Katolicyzm ma własność pionu – odchyleń nie znosi.
Cytaty na nasze czasy:

"Jeśli kiedykolwiek zetkniecie się z chlubiącymi się tym, że są wierzący, że są oddani Papieżowi, i chcą być katolikami, ale nazwanie klerykałami mają za największą obrazę, powiedźcie uroczyście, że oddane dzieci Papieża to ci, którzy są posłuszni jego słowu i we wszystkim go słuchają, a nie ci, którzy czynią zabiegi, by uniknąć wypełnienia jego rozkazów lub aby naleganiem godnym ważniejszych spraw wymusić na nim zwolnienia czy dyspensy tym boleśniejsze, im większe wyrządzają szkody lub zgorszenie. [...]"

(Fragment przemówienia św. Piusa X wygłoszonego do kardynałów na konsystorzu 27 maja 1914 r. - Testament duchowy św. Piusa X)

sobota, 30 kwietnia 2022

W jaki sposób można odróżnić objawienia Boskie od objawień nieprzyjaciela (Żywot św. Katarzyny ze Sieny)


85. Nie znaczy to, żeby to się Panu nie podobało. Sam pochwalił taki lęk, mówiąc: ,,Pielgrzym zawsze powinien trwać w lęku, jest bowiem napisane: ,,Szczęśliwy mąż, który stale żywi bojaźń" (Prz 28, 14). ,,Czy chcesz, zapytał, bym cię pouczył, w jaki sposób będziesz mogła odróżnić moje objawienia od objawień nieprzyjaciela?" Gdy z radością o to poprosiła, rzekł: ,,Byłoby łatwo przez wewnętrzne objawienie pouczyć twoją duszę, jak odróżnić jedno od drugiego, lecz żeby to było z pożytkiem nie tylko dla ciebie, ale także dla innych, chcę to uczynić przy pomocy słowa. Doktorzy, których o tym pouczyłem, słusznie twierdzą, że objawienie pochodzące ode Mnie na początku budzi lęk, potem jednak daje poczucie bezpieczeństwa. Zaprawione jest jakby goryczą, która przechodzi w słodycz. odwrotnie jest z wizjami pochodzącymi od szatana. Na początku cieszą, dają poczucie bezpieczeństwa, słodyczy, potem jednak budzą w sercu lęk i gorycz. Jest przecież prawdą, że moje drogi nie są jego drogami. Droga pokuty i moich przykazań na początku wydaje się przykra i trudna, lecz im dłużej się nią idzie, tym staje się słodsza i do pokonania. Natomiast droga wykroczeń na początku zdaje się być bardziej ponętna, ale z jej upływem coraz bardziej gorzka i przynosząca szkody. Chcę ci jednak dać inny jeszcze znak bardziej nieomylny i pewny. Uważasz to za pewne, że skoro Ja jestem prawdą, to zawsze z dawanych przeze Mnie objawień wynikać będzie w duszy lepsze poznanie prawdy. Ponieważ zaś owo poznanie prawdy jest dla niej bardziej konieczne - jeśli dotyczy Mnie i jej, to znaczy tego, by poznała Mnie i poznała siebie, a z takiego poznania wyniknie to, że siebie poniży, a Mnie wywyższy, co jest właściwym zadaniem - to jako konieczny skutek moich objawień będzie to, że dusza stanie się bardziej pokorna, lepiej widząca swoją małość i siebie poniżająca. Coś wręcz przeciwnego wynika z wizji, jakie powoduje szatan. Kiedy bowiem on, ojciec kłamstwa i władca nad synami pychy, nie może dać nic ponad to, co posiada, to zawsze z jego wizji będzie powstawać w duszy wielkie o sobie mniemanie, czyli dufność, co jest najpierwszym przejawem pychy, dusza będzie otyła i nadęta. Ty więc stale badając siebie, szybko będziesz mogła się przekonać, skąd wizja pochodzi: czy z prawdy, czy z kłamstwa. Prawda bowiem zawsze czyni duszę pokorną, kłamstwo zaś wbija ją w pychę". Katarzyna jako pilna i zdolna uczennica głęboko w swoim umyśle zapisała sobie tę naukę i mnie i innym po jakimś czasie ją przekazała, o czym z Bożą pomocą będzie niżej mowa.

Bł. Rajmund z Kapui ,,Żywot Św. Katarzyny ze Sieny", str. 105-107

środa, 27 kwietnia 2022

Ś.p. Bp. Daniel Dolan. In memoriam.

Na kilka godzin przed swoją śmiercią, Jego Excelencja x. Bp. Daniel Dolan zamieścił ten wpis na Twitterze, nikt za pewne wówczas nie wiedział, że są to jego ostatnie publiczne słowa, jego przesłanie, można wręcz napisać, duchowy testament. Jego ostatnia rada dla nas... Słowa te odnoszą się do Matki Bożej Dobrej Rady, do której miał szczególne nabożeństwo. Mater boni consilii, ora pro nobis, ora pro eis...

 Błogosławione Święto Matki Bożej Dobrej Rady! Jak Matka Boża pomagała i chroniła nas pod tym hojnym tytułem przez lata. Rozpoczęta dzisiaj nowenna kończy się 4 maja, w uroczystość św. Józefa, w dzień święceń naszych czterech księży: opatrznościowa pomoc dla wielu dusz. Módlcie się razem z nami!

Módlcie się również, aby Dobra Rada Matki Bożej pomogła uzdrowić bolesne podziały poprzez naprawienie obecnych błędów dotyczących Kościoła i papiestwa. Tylko Ona może pomóc, dlatego została nam podarowana. W ramionach trzyma Jezusa, Anioła Wielkiej Rady. Radź i chroń nas, prosimy Cię!

Matka Dobrej Rady zwana jest Madonną Papieży, ostatni, Pius XII, wziął ją za Patronkę swojego pontyfikatu. Choć dziś [wydaje się to] bardzo klerykalne, to nabożeństwo jest przykładem Apostolatu Świeckich: Petrucci, zamożnej wdowy, która sama pracowała nad naprawą starego sanktuarium…

Tymczasem w Albanii bohater narodowy Skanderbeg kochał ją czule, a dwaj świeccy podążyli za wizerunkiem Matki Bożej do Włoch, niezadowoleni, dopóki jej nie znaleźli. Naśladuj ich, podążaj za nią. Ona da ci Jezusa, Jej Wielką Radę. Zawsze pytaj: Mamo, co mam zrobić?

Ostatnie kazanie ś.p. x Bp'a Daniela Dolana, wygłoszone w Niedzielę Przewodnią, 24 kwietnia 2022 roku, w kościele św. Gertrudy Wielkiej w Cincinnati:


Dziś rano, w kaplicy szkolnej Akademii Królowej Wszystkich Świętych, prowadzonej przez Siostry św. Tomasza z Akwinu (pod dyrektywą J.Exc. x bp. Donalda Sanborna) została odprawiona Msza św. Requiem za spokój duszy Jego Ekscelencji Biskupa Dolana. Żałobną Mszę św. odprawił J. Exc. x Bp Józef Selway (którego ś.p. Xiądz Biskup Daniel Dolan był współkonsekratorem w lutym 2018 r.).

Źródło: https://www.facebook.com/sistersofaquinas

środa, 20 kwietnia 2022

KS. ANTONI CEKADA: STRESZCZENIE ,,CZY PAWEŁ VI „NIELEGALNIE PROMULGOWAŁ” NOVUS ORDO?"





Streszczenie


Po przedstawieniu tego, co dotyczy ustawodawstwa Pawła VI w sprawie Nowej Mszy, pragniemy w zakończeniu streścić to, co zostało powiedziane, a następnie podkreślić szczególnie jeden punkt.

Przeanalizowaliśmy twierdzenie wysunięte przez x. Laisney i niezliczonych innych tradycjonalistycznych pisarzy, że mianowicie Paweł VI narzucił Novus Ordo „nielegalnie” i wykazaliśmy to, co następuje:

1. Celem promulgowania prawa jest ukazanie woli nałożenia obowiązku przez prawodawcę jego poddanym.

2. W swej konstytucji apostolskiej Missale romanum, Paweł VI ukazał swą wolę narzucenia Nowej Mszy jako obowiązku. Jest to wyraźnie widoczne w dokumencie dzięki:


– co najmniej sześciu poszczególnym ustępom,

– standardowemu słownictwu prawa kanonicznego,

– „paralelom” z Quo primum,

– promulgacji w Acta Apostolicae Sedis.

3. Kostytucja apostolska Pawła VI wyraźnie zniosła (wycofała) Quo primum za pomocą standardowej klauzuli zwyczajowo używanej w tym celu.

4. Kongregacja Kultu Bożego (KKB) następnie promulgowała trzy dokumenty (które faktycznie są „dekretami powszechnymi”), które wdrażają konstytucję Pawła VI. Te dokumenty:


– narzucają Nową Mszę jako obowiązującą,

– zakazują (oprócz pewnych przypadków) starej Mszy,

– używają standardowego słownictwa ustawodawczego,

– wyraźnie stwierdzają, że posiadają zgodę Pawła VI,

– zostały prawidłowo promulgowane w Acta.


5. KKB wydała również notyfikację w 1974 r., która powtórzyła, że tylko Nowa Msza może być odprawiana oraz że stara Msza jest zakazana. Odrzuciła powoływanie się na „odwieczny zwyczaj” jako „roszczenie”. Dokument ten był deklaratywną interpretacją prawa, a jako taki nie musiał być promulgowany w Acta by wejść w życie.

6. Dokumenty wydane przez KKB były „autorytatywnymi interpretacjami prawa”, które, według kodeksu, miałyby „tę samą moc, co samo prawo”, ponieważ zostały wydane przez rzymską kongregację, „której prawodawca udzielił władzy interpretowania praw”.

7. Obiekcja przeciwko klasyfikowaniu prawodawstwa Pawła VI jako powszechnego prawa dyscyplinarnego, ponieważ nie obowiązuje obrządków wschodnich opiera się na niewłaściwym zrozumieniu terminu „powszechny”. Termin ten odnosi się nie do obrządku, ale do terytorialnego zasięgu prawa.

Nieuniknione konsekwencje

Ze wszystkich zatem wymienionych powodów, jeśli obstaje się przy tym, że Paweł VI był rzeczywiście prawdziwym Papieżem posiadającym pełną władzę ustawodawczą jako Wikariusz Chrystusa, trzeba także przyjąć to, co następuje, jako nieuniknione konsekwencje jego sprawowania władzy papieskiej:


  • Nowa Msza została legalnie promulgowana.
  • Nowa Mszą jest obowiązująca.
  • Msza tradycyjna została zakazana.


Jeśli ktoś pomimo tego upiera się, że Nowa Msza jest zła, logika zmusza do wyciągnięcia wniosku, który wiara i obietnice Chrystusowe wykluczają: Kościół Chrystusowy odpadł od wiary.

Bowiem Następca Piotra, który posiada autorytet Chrystusowy, użył tego samego autorytetu do niszczenia wiary Chrystusowej poprzez narzucenie Mszy, która jest zła. Dla takiej zatem osoby obietnica Chrystusa wobec Piotra i jego następców jest kłamstwem i oszustwem – bramy piekielne zwyciężyły.

* * * * *

To z kolei sprowadza nas z powrotem do punktu wyjścia naszego studium: zła Nowej Mszy oraz zasady, że Kościół nie może dawać zła.
Paweł VI zachował wszystkie prawidłowe formy prawne, których posiadający prawdziwą władzę papieską zwyczajowo używali, aby narzucić powszechne prawa dyscyplinarne. Kanonicznie dopiął wszystko na ostatni guzik.

Ale to, co Paweł VI narzucił było złe, świętokradcze, niszczące wiarę. I dlatego jako katolicy odrzucamy to.

Ponieważ wiemy, że autorytet Kościoła jest niezdolny do narzucenia złych praw powszechnych, musimy zatem dojść do wniosku, że Paweł VI, twórca złego prawa, rzeczywiście nie posiadał władzy papieskiej.

Bowiem, choć niemożliwe jest by sam Kościół odpadł od wiary, jest możliwe – jak nauczają Papieże, kanoniści i teologowie – by Papież jako jednostka odpadł od wiary i automatycznie utracił urząd papieski i autorytet.

Jednym słowem, gdy tylko uznamy, że Nowa Msza nie jest katolicka, uznajemy także, że jej promulgator, Paweł VI, nie był ani prawdziwym katolikiem ani prawdziwym Papieżem.


Źródło: http://www.traditionalmass.org/images/articles/P6Illegally.pdf

Bł. Rajmund z Kapui: O siostrach od Pokuty św. Dominika




 ROZDZIAŁ VIII

O Siostrach od Pokuty św. Dominika

 77. To, o czym chcę teraz poinformować chętnych czytelników, czytałem i słyszałem od ludzi godnych wiary z różnych części Italii, i o czym same za siebie mówią wspaniałe dzieła naszego świętego Ojca. Sam chwalebny zapaśnik katolickiej wiary i Chrystusa św. Dominik jako święty herold walczącego Kościoła, chociaż sam i przez swoich braci w Tuluzie i Lombardii zwalczał zwycięsko heretyków - tak że, jak to potwierdził sam papież, oficjalnie ponad sto tysięcy heretyków nawróciło się w samej Lobardii dzięki jego nauczaniu i cudom - to jednak zatruta doktryna heretyków tak owładnęła umysły ludzkie, że prawie wszystkie kościelne urzędy były zajęte przez osoby świeckie, uważane przez nie za prawnie nabyte. I to niestety w wielu częściach Italii. Na skutek tego papieże zmuszeni byli żebrać, nie mając środków, by móc przeciwstawić się błędom. Nie byli nawet w stanie, mimo że to było ich obowiązkiem, wyżywić kleryków i biednych. Patrząc na to św. Ojciec Dominik, który sam dla siebie i swoich towarzyszy wybrał ubóstwo, począł walczyć o odzyskanie dóbr Kościoła. Zgromadził wokół siebie ludzi świekich, bojących się Boga i sobie znanych, i począł z nich organizować ,,świętą milicję", której zadaniem miało być odzyskanie i obrona praw Kościoła. Chętnych zobowiązał do złożenia przysięgi, że według sowich sił poświęca siebie i wszystko, co ma dla tej sprawy. By zaś żony nie były im w tym przeszkodą, je również związał przysięgą, że nie będą swym mężom przeszkadzać, ale na swój sposób według swych możliwości będą ich wspierać. Jednym i drugim dał zapewnienie, że w ten sposób bezpieczniej osiągną życie wieczne. Dał im nazwę milicji Jezusa Chrystusa. By zaś wyróżniali się jakimś znakiem od innych ludzi świeckich, zalecił, by zarówno mężczyźni, jak kobiety, niezależnie od tego, jakiego kroju noszą ubranie, mieli je w białym i czarnym kolorze. Wyznaczył ponadto określoną liczbę Ojcze nasz i Zdrowaś, by je odmawiali codziennie w miejsce godzin kanonicznych, w określonych porach.

 78. Kiedy św. Ojciec wyzwolony z ciała przeniósł się do nieba, a dzięki licznym cudom Stolica Święta wpisała go do katalogu świętych i wystawiła do publicznego kultu, braci i siostry zwani dotąd milicją Jezusa Chrystusa, pragnąc swojemu chwalebnemu Założycielowi wyrazić wdzięczność i cześć, zdecydowali zmienić swoją nazwę i odtąd zwać się Bractwem od Pokuty św. Dominika. Skłoniło ich do tego także i to, że dzięki zasługom i cudom, jak i pracowitemu nauczaniu braci, zaraza heretycka prawie wygasła. Niepotrzebna więc była zewnętrzna walka, należało natomiast walczyć z wrogiem przez pokutę, stąd też nazwano się Bractwem od Pokuty. I w końcu, kiedy poczęła rosnąć liczba gorliwych kaznodziejów, wśród których jak gwiazda poranna zajaśniał męczennik i dziewica Piotr, który zabity więcej pokonał wrogów niż za życia, wyginęła prawie zupełnie plaga lisów, usiłujących zniszczyć winnicę Pana Zastępów. Powrócił pokój w Kościele Bożym z pomocą Pana i dlatego też milicja straciła całkiem swoją rację bytu, nie była już potrzebna. Zdarzało się, że po zgonie mężów należących do bractwa, ich żony prowadzące religijny tryb życia nie wychodziły już za mąż, ale już po śmierci żyły w taki sam sposób. Naśladowały je inne wdowy, zdecydowane zachować stan wdowi i żyć jak Siostry od Pokuty, dla zadośćuczynienia za swoje grzechy. Dzięki temu rosła w Italii, w różnych jej częściach, liczba tego rodzaju kobiet. Bracia Kaznodzieje tam się znajdujący czuli się w obowiązku pouczać je o sposobie życia, określonym przez św. Dominika. Ponieważ jednak podawał on tylko ogólne ramy, generał zakonu bart Munio, Hiszpan, postarał się, by je zredagować na piśmie. To jest to, co my dziś nazywamy Regułą, chociaż ściśle mówiąc, nie powinno się tego tak nazywać, ponieważ dotyczy nie zakonu, ale bractwa, i nie zobowiązuje do zachowania trzech ślubów, jak to ma miejsce w zakonie.

 79. Kiedy w różnych regionach Italii rosła liczba sióstr i ich rola, papież Honoriusz IV, szczęśliwej pamięci, powodowany dobrą o nich opinią, wydał bullę, na mocy której siostry mogły w czasie interdyktu brać udział w nabożeństwach u Braci Kaznodziejów. Podobnie papież Jan XXII po ogłoszeniu ,,Clementiny" przeciw beginkom i begardom, wyjaśnił w swojej bulli, że ten dekret nie dotyczy Sióstr od Pokuty św. Dominika na terenie Italii i nie uwłacza ich stanowi.

 Widzisz więc, czytelniku, dlaczego mówi się obecnie, gdy chodzi o Bractwo, tylko o kobietach, a także dlaczego siostry za pierwszym razem, gdy chodzi o Katarzynę, odpowiedziały, że nie zwykły przyjmować dziewic, ale tylko godne zaufania wdowy. To, co tu napisałem, w przeważnej części oparłem na pismach z różnych rejonów Italii, nieliczne wiadomości poznałem ze słyszenia od godnych zaufania starszych Braci i Sióstr od Pokuty św. Dominika. 


Bł. Rajmund z Kapui ,,Żywot Świętej Katarzyny ze Sieny" str. 99-101

niedziela, 17 kwietnia 2022

Oto dzień, który nam Pan zgotował; weselmy się nim i radujmy. Pascha nasza ofiarowan jest Chrystus!

Bracia! Wyczyśćcież stary kwas, abyście byli nowym zaczynienim, jako przaśni jesteście. Abowiem Pascha nasza ofiarowany jest Chrystus.

A tak używajmy nie w starym kwasie ani w kwasie złości i przewrotności, ale w przaśnikach szczerości i prawdy. 

(Lekcja z listu św. Pawła Apostoła do Koryntian I, 5, 7-8).

Grad. Ps. Oto dzień, który nam Pan zgotował; weselmy się nim i radujmy. Wysławiajmy Pana, bo dobry : bo na wieki miłosierdzie Jego.

Alleluja, alleluja. Pascha nasza ofiarowan jest Chrystus.

„A jeśliż Chrystus nie powstał, próżne tedy jest przepowiadanie nasze, próżna jest i wiara wasza.” (I Kor. 15:14)
Chrystus Zmartwychwstał! – prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja! 

Wielkanoc to najważniejszy dzień i święto w roku, uroczystość nad uroczystościami, wyrosłe z Mojżeszowego przymierza z Bogiem, przymierza, które zostało wypełnione i zakończone w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, Bożego Syna, naszego Zbawiciela. Chrystus swą przenajdroższą Krwią ustanowił nowe i wieczne przymierze, a zmartwychwstając, przywrócił nam życie nadprzyrodzone w łasce Bożej. Pascha oznacza przejście – z ciemności do światła, z fałszu do Prawdy, ze śmierci do życia, z trudności i załamań do zwycięskiej Wiary, nadziei i miłości.

Król królów, Pan historii, Książę Pokoju zmartwychwstał! Naszym Czytelnikom, Przyjaciołom i Dobroczyńcom życzymy, aby prawdziwie zmartwychwstały Chrystus obdarował Was i Wasze rodziny licznymi łaskami pomagającymi przezwyciężać lęk, zwątpienie, strapienia i wszelkie trudności.

Niechaj Najświętsze Serce Zbawiciela oświeci nasze serca i uzdatni je do przyjmowania Jego niepojętej, bezgranicznej Miłości Krzyża.

Błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy Anno Domini 2022!

Redakcja Myśli Katolickiej – Organu Katolików świeckich


"Darmo kamień wagi wielkiej Żydzi na grób wtoczyli,
Darmo dla pewności wszelkiej zbrojnej straży użyli.
Na nic straż, pieczęć i skała nad grobem Pana się zdała
Alleluja, alleluja, niechaj zabrzmi: alleluja!".

środa, 30 marca 2022

O. Garrigou Langrange OP: Naturalizm praktyczny, a umartwienie według Ewangelii




TRZY OKRESY ŻYCIA WEWNĘTRZNEGO
wstępem do życia w niebie

***
CZĘŚĆ II: OCZYSZCZANIE DUSZ POCZĄTKUJĄCYCH

ROZDZIAŁ 2. NATURALIZM PRAKTYCZNY A UMARTWIENIE WEDŁUG EWANGELII

Po przedstawieniu ogólnej idei okresu życia duchowego początkujących, musimy powiedzieć o głównej pracy, której się od nich wymaga, aby mogli uniknąć popadnięcia w grzech. Mając to na względzie, musimy mieć dobre pojęcie o nieporządku, jakim jest grzech w swoich wielorakich formach, a także o jego korzeniach i konsekwencjach, które mogą w nas istnieć przez długi czas.

Przede wszystkim należy tu zwrócić uwagę na dwie skrajne i błędne tendencje: z jednej strony na bardzo częsty naturalizm praktyczny, w który wpadają kwietyści; z drugiej strony na pyszną surowość jansenistów, która nie wynika z miłości do Boga. Prawda wznosi się jak szczyt między tymi dwoma skrajnościami, które reprezentują przeciwstawne odchylenia błędu.

NATURALIZM PRAKTYCZNY DZIAŁANIA I BEZCZYNNOŚCI

Naturalizm praktyczny, który jest zaprzeczeniem ducha wiary w postępowaniu w życiu, zawsze ma tendencję do odradzania się w mniej lub bardziej zaakcentowanych formach, tak jak to miało miejsce jakiś czas temu w amerykanizmie i modernizmie. W kilku opublikowanych wówczas pracach umniejszono umartwienia i śluby zakonne, w których nie chciano widzieć wyzwolenia sprzyjającego rozwojowi życia wewnętrznego, lecz przeszkodę w apostolacie. Zapytali nas: po co tyle mówić o umartwieniu, jeśli chrześcijaństwo jest doktryną życia; o wyrzeczeniu, jeśli chrześcijaństwo powinno przyswoić sobie wszelką ludzką działalność zamiast ją zniszczyć; o posłuszeństwie, jeśli chrześcijaństwo jest doktryną wolności? Te cnoty bierne, jak powiedzieli, mają znaczenie tylko dla duchów [usposobionych] negatywnie, niezdolnych do podjęcia czegokolwiek i posiadających jedynie siłę bezwładności.

Dlaczego, jak dodali, umniejsza się naszą naturalną aktywność? Czy nasza natura nie jest dobra, czy nie pochodzi od Boga, czy nie jest skłonna kochać Go ponad wszystko? Same nasze namiętności, poruszenia uczuciowości (pragnienie lub niechęć, radość lub smutek), nie są ani dobre, ani złe, stają się takimi zgodnie z intencjami naszej woli. Są to siły, które należy wykorzystać, nie można ich umartwiać, ale trzeba je regulować i miarkować. Mówią, że takie jest nauczanie św. Tomasza, bardzo różne od wielu autorów piszących o duchowości, zupełnie odmienne od Naśladowania w rozdziale “Różne ruchy natury i łaski” (rozdz. 54, ks. III). Mówiąc w ten sposób przeciwko autorowi Naśladowania, zapominają o słowach naszego Zbawiciela: “Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, straci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12,24-25).

Dodali również: po co walczyć z własnym osądem, własną wolą; jest to wprowadzenie się w stan zniewolenia, który niszczy wszelką inicjatywę i powoduje utratę kontaktu ze światem, którym nie należy gardzić, ale który trzeba poprawiać. Czy mówiąc w ten sposób nie stracili z oczu tego, co wszyscy prawdziwi pisarze duchowości rozumieli przez “własną wolę” lub wolę, która nie dostosowuje się do woli Boga?

W tym sprzeciwie sformułowanym przez amerykanizm i podjętym ponownie przez modernizm prawda jest umiejętnie zmieszana z fałszem. Przywołany jest nawet autorytet św. Tomasza i często powtarza się następującą zasadę tego wielkiego Doktora: “Łaska nie niszczy natury, ale ją udoskonala”. Mówią, że poruszenia natury nie są tak nieuporządkowane, jak utrzymuje autor Naśladowania; konieczny jest pełny rozwój natury pod wpływem łaski.

A ponieważ brakuje im prawdziwego ducha wiary, celowo zniekształcają zasadę św. Tomasza, do której się odwołujemy. Mówi on o naturze jako takiej, w filozoficznym znaczeniu tego słowa, o naturze z jej istotnymi, jak też dobrymi elementami, o dziele Boga, a nie o zranionej i upadłej naturze, jaka jest w rzeczywistości w wyniku grzechu pierworodnego i naszych grzechów osobistych, mniej lub bardziej zniekształcona przez nasz często nieświadomy egoizm, nasze pożądliwości, naszą pychę. Podobnie św. Tomasz mówi o namiętnościach lub emocjach jako takich, a nie o nieuporządkowaniu, kiedy mówi, że są to siły, które należy wykorzystać; ale aby ich użyć, trzeba umartwić to, co jest w nich nieuporządkowanego, nie tylko zakryć, umiarkować, lecz także uśmiercić.

Wszystkie te dwuznaczności szybko ujawniają swoje konsekwencje. Drzewo ocenia się po jego owocach: chcąc zbytnio przypodobać się światu, zamiast go nawrócić, ci apostołowie nowego typu, którzy byli modernistami, sami zostali przez niego nawróceni.

Zaprzeczyli konsekwencjom grzechu pierworodnego; słuchając ich, można by sądzić, że człowiek urodził się dobrym, jak twierdzili pelagianie, a później Jean-Jacques Rousseau.

Zapomnieli o powadze grzechu śmiertelnego jako obrazy Boga; i uważali go jedynie za zło, które szkodzi człowiekowi. W związku z tym szczególnie nie dostrzegali wagi grzechów intelektualnych: niedowiarstwa, zarozumiałości, pychy. Najpoważniejszym wykroczeniem dla nich wydawało się być powstrzymywanie się od działalności społecznej; w konsekwencji życie czysto kontemplacyjne zostało uznane za zupełnie bezużyteczne lub odpowiednie dla niezdolnych. Sam Bóg chciał odpowiedzieć na ten zarzut poprzez kanonizację św. Teresy od Dzieciątka Jezus i przez niezwykłe promieniowanie tej kontemplacyjnej duszy.

Nie zdołali również rozpoznać nieskończonego wyniesienia naszego nadprzyrodzonego celu: Boga, Autora łaski. I zamiast mówić o życiu wiecznym, o wizji uszczęśliwiającej, mówili o niejasnym ideale moralnym zabarwionym religią, w którym zniknęła radykalna przeciwstawność między niebem a piekłem.

W końcu, zapomnieli oni, że wielkim środkiem podjętym przez Chrystusa w celu zbawienia świata był Krzyż.

We wszystkich swoich konsekwencjach nowa doktryna dowiodła swojej zasady naturalizmu praktycznego, nie ducha Bożego, lecz ducha natury, negacji nadprzyrodzoności, jeśli nie teoretycznej, to przynajmniej w toku życia. W okresie modernizmu ta negacja była czasami formułowana przez deklarację, że umartwienie nie należy do istoty chrześcijaństwa. Na to odpowiadamy: czy umartwienie jest czymś innym niż pokuta i czy pokuta nie jest konieczna dla chrześcijan? Jak w takim razie św. Paweł mógł napisać: “Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2 Kor 4,10)?

W innej formie naturalizm praktyczny pojawił się wśród kwietystów, zwłaszcza w czasach Molinosa w XVII wieku. Ten naturalizm nie polegał na działaniu, jak ma to miejsce w amerykanizmie, ale na bezczynności. Molinos twierdził, że “chęć działania obraża Boga, który chce być w nas jedynym działającym”. Mówił, że kiedy dusza przestaje działać, zostaje unicestwiona i powraca do swojej zasady, wtedy jest tylko Bóg, który w niej żyje i króluje. Naturalizm praktyczny osiąga się zatem w sposób sprzeczny z amerykanizmem, który wywyższa naturalną działalność.

Molinos wywnioskował ze swojej zasady, że dusza nie powinna już dłużej wytwarzać aktów poznania ani miłości Boga, nie myśleć już o niebie i piekle, ani nie zastanawiać się nad swoimi czynami albo wadami; rachunek sumienia został w ten sposób stłumiony. Molinos dodał, że dusza nie musi pragnąć własnej doskonałości, ani zbawienia i nie powinna prosić Boga o nic określonego, ale powinna się Mu oddać, aby zrobiła to w niej boska wola bez jej współpracy. W końcu powiedział: “Dusza nie musi już w pozytywny sposób opierać się pokusom, których nie musi już brać pod uwagę; dobrowolny krzyż umartwienia jest ciężkim i bezużytecznym ciężarem, którego należy się pozbyć”.

Zalecał, aby na modlitwie pozostawać w niejasnej wierze, w spoczynku, w którym zapomina się o jakichkolwiek wyraźnych myślach dotyczących człowieczeństwa Jezusa, a nawet o boskich doskonałościach, Trójcy Świętej i aby pozostać w tym spoczynku bez żadnego działania. “To jest”, mówił, “kontemplacja nabyta, w której należy pozostać przez całe życie, jeśli Bóg nie wzniesie nas do kontemplacji wlanej”.

W rzeczywistości kontemplacja nabyta w ten sposób poprzez zaprzestanie każdego aktu nie była niczym innym, jak pobożną sennością, znacznie bardziej senną niż pobożną. Niektórzy kwietyści nie raczyli jej zostawić, aby uklęknąć w czasie podniesienia podczas Mszy św. Pozostawali przy swoim rzekomym zjednoczeniu z Bogiem, myląc je z majestatyczną formą nicości. Ich stan przypominał bardziej nirwanę buddystów niż transformujące i promieniujące zjednoczenie świętych.

To pokazuje, że kontemplacja nabyta, którą Molinos wszystkim zalecał, nie była pasywnością wlaną, ale nabytą własną wolą poprzez zaprzestanie wszelkiego działania. W ten sposób przypisywał tej rzekomej kontemplacji nabytej to, co jest prawdziwe tylko w odniesieniu do kontemplacji wlanej i w efekcie za jednym pociągnięciem pióra usunął całą ascezę i praktykę cnót uważaną przez tradycję za prawdziwe usposobienie do kontemplacji wlanej i bliskiego zjednoczenia z Bogiem. Ponadto twierdził, że “rozróżnienie między tymi trzema drogami: oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia, to największy nonsens, jaki został wyrażony w mistyce, ponieważ”, jak mówi, “istnieje tylko jedna droga dla wszystkich, droga wewnętrzna”.

To zniesienie umartwienia doprowadziło do najgorszych nieporządków. Molinos doszedł do wniosku, że pokusy demona są zawsze pożyteczne, nawet jeśli prowadzą do czynów niemoralnych i że nie trzeba wtedy czynić aktów przeciwnych im cnót, ale trzeba się poddać, bo taka słabość ujawnia naszą nicość. Tylko Molinos, zamiast dojść do pogardy wobec samego siebie, uznając swoją winę, stwierdził, że osiągnął bezgrzeszność i mistyczną śmierć; dziwna to bezgrzeszność, możliwa do pogodzenia ze wszystkimi nieporządkami.

Ta godna pożałowania doktryna jest, jak widzimy, karykaturą tradycyjnej mistyki, która jest radykalnie wypaczona we wszystkich swoich zasadach. I pod pretekstem unikania naturalnej aktywności, którą wywyższa naturalizm działania, można tu wpaść w naturalizm praktyczny lenistwa i bezczynności. W innej formie doktryna ta polegała na zniesieniu ascezy, praktykowania cnót i umartwienia.

Błędy kwietystów pokazują, że istnieje naturalizm praktyczny tych, którzy stracili życie wewnętrzne oraz zupełnie inny naturalizm tych, którzy nigdy go nie znaleźli.

Na przeciwległym biegunie praktycznego naturalizmu zdarza się czasami, choć rzadko, pyszna surowość fałszywej nadprzyrodzoności, jaką znajdujemy w jansenizmie, a wcześniej w różnych formach fanatyzmu, jak wśród montanistów w II w. i w XII w. wśród biczowników. Wszystkie te sekty straciły z oczu ducha chrześcijańskiego umartwienia, który nie jest duchem pychy, ale miłości Boga.

W XVII w. janseniści popadli w pesymizm, który stanowi zmianę chrześcijańskiej doktryny pokuty. Wyolbrzymili oni, podobnie jak pierwsi protestanci, konsekwencje grzechu pierworodnego, do tego stopnia, że ​​powiedzieli, iż człowiek nie ma już wolnej woli, wolności wyboru, a jedynie samorzutność i że wszystkie czyny niewiernych są grzechami. Nauczali, że “człowiek przez całe życie musi pokutować za grzech pierworodny”. W rezultacie utrzymywali dusze przez całe życie w czyśćcu i trzymali je z dala od Komunii świętej, mówiąc, że nie jesteśmy godni takiego zjednoczenia z naszym Panem. Zgodnie z ich doktryną do Komunii świętej należy dopuszczać tylko tych, którzy mają czystą, niezmąconą miłość do Boga. Zapomnieli, że ta bardzo czysta miłość do Boga jest właśnie skutkiem Komunii, gdy towarzyszy jej ofiarna walka ze wszystkim, co jest w nas nieuporządkowane. Jansenizm nigdy nie osiągał wyzwolenia i pokoju.

Dlatego konieczne jest, tak jak w innych przypadkach, uniknięcie dwóch przeciwstawnych błędów: naturalizmu praktycznego i pysznej surowości. Prawdę można znaleźć między tymi dwoma skrajnościami i nad nimi jako szczyt. Możemy go zobaczyć, jeśli weźmiemy pod uwagę, z jednej strony wzniosłość naszego ostatecznego celu i miłości, a z drugiej strony wagę grzechu śmiertelnego i jego konsekwencje.

UMARTWIENIE WEDŁUG EWANGELII

Aby zobaczyć, w przeciwieństwie do dwóch skrajnych błędów, o których właśnie mówiliśmy, jaki jest prawdziwy duch chrześcijańskiego umartwienia, musimy zastanowić się, co nasz Pan mówi na ten temat w Ewangelii i jak święci to rozumieli i przeżywali.

Zbawiciel nie przyszedł na ziemię, aby dokonać ludzkiego dzieła filantropii, ale boskie dzieło miłości; Osiągnął to mówiąc ludziom więcej o ich obowiązkach niż o ich prawach, mówiąc im o konieczności całkowitej śmierci dla grzechu, aby otrzymać obfitość nowego życia, i chciał okazać im swoją miłość aż do śmierci na krzyżu, aby ich odkupić. O dwóch aspektach: śmierci za grzech i wyższym życiu mówi się zawsze razem, a dominującą nutą jest miłość Boga. Nic takiego nie pojawia się we wspomnianych wyżej błędach.

Co nasz Pan mówi nam o umartwieniu? W Ewangelii według św. Łukasza czytamy: “Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?” (Łk 9,23-25).

Jezus w Kazaniu na Górze ukazuje konieczność umartwienia, to jest, śmierci dla grzechu i jego konsekwencji, nalegając na podniesienie naszego nadprzyrodzonego celu: “Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20). “Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Dlaczego? Ponieważ Jezus przynosi nam łaskę, która jest udziałem w wewnętrznym życiu Boga, wyższym od naturalnego życia aniołów, aby doprowadzić nas do zjednoczenia z Bogiem, ponieważ jesteśmy powołani, by widzieć Boga tak, jak On widzi siebie i kochać Go tak, jak On kocha samego siebie. Takie jest znaczenie słów: “Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. Ale ten nakaz wymaga umartwienia wszystkiego, co jest w nas nieuporządkowane, nieuporządkowanych poruszeń pożądliwości, gniewu, nienawiści, pychy, hipokryzji itp. Te poruszenia reprezentują to, co w różnych namiętnościach jest nieuporządkowanego. Nasz Pan bardzo wyraźnie wypowiada się na ten temat w tym samym Kazaniu na Górze. Nigdzie nie możemy znaleźć lepszego wyrażenia [sedna] o umartwieniach wewnętrznych i zewnętrznych, które chrześcijanin musi praktykować, a także o duchu tego umartwienia. Aby to ukazać, wystarczy przypomnieć sobie niektóre z tych słów Zbawiciela.

Prawdziwy chrześcijanin powinien, na ile to możliwe, wykluczyć ze swego serca wszelką urazę, wszelką animozję: “Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko (…)” (Mt 5,23-25); musimy widzieć w nim nie tylko przeciwnika, ale i brata, syna Bożego. Błogosławieni cisi. Pewnego dnia młody Izraelita, który znał Ojcze nasz, otrzymuje natchnienie, by przebaczyć swojemu największemu wrogowi; czyni to i natychmiast otrzymuje łaskę wiary w całą Ewangelię i Kościół.

Umartwienie pożądliwości, złego spojrzenia, złego pragnienia, przez które cudzołóstwo popełnia się już w swoim sercu: “Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła” (Mt 5,29-30). Nasz Pan nie mógł wyrazić siebie w mocniejszy sposób. To wyjaśnia, dlaczego święci, szczególnie dla przezwyciężenia pewnych pokus, zalecają stosowanie postów, czuwań i innych cielesnych surowości, które praktykowane z dyskrecją, posłuszeństwem i hojnością, utrzymują ciało w poddaństwie i zapewniają wolność ducha.

Kazanie na Górze mówi również o umartwieniu wszelkiego nieuporządkowanego pragnienia zemsty: “Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu” (Mt 5,38). Nie odpowiadajcie na zniewagi z zajadłością, aby się zemścić; niewątpliwie sprzeciwiajcie się, i to nawet do śmierci, temu, kto chce was doprowadzić do zła; ale znoście zniewagi cierpliwie, bez nienawiści i irytacji. “Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!” (Mt 5,40-41). To znaczy, być gotowym znosić niesprawiedliwość z cierpliwością. To właśnie ta cierpliwość przełamuje gniew przeciwnika i czasami go nawraca, jak widzieliśmy w trzech wiekach prześladowań, które musiał znosić wczesny Kościół.

Chrześcijanin musi mniej troszczyć się o zazdrosną obronę swoich doczesnych praw niż o zdobycie dla Boga duszy swego rozgniewanego brata. Tutaj widzimy szczyt chrześcijańskiej sprawiedliwości, która zawsze musi być zjednoczona z miłością. Doskonali są tutaj upominani, że nie jest dla nich właściwe wchodzenie w spory, chyba że ze względu na sprawy wyższe, za które są odpowiedzialni.

W tym samym miejscu Zbawiciel prosi nas o umartwienie egoizmu, miłości własnej, która prowadzi do ucieczki od tego, kto chce nas prosić o przysługę (Mt 5,42), umartwienie lekkomyślnego sądu (Mt 7,1), duchowej pychy i hipokryzji, które skłaniają ludzi do czynienia dobrych uczynków lub do modlitwy “przed ludźmi po to, aby ich widzieli” (Mt 6,1-16).

W końcu mówi nam, jaki powinien być duch umartwienia: umrzeć dla grzechu i jego konsekwencji z miłości do Boga. Nasz Pan wyrażą tę doktrynę w najbardziej przyjazny sposób, w przeciwieństwie do pysznej surowości jansenistów. Mówi nam w Mt 6,16: “Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. To znaczy, jak rozumieli to Ojcowie, namaść sobie głowę olejkiem miłości, miłosierdzia i duchowej radości. Umyj twarz, to znaczy oczyść swoją duszę z wszelkiego ducha ostentacji. Kiedy dokonujesz tych aktów pobożności, nie zabrania ci się bycia widzianym, lecz chcenia bycia widzianym, bo straciłbyś w ten sposób czystość intencji, która musi być skierowana bezpośrednio do Ojca obecnego w skrytości twojej duszy.

Taki jest duch umartwienia, czyli surowości chrześcijańskiej, którego nie rozumieli janseniści; jest to duch miłości Boga i miłości bliźniego. Jest to duch miłości, który promieniuje na dusze, aby je zbawić; jest to duch dobrotliwości, bo jak być słodkim nawet z tymi, którzy są kwaśni, bez nauki pokonywania siebie, panowania nad duszą? Jest to duch, który prowadzi nas do ofiarowania Bogu wszystkiego, co może się nam przydarzyć, co jest bolesne, aby pomóc nam iść do Niego i zbawić dusze, aby wszystko współdziałało ku dobremu, nawet przeszkody, które napotykamy, tak jak Jezus uczynił ze swojego krzyża wielki środek zbawienia.

To właśnie tutaj widzimy, że umartwienie chrześcijańskie, poprzez tego ducha Bożej miłości, wznosi się jak szczyt nad zniewieściałością naturalizmu praktycznego oraz oschłą i pyszną surowością. To właśnie te umartwienie widzimy u świętych, naznaczonych wizerunkiem Jezusa Ukrzyżowanego, czy to tych z wczesnego Kościoła, jak pierwsi męczennicy, tych ze średniowiecza, jak św. Bernard, św. Dominik, św. Franciszek z Asyżu, czy tych bardziej współczesnych, jak św. Benedykt Józef Labre, św. proboszcz z Ars, lub też tych ostatnio kanonizowanych świętych, takich jak św. Jan Bosko i św. Józef Benedykt Cottolengo. Mirabilis Deus in sanctis suis – przedziwny Bóg w swoich świętych.



Źródło: O. Reginald Garrigou-Lagrange OP, Trzy okresy życia wewnętrznego, wstępem do życia w niebie, Paryż, 1938.

wtorek, 22 marca 2022

Ks. Marian Morawski: Masoneria współczesna w perspektywie przełomów dziejowych

Masoneria współczesna w perspektywie przełomów dziejowych

Ostatnie dwieście lat





Na wstępie do książki mojej pt. „Źródło rozbioru Polski” pozwoliłem sobie zacytować dłuższy wyjątek z pomnikowej (i częściowo przetłumaczonej już w rękopisie na język polski) książki autorki angielskiej, p. Nesty Webster o „Związkach tajnych i stowarzyszeniach wywrotowych”. Brzmi on:

„Tajna historia Europy w czasie ostatnich dwustu lat pozostaje jeszcze do napisania. Tak długo, jak jej nie obejrzymy w świetle dessous de cartes – wiele wypadków, które zaszły w ciągu tego okresu, pozostaje niewytłumaczonych.”

Idąc za światłą wskazówką tej autorki angielskiej, usiłowałem w przeciągu ostatnich lat dwunastu przetasować tę „talię kart”, którą stanowi przed- i porozborowa historia polska, „talię kart”, która dotąd niejednokrotnie była przedmiotem „wolt” notorycznych oszustów historiografii.

Nie będę tutaj zatem powtarzał, prostował czy uzupełniał wyników w pełni czy też połowicznie osiągniętych w zakresie ostatnich dwustu czy więcej lat naszej historii; te rzeczy wciąż są jednak żywe, wciąż budzą nie tylko krytyki rzeczowe, lecz i pełne afektu zastrzeżenia i sprzeciwy.


Fryderyk Wielki i Napoleon

Skarżył mi się kiedyś po odczycie moim w Wilnie światły, zacny i natchniony śp. prof. Zdziechowski – było to coprawda cztery lata temu, a zatem dużo przed ukazaniem się jego ostatniej rozprawy pt. „Masoneria, jej cele i ideały”1) – że kiedy słucha moich wywodów, to mu się czasem wydaje, że tak odmalowywuję działania mężów stanu i wodzów, jakby – dajmy na to – „Napoleon zwyciężał na polu bitwy, a w tajnikach jego obozu wojennego, w zakamarkach jego izb sztabowych, kryło się i knuło losy świata trzech jakowychś Żydów”.

N’en déplaise – jak mawiają Francuzi – czcigodnemu profesorowi, ale nie osłaniając się nadal cywilnym swoim, laicznym w ostatnio wymienionych sprawach autorytetem powołam się tym razem wyjątkowo na autorytet zmarłego świeżo wodza, który wygrywał jednak również pewne bitwy, Ericha von Ludendorffa, wołającego w jednej z „mów swoich do narodu niemieckiego”, co następuje2):

„Czyśmy nauczyli się czegokolwiek ze zdrady pod Valmy w dniu 21 września 1792 roku? Tu wszakże skłonił książę-wolnomularz Karol-Wilhelm Ferdynand Brunświcki, bez przeszkody ze strony „wtajemniczonego” po uszy króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II oraz wysokich stopni illuminata Karola Augusta sasko-wejmarskiego3), sprzymierzone wojska do rejterady przed paczką „sankiulotów” „brata” generała Dumourieza – wszystko to zaś, aby dopomóc do zwycięstwa rewolucji wolnomularskiej w Paryżu… Milczą o tym wszystkim akta oficjalne, lecz wskazują na zdradę (pod Valmy) diamenty książęcego domu brunświckiego…”

Ile to w losach Hohenzollernów – od krzyżackich począwszy jeszcze czasów – wchodziło w grę tajnych i ciemnych sprężyn, uwidocznionych chociażby w owym „Orle Czarnym” rytualistyki masońskiej (staropruskiej)! W „Źródle” moim wykazać się starałem, fragmentarycznie oczywiście i szkicowo, że Wielki Fryderyk nie byłby zwyciężył w wojnie siedmioletniej i został „Wielkim”, gdyby mu nie były pomogły do tego w przełomowych chwilach jego kampanii tajne siły.

A Napoleon?

Wystarczy obejrzeć ilustrację, zawartą w znanym dziele Clavela „Histoire de la franc-maçonnerie”4), przedstawiającą próbę rewizji, dokonywaną przez Napoleona w towarzystwie dwóch adiutantów w jednej z lóż paryskich. Uwydatniony jest na tej ilustracji niepokój ów ukoronowanego wolnomularza w latach zwłaszcza 1806-13, w końcowej fazie zawrotnych i zawodnych jego powodzeń, w latach klęski hiszpańskiej, katastrofy rosyjskiej i buntu świata żydowskiego przeciwko cezarowi Rewolucji.

Dodać zaś należy, że Bonaparte wiele chciał był uczynić gwoli pozyskania sobie niepokojących go żywiołów pansemickich. Wiemy tedy coś niecoś od historyków pochodzenia żydowskiego, Askenazego5) i Guedalli6), że walcząc na Wschodzie w Palestynie nosił się on z zamiarami podobnymi do późniejszej deklaracji Balfoura. Gdy zaś to spaliło na panewce i gdy zwłaszcza, jak się wydaje, naraził się cesarz światu żydowskiemu niedość skrupulatnym czy wprost niechętnym traktowaniem jego żądań, nastąpiła ostra przeciwko niemu reakcja, uwydatniająca się przemożnie i przeważnie w płaszczyźnie wypadków politycznych, w płaszczyźnie zaś doktryny ezoterycznej narodu żydowskiego realizująca się w znanych nam złorzeczeniach rabinów.


Rotszyldowie na widowni


Kto miał sposobność zwiedzać wspaniały zamek – niegdyś landgrafów heskich – w Wilhelmshöhe pod Kassel, siedzibę niegdyś uwięzionego Napoleona III, kto się przyglądał przepychom tego pseudo-Wersalu niemieckiego, mógł snadnie siebie samego zapytać: kto to zapłacił?

Bywali wprawdzie wielkimi bogaczami ci landgrafowie hescy, Fryderyk II np., co kandydował był przed pierwszym rozbiorem do tronu polskiego i niewczesną kandydaturą swoją minę ostateczną pod niezależny byt Rzeczypospolitej założył, ciągnął mianowicie olbrzymie zyski ze sprzedaży poddanych swoich jako najemników do wojsk obcych.

Porósł jednak na dobre w pierze dopiero syn jego Wilhelm IX, pierwszy elektor (1785-1803), o którym cenne dla nas informacje znajdujemy w monumentalnym dziele hrabiego Cortiego o domu Rotszyldów7). Zaczęło się pozornie od niewinnej współpracy czy też raczej handlu w zakresie numizmatyki pomiędzy owym Wilhelmem heskim a pierwszym Rotszyldem, Mayerem-Amschelem, który z czasem stał się generalnym faktorem rzeczonego landgrafa, uratował w czasie wojen napoleońskich jego fortunę, a mnożąc ją zręcznymi operacjami powiększył jego zasoby i znaczenie.

Podczas gdy to robił stary Rotszyld, trzeci z jego synów, Natan, osiedlił się w Londynie i stamtąd, drogą niesłychanie skomplikowanych operacyj, a właściwie szmuglerstw finansowych, zasilał wydatnie walczące tymczasem z Napoleonem w Hiszpanii armie Wellingtona. Ta więc akcja Natana w Londynie była – rzec można – jednym z głównych bastionów wypadowych obrażonego na Napoleona żydostwa, podczas gdy inny bastion szpiegowski znajdował się w mieście centrali rotszyldowskiej, we Frankfurcie, gdzie zbiegały się nici kontrwywiadu wrogów Napoleona.


Gwiazda Dawidowa po raz pierwszy na niebie hiszpańskim


Równo sto lat temu oświetliła „Gwiazda Dawidowa” krwawym refleksem horyzont Hiszpanii. W nieszczęśliwym tym kraju pierwszy raz toczyła się bowiem wtedy wojna domowa pomiędzy zwolennikami prawowitego władcy, przodkami duchowymi dzisiejszych karlistów, a liberalną latoroślą dynastii, jak niegdyś nią byli w dynastii francuskiej Orleanowie, płochą Izabellą. Toteż kiedy szala przedstuletniej tej rozprawy przechylać się zaczęła na stronę Don Carlosa, wmieszał się do niej – podobnie jak dzisiaj to czynią kapitały amerykańskie oraz inne – całym impetem swojej przewagi Natan Rotszyld, finansując skuteczną na rzecz Izabelli interwencję ochotników angielskich i francuskiej Legii Cudzoziemskiej.


Szczęście Koburgów


Jeżeli pozwoliłem sobie tutaj na dłuższą dygresję w sprawie Rotszyldów i Hesów, to cóż powiedzieć mam dopiero o zadziwiającym szczęściu innego niemieckiego domu książęcego, słynnych Koburgów, należących do starszej linii tejże samej dynastii, która nam dała najgorszego naszego króla, Augusta Mocnego?

Jest więc rzeczą zadziwiającą a stwierdzoną, że jeden z tych Koburgów, mianowicie Ernest I, przytulił wypędzonego zewsząd, a najbardziej wywrotowego z rewolucjonistów, założyciela sekty „IIluminatów”, Weishaupta. Jakby za dotknięciem różdżki magicznej zmieniła się z tą chwilą dola rodu Koburgów: brat owego Ernesta, żonaty – mówiąc nawiasem – z notoryczną Żydówką Kohari Kohary vel Kalahora, widzi jednego ze swoich synów na tronie portugalskim, gdy tymczasem wnuk jego siada, już wszakże nie za jego życia, na tronie bułgarskim. Nie koniec jednak na tym: drugi brat rzeczonego protektora Weishauptowego -Leopold, zostaje najpierw królem greckim, później zaś belgijskim i daje początek panującej po dziś dzień w Brukseli dynastii, podczas kiedy rodzony syn Ernesta współcześnie zakłada dzisiejszą dynastię angielską. Zadziwiający zaiste posiew trójkąta.


Furierzy wszelakiej rewolucji


Jako że „deszcz pada na świątynię”, przeto istnieje znowu dzisiaj pośród masonów tendencja „wybraniania” Loży przed zarzutem, iż ona to wywołała rewolucję francuską. Stracone zachody… Prace Cochina, pani Webster i innych, ba, nawet niektóre enuncjacje oficjalne Loży8) zaprzeczają tej spóźnionej salvatio honestatis.

I u nas trafiały się niekiedy podobne tendencje. I tak Akademia Umiejętności, w której obecnie dużą rolę gra wpływ wolnomularsko nastrojonego prof. Kota, skreśliła – mówił mi to swego czasu nieżyjący już prezes jej Komisji historycznej, ks. Fijałek – z przedmowy do wolnomularsko nastrojonego wydawnictwa Małachowskiego – Łempickiego „Wykaz Lóż Polskich” wzmianki o tym, że to wolnomularstwo przygotowało u nas rewolucję listopadową.

Jak trafnie diagnostykują współcześni nam publicyści-historycy, Giertych9) i Didier10), rewidując opaczne wnioski szkoły Askenazego -masoni byli z reguły u kolebki wszystkich naszych niefortunnych rewolucyj. Najpierw w „Barze” – tego nie neguje nawet Konopczyński, biograf jednego z nich, Pułaskiego.

Choiseul więc czy Dumouriez w stosunku do losów konfederacji barskiej, Aubert z gromadą szpiegów i frankistów w rewolucji Kościuszkowskiej; różne Mackrotty lożowe przed powstaniem; różni Levyowie na emigracji; różne Enochy i Kronenbergi w otoczeniu Margrabiego i „Białych”, a współwyznawcy ich w obozie „Czerwonych” – to są prawdy, których nikt już z historiografii polskiej nie wymaże.

Za granicą zaś? „Trzy dni pełne chwały” (oczywiście tak nazwane przez Żydów) w lipcu 1830 r. w Paryżu, wnet oczywiście sankcjonowane przez Jamesa Rotszylda, sprzyjającego rzekomo dotąd (?) dynastii burbońskiej, masoni i Żydzi w otoczeniu Metternicha torujący drogę rewolucji 1848 r.11) i nareszcie wpływy na Bismarka i Cavoura – oto zespół tajnych sprężyn politycznych „głupiego XIX stulecia”.


Bismarck i Cavour


Giertych trafnie wyśledził rolę tych tajnych sprężyn, działających na „żelaznego kanclerza” i na jego korzyść. Bismarck – w stosunku do Żydów – był typowym liberałem XlX-wiecznym. Lubił powtarzać: „Żydzi stanowią w mieszaninie różnych szczepów niemieckich czynnik, który sprzyja musowaniu, czego nie można nie doceniać”. Bleichröder, jego bankier, sfinansował mu Sadowę, jak wpierw jego współwyznawca, Lehmann, sfinansował był inspirowaną przez Berlin elekcję Augusta Mocnego.

A Cavour? Czyż, oceniając działalność tego wielkiego męża stanu, pominąć można fakt, że sekretarzem jego – coś jak później Mandel przy Clemenceau czy sir Filip Kerr przy Loyd George’u – został tuż przed wyzwoleniem Włoch Żyd Isacco Artom?


U kolebki Trzeciej Republiki francuskiej


Kogoż widzimy znowu u kolebki Trzeciej Republiki francuskiej jako jej garde de sceaux („Strażnika pieczęci”), z młotkiem zresztą w ręku i innymi insygniami masońskimi na sobie, jako ponownego już ministra sprawiedliwości (raz pierwszy był nim za republiki drugiej, w roku 1848)?

Icka-Arona-Mojżesza recte Adolfa Crémieux, praojca Blumów, Mandlów i Schramecków, patrona Gambetty, a – mimochodem i par excellence – założyciela światowej „Alliance Israélite”.

Jak wyrósł ten mały paryski adwokat na potężnego leadera, sięgającego swymi pan- i prosemickimi wpływami od Paryża, do Algieru, ile w kulisach naknuł i nabroił, kto go na zgubę Francji szczuł i popierał, to wykaże dopiero w pełni niezależna historiografia przyszłości. Na razie niechaj wystarczy nam credo tego „francuskiego” męża stanu, zawarte w deklaracji wstępnej założonej przezeń w r. 1869 „Alliance Israélite Universelle”, credo, które brzmi:

„Nasza sprawa jest wielka i święta, jej powodzenie jest zapewnione. Katolicyzm, nasz wróg odwieczny, leży w prochu, ugodzony śmiertelnie w swoją głowę. Sieć, która zarzuca obecnie Izrael na glob ziemski, rozszerza się… i brzemienne troską proroctwa ksiąg naszych świętych urzeczywistnią się nareszcie. Bliskim już czas, gdy Jerozolima stanie się domem modlitwy dla wszystkich narodów i ludów, gdy rozwiniemy sztandar Boga jedynego Izraela i zatkniemy na wybrzeżach najdalszych… Nasza potęga jest olbrzymia… Bliskim jest dzień, w którym wszystkie bogactwa i skarby ziemi staną się własnością dzieci Izraela”.


„Panowie w fartuszkach”


Tyle Crémieux. Podczas gdy on włada Paryżem, któż to króluje w Berlinie, któż znęca się nad Poznaniem? Dobry nasz znajomy, „Wiluś” I, „un faux bonhomme”, „pan w fartuszku” i z rączką wygiętą w „salucie” masońskim, jak go oglądać dziś możemy na portrecie „lożowym”. Obok zaś niego „liberalny” jego synalek, Fryderyk III, zięć filosemickich, nie pozbawionych też podobno krwi żydowskiej, Koburgów angielskich. Nie masz w kolekcji tej portretów „lożowych” „Wilusia” II, bo Wilhelm II nie był masonem. „Inde irae”.


W gąszczu mordów masońskich


Nun naht euch wieder, schwandkende Gestalten!

Idzie ku nam blady, znękany arcyksiążę Rudolf, ofiara – jak świadczą dzieła i relacje Mitisa, Aneta, pani Larisch i Wichtla – matactw wolnomularsko-żydowskich loży węgierskiej i liberalizmu wiedeńskiego; idzie nieszczęśliwa jego matka, dźgnięta sztyletem „karbonariusza” Luccheniego i rycerski król Humbert, porażony nożem „karbonariusza” Bresciego, i reprezentatywny, a przy tym uczciwy i wrogi Panamie prezydent Carnot, przekłuty sztyletem „karbonariusza” Caseria; więc katolicki z ducha arcyksiążę Franciszek-Ferdynand, zastrzelony wraz z ukochaną małżonką przez Gawryłę Principa, najętego przez loże; rycerski jak mało który monarcha, ale zbuntowany przeciwko Loży Aleksander II serbski12), więc zadźgany przy udziale zmasonizowanej policji francuskiej; więc zacny i zbuntowany również przeciwko Loży prezydent Doumerg; więc Prince, Hołówko, Pieracki, Nawaszin, bracia Rosselli i tylu, tylu innych, ugodzonych lub przynajmniej odznaczonych w chwili zgonu symbolicznym sztyletem masońskim.


Powstają tropiciele Loży


Ale już wstają i mściciele tamtych ofiar. Kroczy ku nam z potępieniem Loży na ustach dyktator Salazar, w którego kraju trzydzieści lat temu postanowili byli wolnomularze całą naraz sprzątnąć dynastię; kroczy Franco, jakby mściciel pomordowanych swoich poprzedników: Canovasa del Castillo i Data; kroczy wreszcie na pohybel Loży i faszyzm. Mówi Mussolini, zacięty wróg masonów w parlamencie rzymskim 12 stycznia 1925 r,:

„Wszystkie partie polityczne są mniej lub więcej zarażone i zatrute kłamstwem. Walka polityczna we Włoszech nie będzie mogła rozwinąć się z całą szczerością i przybrać cech walki otwartej dotąd, dopóki tajne organizacje będą miały możność przyoblekać się w fałszywą skórę, aby zapewnić sobie w ten sposób korzyści lub osiągnąć cele tajnego programu, aby spaczyć ducha, kontrolować lub wykpić poważne zamysły, aby zdradzić wreszcie wszystkich i każdego z osobna. Za często, choć o tym nie wiadomo, ma się w swoich szeregach nieprzyjaciela.

Lecz jednym z największych niebezpieczeństw organizacji, działających w sposób ukryty i tajemniczy, jest przenikanie ich do urzędów, do armii i marynarki.

Nie ma chyba nikogo, ktoby nie rozumiał, do jakiego stopnia jest niebezpieczne i, powiedzmy, okropne dla państwa na wewnątrz i dla jego niepodległości to poddawanie się hierarchii państwowej i publicznej jakiejś hierarchii prywatnej i tajnej. Wolność zewnętrzna, tj. niezależność od obcych, zdobyta tak wielkim kosztem i tak wielkim kosztem utrzymana, jest bardzo zagrożona przez to przenikanie organizacji tajnych, pozbawionych nadzoru i kontroli, a tak często mających zagranicą centra swojego kierownictwa i wpływów, do najbardziej czułych łączników w państwie. Podobny stan rzeczy nie może być dłużej tolerowany.

Art. 2 (projektowanej ustawy antymasońskiej) postanawia ochronę państwa przeciw niebezpieczeństwu poddania się hierarchii tajnej, karząc karami dyscyplinarnymi urzędników publicznych, a przede wszystkim wyższych oficerów armii, którzy byliby członkami tajnych organizacji.”13)

------------

1) „W obliczu końca”, Wilno 1937, str. 1-42.
2) „Das Marne-Drama”, Monachium 1934 (dotąd 170 tysięcy egzemplarzy).
3) Mecenasa Goethego (także masona), który był wraz z księciem pod Valmy i wtajemniczony w istotny sens tej bitwy, napisał, że od niej „zaczął się nowy rozdział w dziejach świata”.
4) Paryż 1844.
5) „Napoleon a Polska”.
6) „Napoleon and the Palestine”.
7) „Der Aufstieg des Hauses Rotschild”.
8) P. przetłumaczone przeze mnie Michela „Państwo w okowach masonerii” (Katowice 1937).
9) „Tragizm dziejów Polski”, Warszawa 1937.
10) „Neofici w Polsce przedrozbiorowej”.
11) Delassus: La conspiration antichretienne.
12) Robert Petit: L’assasint d’Alexandre II du Yougoslavia.
13) Luzio: La massoneria e il Risorgimento italiano.



Źródło: http://retropress.pl/tecza/masoneria-wspolczesna-w-perspektywie-przelomow-dziejowych/?fbclid=IwAR33dWrzr1PHyFrMQXwG9snMQ1VwR2okg-DP-pIupbt3jORbVFZuVaY4pCo