwałości, wołaj zaraz: "precz z Kościołem, niech żyje Calles!".

Chłopczyk milczy.

– Powtórz, precz z Kościołem, słyszysz?

– Nie powiem nigdy tego!

– Nie powiesz? – brutalna łapa wymierza policzek chłopcu.

– Powtórz, precz z Kościołem.

– Niech żyje Kościół! – woła chłopczyna.

Spadają jeden po drugim policzki, uderzenia ciężkich pięści, barbarzyńskie znęcanie się tych zwierząt dzikich, nad niewinnym jagniątkiem.

Od ciężkich uderzeń, oczy, usta, nos chłopczyny nabiegają krwią, przyciska coraz mocniej swój skarb do piersi, wreszcie chwieje się i upada, szepcąc: "Niech żyje Chrystus-Król!".

– Teraz trzeba go zaprowadzić do ojca, niech się z nim pożegna – mówi któryś ze zbirów. Chwyta ordynarnie dziecko za szyję, wchodzi do gmachu i wrzuca go do izby, gdzie był zamknięty p. Betanzos.

Przerażony ojciec podnosi dziecko, cuci... chłopczyk podnosi oczy, poznaje ojca... Odrywa ręce od piersi i szepce: ko... mu... unia... Ojciec rozpina koszulę dziecka, widzi białe zawiniątko... Zrozumiał wszystko!...

Rzuca się na kolana, całuje bohaterskie dziecko. Oczy chłopczyka błyszczą na chwilę blaskiem szczęścia i radości, poczym zamykają się... na zawsze.

A ojciec z niepokalanego ołtarza męczeńskiej piersi swego dziecka wziął Komunię św., by Nią umocnić swą słabnącą duszę.

I nie zabrakło mu siły!

Z pogodnym obliczem, z okiem błyszczącym radością i świętą dumą męczeństwa stanął pod murem, naprzeciw luf karabinowych. Przed samym rozstrzelaniem wołał jeszcze donośnie: Niech żyje Chrystus-Król!

A gdy przeszyte kulami ciało zwaliło się na ziemię, dusza podążyła radośnie tam, w ojczyznę niebieską. A naprzeciw niej wyszła z powitaniem duszyczka bohaterskiego dziecka.


* * *

To nie legendy, to fakty.

Dzieje pierwszych wieków chrześcijaństwa powtarzają się, sceny katakumbowe wracają...

Chrystus jednak niezwyciężony, prześladowanie łamie tylko słabych, oczyszcza ziarno z plew.

Bądźmy więc gotowi, by w razie potrzeby stanąć po stronie bohaterów!

K. b.


–––––––––––



"Głos Karmelu". Miesięcznik szkaplerzny zakonu OO. Karmelitów Bosych w Polsce pod patronatem świętego Józefa i świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Rok IX. Nr 10. Październik 1935, ss. 334-336. (1)

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).



Z:  http://www.ultramontes.pl/za_boskiego_krola.htm?fbclid=IwAR206376GiYBeanOsdwVa23GMgZ5l7-6oBWQh_arxwdDoWOVQHRRpITi3JU

sobota, 24 lipca 2021

Komunikat nr. 5 Stowarzyszenia na Rzecz Kultury i Tradycji im. ks. dr Piotra Semenenko, z dnia 24 lipca AD 2021.

Tekst na portalu "Stowarzyszenia im. Ks. Goliana", którego nazwa bezprawnie
podszywa się pod "Myśl Katolicką". Artykuł ten pochodzi z maja 2018 roku,
a więc z okresu najbardziej zmasowanych ataków na wiernych w Polsce,
x. Rafała Trytka ICR i jego katolicki Apostolat.


 W dniu wczorajszym, tj. 23 lipca AD 2021 na stronie internetowej Sedevacante.pl (strona x. Rafała Trytka ICR) ukazał się artykuł pt. Sprostowanie kilku błędnych pojęć o tezie z Cassiciacum. Nie podano źródła tego tekstu, ale wiadomo że pochodzi on ze strony internetowej niesławnego Stowarzyszenia im. ks. Zygmunta Goliana, używającej nazwy "Myśl Katolicka". Pod tym tekstem, nie znalazł się żaden przypis ani informacja, że nazwa ta jest myląca, gdyż strona ta nie miała i nie ma nic wspólnego z jedynym istniejącym w Polsce pismem "Myśl Katolicka – Organ Katolików świeckich", które jest jedyną kontynuacją przedwojennej Myśli Katolickiej, jest zarejestrowane sądownie, oraz zostało utworzone z aprobatą x. Rafała Trytka w 2018 r., który otrzymuje do rąk własnych każdy numer tego czasopisma. Jako Redakcja oświadczamy, że nie mamy i nigdy nie mieliśmy nic wspólnego z osobami związanymi ze "Stowarzyszeniem x. Goliana", bezprawnie używającym nazwy "Myśl Katolicka", a dalsze powielanie tego typu tekstów, bez należytego sprostowania, uznajemy za wprowadzające w błąd, oraz krzywdzące wobec naszej Redakcji, która nigdy nie zniżyła się do poziomu dawnej grupy pana Łukasza Paczuskiego, odpowiedzialnego za brutalne paszkwile i ataki na wiernych katolików integralnych w Polsce oraz na samego Kapłana, x. Rafała Trytka ICR, których apogeum miało miejsce w roku 2018, a które skończyły się publicznym oświadczeniem wydanym przez x. Rafała Trytka, w którym zabronił on jakiejkolwiek współpracy z grupą pana Paczuskiego, pod groźbą nie dopuszczenia do Komunii Św. (http://sedevacante.pl/teksty.php?li=67). X. Rafał Trytek pisał m.in. : „Dlatego wzywam wiernych, którzy do tej pory – być może w dobrej wierze – wspierali ten portal, aby natychmiast zaprzestali wszelkiej współpracy z jego redakcją pod groźbą niedopuszczenia do Komunii Świętej.” Czy zamieszczanie tekstu, stanowiącego de facto atak na jednego z najbardziej zaangażowanych wiernych, związanych praktycznie prawie od samego początku z Apostolatem Katolickim w Polsce x. Rafała Trytka (chodzi o pana redaktora Tomasza Jazłowskiego, teologa), można określić mianem współpracy z redakcją tej strony? Czy ten tekst został umieszczony na stronie Sedevacante.pl za zgodą i wiedzą x. Rafała Trytka? Czy może strona padła ofiarą ataku hackerskiego, bo w żaden inny, racjonalny i logiczny sposób nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tej kuriozalnej sytuacji, która może spowodować wyłącznie dalsze, niepotrzebne podziały i konflikty w środowisku Katolików Rzymskich integralnych (sedewakantystów) w Polsce.

środa, 21 lipca 2021

Hilaire Belloc: Przyczyny Rewolucji Francuskiej




Wstęp


 Celem tych kilku stron nie jest raz jeszcze streścić historię Rewolucji Francuskiej: kto chce, może znaleźć takie streszczenie w jednym z setki przynajmniej podręczników. Chodzi raczej o to, by – jeśli to możliwe – wyjaśnić angielskiemu czytelnikowi jej przyczyny; tak, aby mógł pojąć zarówno czym Rewolucja naprawdę była, jak i w jaki sposób przebiegała, i dlaczego sprokurowała takie właśnie a nie inne problemy, do tej pory przeciętnemu Anglikowi kompletnie nieznane.

 Po pierwsze, zatem, konieczne należy wyłożyć, tak prosto, jak tylko się da, z pominięciem jej współczesnych mutacji, teorię polityczną, stanowiącą dla Rewolucji swego rodzaju religię i źródło siły motywnej; energii, z której wziął się tak nowy kodeks cywilny, jak i masakry; tak dynamiczna zmiana społeczna, którą udało się przeprowadzić, jak i rażące niepowodzenia w szczegółach aplikacji, które do dziś kładą się cieniem na tym wielkim dziedzictwie.

 Następnie, należy przedstawić zwięźle zarówno łańcuch najważniejszych momentów tamtej historii, jak i sposoby, w jakie momenty te zazębiały się i wynikały z siebie – przedstawić je nie, powtarzam, w formie kroniki, ale rozprawy. Czytelnik musi wiedzieć nie tylko, że po nieudanej próbie ucieczki zaczęła się wojna, ale także jak i dlaczego się ona zaczęła. Trzeba mu zrozumieć nie tylko twardość rządów wielkiego Komitetu, ale również to, dlaczego Komitet rządził tak twardo, i z jakimi okolicznościami wojennymi miało to związek. Lecz aby ta metoda wyjaśnienia mogła zadziałać, trzeba również omówić losy i charaktery kilku przynajmniej najważniejszych postaci tamtego czasu, bez których Rewolucja nie potoczyłaby się tak, jak się potoczyła. Tak na przykład, gdyby królowa była z krwi czy serca choć trochę Francuzką, gdyby król zachował odpowiednią czujność, gdyby ktokolwiek poza nim zachował wierność starym ideałom religijnym, cała historia wyglądałaby zupełnie inaczej – i, krótko mówiąc, jeśli chcemy zrozumieć przebieg i dramat tamtych wydarzeń, musimy zrozumieć także ludzi, którzy je tworzyli.

 Później, czytelnik naprawdę zainteresowany tym kluczowym momentem historii Europy powinien pojąć (do czego zdecydowanie zbyt rzadko ma okazję) naturę jego aspektu militarnego; trudność z tym związana bierze się z dwóch przyczyn: po pierwsze, z tego, że historycy, nawet jeśli uznają wagę militarnej strony tego lub innego zjawiska dziejowego, traktują ją po macoszemu, i wydaje im się, że jedyne, co muszą zrobić, to sporządzić listę kilku ważniejszych zwycięstw i większych operacji. Tymczasem, militarny aspekt dziejów to nie zwycięstwa i operacje, lecz kampanie, których poszczególne działania wojskowe – jakkolwiek byłyby istotne – stanowią ledwie przypadkowe części. Innymi słowy, aby zrozumieć jakieś dzieje z militarnego punktu widzenia, czytelnik poznać musi przede wszystkim ruchy i charakter zmagających się armii, to zaś ma szansę uczynić ledwie bardzo rzadko. Po drugie, historycy nasi, nawet gdy faktycznie rozumieją sprawy militarne, nieczęsto pokazują je w szerszym kontekście. Pisze albo historię wojenną, albo polityczną czy społeczną – i czytelnik nie jest w stanie dostrzec, w jaki sposób te dwa aspekty się zazębiają.

 Rewolucja natomiast, bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie historii współczesnej, zależała od spraw militarnych, i przez ich pryzmat właśnie się tłumaczy. To dokładnie z tego względu tak dużo miejsca poświęcono tutaj omówieniu tego konkretnego przedmiotu.

 Bez wątpienia zwróci uwagę czytelnika fakt, że spór Rewolucji z Kościołem Katolickim również potraktowany został bardzo poważnie. Tak mocne wyakcentowanie tego akurat aspektu zmagań rewolucyjnych istotnie może wydać się cokolwiek osobliwe, i wymaga – jak mniemam – słowa wyjaśnienia.

 Zachęcam Czytelnika, by, jeśli zechce, przemyślał dwie sprawy: że, po pierwsze, Rewolucja dokonała się w kraju, który w czasie wielkich wojen religijnych szesnastego i siedemnastego wieku zdecydowanie opowiedział się po stronie Rzymu; i że, po drugie, kraj ten zgodził się także na obecność wewnątrz społeczeństwa sporej grupy konwertytów, wiernych doktrynom reformacji.

 Fakt, że naród francuski zdecydował się, podczas kryzysu 1572-1610, zachować katolicką tożsamość pod zwierzchnością silnej władzy centralnej, to rzecz dla historii Francji absolutnie kluczowa. Podobnie jak obecność w życiu tego narodu bogatej, bardzo znacznej, i świetnie wykształconej społeczności dysydentów. Nigdzie indziej w Europie nie współistniały ze sobą dwa tak sprzeczne zjawiska. Ich wspólne oddziaływanie nadało historii politycznej Francji unikalny charakter, który wiek dziewiętnasty, w stopniu większym jeszcze, niż Rewolucja, wydobył na światło dzienne; i w opinii autora niniejszej książki, nie da się zrozumieć Rewolucji nie biorąc na serio, i to bardzo serio, kwestii religijnej.

 Jeśli można pozwolić sobie na wtręt osobisty, fakt, że autor ten samemu jest katolikiem, politycznie związanym mocno z doktryną Rewolucji, nie powinien pozostać przed Czytelnikiem ukryty. Ten zbieg okoliczności pozwolił mu bowiem być może wniknąć w problem głębiej, niż czynili to dotąd ci, którzy odrzucają w całości albo republikanizm, albo katolicyzm; wierzy on wszakże również, że nie pozwolił, by jakikolwiek czysto osobisty – a więc i emocjonalny – element wkradł się w tok jego badań i zmącił czystość opisu tego, co stanowi po prostu określony, obiektywny moment dziejów, kwestie danych raczej, niż opinii.

 Kilka lat temu jeszcze, kapitalne znaczenie sporu Rewolucji z Kościołem dało się kwestionować, a przynajmniej mogli to robić ci, którzy nie mieli z tym zjawiskiem żadnych osobistych doświadczeń, i nie znali jego kolosalnych skutków. Dziś, dalsze konsekwencje, a także wzmagająca się przemoc i wrogość sprawiają, że nie da się przedstawić tamtego okresu rzetelnie, nie zajmując się przy tym porządnie także i tą sprawą.

 Powyższy zarys wyjaśnia zarazem dobrze, dlaczego podzieliłem tę książkę tak, jak ją podzieliłem.


H. Belloc
King’s Land,
styczeń 1911


Hilaire Belloc ,,Rewolucja Francuska"

wtorek, 20 lipca 2021

Ks. Jan Komperda: Proroctwo o dokonaniach religii rozumowej.

Proroctwo o dokonaniach

religii rozumu

Ks. Jan Komperda




 Gdy słyszymy, że Apostołowie i inni Święci tak srodze byli na świecie męczeni, a byli to ludzie pobożni i cnotliwi; zachodzi pytanie i każdemu przychodzi ta myśl: za co świat tak męczył Apostołów? Czy zabili kogo? nie. Czy zdradzili jakie miasto lub naród? czy zapalili jakie miasto lub pobudzili do wojny? nie. Może uprowadzili jaką dziewicę królewską? nie. Czy zdradzili jaki sekret kraju, lub zrobili jaką rewolucję? nie. Za cóż tedy miano ich tak męczyć i w samej rzeczy męczono? jak im to przepowiedział Pan Jezus?

 Oto za prawdę. Za jaką prawdę? Oto za Boską prawdę, którą Pan Jezus z nieba przyniósł na ziemię, którą sam światu ogłosił, którą Duch Święty rozjaśnił, a Apostołowie z rozkazu Chrystusa Pana po całym świecie roznosić mieli. "Idźcie na cały świat, opowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, zbawion będzie; kto nie uwierzy, będzie potępiony". Otóż to, za świadectwo tej prawdy przeciwko grzesznemu światu, przeciwko jego błędom, przeciwko jego grzechom i bezbożności, przeciwko jego rozumowi światowemu, musieli Apostołowie ponieść śmierć męczeńską. Przeciwko tej prawdzie Boskiej czyli Ewangelii świętej, powstał rozum ludzki mędrców i filozofów i powstaje do dziś dnia, tocząc zaciętą walkę.

 Lecz rozum, jako światło od Boga człowiekowi dane, na ten cel jest mu udzielone, aby za pomocą tegoż prawdę wyszukiwał, bronił, od błędów i fałszów odróżniał, a postępując za jej torem, aby coraz więcej się doskonalił i stał się godnym nagrody Nieba. Jakże więc ten rozum, to światło przeciwne być może prawdzie Boskiej? Na ten zarzut tak się da odpowiedzieć: Rozum wsparty powagą Ewangelii św. mocen jest często zwyciężyć grzech i namiętności ciała; lecz rozum, nie mający lub nie uznający powagi Boskiej nad sobą, bardzo często staje się niewolnikiem zmysłów i całym światłem swym pomaga tylko zmysłom do grzechu... Rozum, jeżeli go owładnie pycha lub zarozumiałość, robi człowieka niereligijnym, niepobożnym i niewierzącym. Jeżeli rozum owładnie łakomstwo, robi człowieka oszustem, fałszerzem i kłamcą. Rozum pomaga złodziejowi odemknąć sztuczny zamek; rozum pomaga i wynajduje sposoby oszustwa i nieprawego zysku. Rozum wynajduje lubieżnikowi sposoby rozpusty, środki i sidła. Rozum, służący namiętnościom, wynajduje piekielne sposoby zemsty, swawoli i okrucieństwa. Rozum, przyćmiony cielesnością, sili się na bluźnierstwa, wzgardę i zwalenie tego wszystkiego, co święte, co Boskie; co rozświeca i gani sprawy jego. Rozum służka zmysłów jest nieprzyjacielem Ewangelii świętej; on wynajdywał sposoby katowni, aby zamknąć usta Apostołom, świadczącym i opowiadającym prawdę przeciwną zmysłami przyćmionemu rozumowi. Od Saduceuszów sekty istniejącej za czasów Chrystusa Pana, a nie wierzącej w nieśmiertelność duszy, aż do dzisiejszych nieprzyjaciół religii, przez 19 wieków taż sama jest walka, taż sama nienawiść przeciwko Ewangelii św. i jej opowiadaczom, tylko w różnych kształtach i różnych nazwiskach. Ciż sami są rozumowi nieprzyjaciele krzyża świętego; taż sama dążność, aby, gdyby się tylko udało zwalić Ewangelię św., a zaprowadzić równość i wolność wszystkiego; aby znieść grzech, dogadzając wszystkim namiętnościom i zaprowadzić religię rozumową, emancypowaną z pod powagi Boga.

 Lecz abyśmy tę walkę rozumu przeciw Ewangelii św. lepiej zrozumieli, przypatrzmy się jej w historii, w zdarzeniach prawdziwych. Oto uczony człowiek, nieprzyjaciel wielki religii katolickiej, a potem prawdziwy i gorliwy katolik La Harpe, Francuz, tak nam opisuje jedno zdarzenie w pamiętnikach swoich.

 Było to w r. 1788 blisko dwa lata przed rewolucją francuską, jeden z ministrów francuskich dawał obiad, na który najznakomitsze osoby z Paryża były zaproszone. Byli tam ministrowie, uczeni, jenerałowie, artyści, znakomite magnatki, damy; był także uczony i pobożny ksiądz, zwany Gacete, którego z żartu i urągania pospolicie Illuminatem św. Marcina nazywano. Już wtenczas religia rozumu szerzyła się gwałtownie po całej Francji; chwała Boga upadała coraz bardziej, a bezbożność i grzechy powstawały coraz silniej i śmielej. Przy stole czytano najrozpustniejsze wiersze, lecz żadna z dam na to się nie rumieniła. Jeden z gości opowiadał, jak jego służący już od dawna żadnych pacierzy nie mawiają; drugi opowiadał, jak jego kamerdyner żadnych obowiązków religii nie wypełnia i ma je za zabobon i tylko książkę Woltera czyta; inny mówił, że jego fryzjer zaręczał mu, że w żadnego Boga nie wierzy... Na te mowy uśmiechnął się przytomny ksiądz Gacete i z bolesnym westchnieniem tak się odezwał do tych, co go napastowali przy stole (że właśnie tacy, jak Jegomość zapaleńcy sprzeciwiacie się religii rozumowej): "Panowie! gorzko przypłacicie tę religię rozumową". Na to pan Condorcet powiedział: "Już ci takim fanatykom jak pan oświata rozumowa się nie podoba i przeciwnym jej jesteś". Na to odpowiada ks. Gacete: "Panie de Condorcet! ta religia rozumowa srodze cię ukarze; rozciągnięty na wilgotnym barłogu w więzieniu będziesz leżał konający i opuszczony, a i takiego jeszcze wywloką cię na rusztowanie i głowę ci odetną". Śmiejącemu się z takiego proroctwa p. Rumfort mówi ks. Gacete dalej: "Ty Panie Rumfort zadasz sobie 22 ran scyzorykiem w więzieniu, aby cię krew uszła, aby cię żywcem nie prowadzono na szafot; wszystko darmo i tobie odetną głowę; inny z was zażyje trucizny, aby umarł w więzieniu, lecz konającemu odetną głowę". Na to zawołał Bayly prezydent Paryża: "A mnie co się stanie i mym kolegom przy mnie siedzącym?". Odpowiada prorockim duchem ks. Gacete: "I ty panie Bayli i twoi koledzy wszyscy pójdziecie pod gilotynę". "A któż nas tak będzie mordował?" zapytali zdumieni goście. "Religia rozumowa", odpowiedział Gacete. "A o panu la Harpe (natenczas największym ateuszu) nic nie mówisz?" zawołali obecni. "Ten z łaski Boga nawróci się i umrze katolikiem".

 Roześmieli się na to obecni goście, mówiąc: "Jeżeli La Harpe się nawróci, to się twoje proroctwa spełnią". Tu się odezwał głos księżnej Gramont: "Ks. Gacete w gniewie swoim gotów nas nawet zastraszyć, że chociaż byśmy chcieli pokutować przy śmierci, nie będziemy mieli księdza do spowiedzi". Tu westchnął głęboko ks. Gacete, spojrzał w górę i rzekł: "Tej łaski Pan Bóg tylko jednej osobie udzieli" – "którejże? której?" zawołali wszyscy. "Tylko królowi", odrzekł uroczyście Gacete, a wszyscy zdumieni zamilkli. Rozgniewany gospodarz domu, zaczął wyrzucać niedorzeczność proroctwa ks. Gacete, że mu wesołość i dobry humor gości sparaliżował. Na to bierze tenże swój kapelusz i laskę, i chce wychodzić z balu; lecz księżna Gramont chcąc utrzymać wesołość w kompanii, woła: "Księże proroku, wszystkim wyprorokowałeś śmierć, oddalasz się, a o sobie nic nie powiedziałeś. Cóż się z tobą stanie?". Odwracając się ks. Gacete powiada: "Państwo czytaliście niektórzy opisanie oblężenia Jerozolimy przez Tytusa. Stoi tam, że przed upadkiem Jerozolimy jakiś człowiek obiegał po wałach miasta kilkanaście dni i napominał lud bezskutecznie i płakał, wołając: «biada wam, biada mnie»; śmiano się z niego, i miano go za człowieka pomieszanych zmysłów. Gdy tak jednego dnia powtarzał swoje wołanie, ogromny kamień wyrzucony z machiny przez oblegających Rzymian do miasta, ugodził go na wałach, i zaraz zabił. Tak się i mnie stanie". To powiedziawszy wyszedł z uczty, a opisujący to zdarzenie nawrócony La Harpe dodaje: że ta przepowiednia spełniła się całkowicie, i że mu ciągle tkwi w pamięci to straszne proroctwo.

 Ten to więc rozum, i religia rozumowa wymordowała przeszło milion ludności francuskiej; zniosła ołtarze Boga prawdziwego; zwaliła ambony, ofiary, dni święte; a zamiast najświętszych imion ubóstwiła naturę; zamiast świętych w kalendarzu zaprowadziła nazwiska roślin, kwiatów lub sprzętów; zamiast kościołów zaprowadziła targowice mąki, siana i słomy; zamiast czci Boga zaprowadziła cześć kobiety. Religia katolicka stała się zbrodnią, śmierci godną; a grzech zdrady, cudzołóstwa, stał się zasługą. Wiara upadła, cnota czystości wyśmiana; wolność i równość stały się hasłem wszystkich, a dopiero 25 lat prawie ciągłej wojny opamiętały kraj; naród wrócił nazad do wiary Chrystusa.


Ks. Jan Komperda

Kazania Parafialne na niedziele całego roku. Popularnie i obrazowo ludowi opowiadane. Ułożył Ksiądz Jan Komperda, Proboszcz w Podgórzu. Z przedmową Księdza profesora Antoniego Szlagowskiego. Tom I. Wydanie nowe poprawione. Warszawa 1902, ss. 343-348 (fragment Kazania na niedzielę 6-tą po Wielkiejnocy – O nieprzyjaciołach Ewangelii i którzy to są).

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono tytuł art. od red. Ultra montes).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pozwolenie Władzy Duchownej:


APPROBATUR.

Varsaviae die 19 Septembris (1 Octobris) 1901 a.

Judex Surrogatus

Canonicus Metropolitanus

Leopoldus Łyszkowski.

Secretarius, R. Lasocki.

N. 4355.


Z: http://www.ultramontes.pl/Proroctwo.htm?fbclid=IwAR0VHh5KMQstAefCv5IcZCUtUVyJzXDHlPDsX5foOjiz9wQgB2pL0nqsQ7c